W kolorze i metalu

[ptasi-niby-dziennik]

Mój pierwszy kormoran odczytany w Poznaniu

Chociaż osobistą „klątwę kormorana” udało mi się przełamać jakiś czas temu (klik! klik!), jednak nadal do żywego mnie ona dotyka, gdyż przeważają ptaki nieodczytane. W pierwszym tygodniu stycznia w Świnoujściu miałem okazję wykryć co najmniej 15 „korków” z obrączkami, a udało mi się odczytać, aż jedną! Odczytałem jeden jedyny „plastik”. Nie odczytałem żadnego metalu. Gdybym miał troszeczkę, ociupinkę więcej mocy w lunecie, to może 3-4 metale by się udało zrobić, a tak pozostaje żal, niedosyt i frustracja.

Miło, bo w ramach zadośćuczynienia za felerny wynik nad Bałtykiem, udało mi się odczytać plastikową obrączkę na „korku” w Poznaniu. 20 stycznia zjeżdżałem rowerem na Wartostradę vis-à-vis Parku Stare Koryto Warty. Zatrzymałem się na betonowym ślimaku, gdzieś w połowie drogi, gdyż zauważyłem grupę pięciu kormoranów stojących przy brzegu na lodzie. Z sakwy wyjąłem lornetkę, szybki skan i mignął mi żółty znacznik. Natychmiast rozłożyłem lunetę, ale ptak stał tyłem, widziałem tylko fragment obrączki. Musiałem poczekać, aż trochę się ruszy lub uniesie skrzydła.

Niestety z ławki po lewej wstał Pan-spacerowicz. Potencjalny płoszyciel, bo szedł w kierunku ptaków. Zacząłem do niego krzyczeć, że bardzo proszę, aby się na chwilę zatrzymał, że potrzebuję 30 sekund, abym odczytać kod na obrączce, żeby nie płoszył. O dziwo Pan stanął, jak wryty. Minę miał bardzo zdziwioną. Wyraźnie skonfundowany patrzył raz na mnie, raz na grupę kormoranów.. W końcu rzeczony ptak uniósł skrzydła i zaczął nimi machać (suszyć). Udało się trzy literowe znaki przeczytać, zanotować, a nawet zrobić dokumentacyjne zdjęcie. Krzyknąłem „Już!” do Pana i pięknie podziękowałem.

Co ciekawe wygląda na to, że ptak zimuje w Poznaniu, gdyż po niespełna trzech tygodniach rzeczonego osobnika odczytałem ponownie. Kolejnego dnia ptak także był. Obok niego stał „korek” z metalową obrączką z Finlandii, której – oczywiście – nie udało się odczytać. Widmo „klątwy kormorana” (klik! klik!) wciąż mnie dotyka.

Zaginiona mewa czarnogłowa

Już po opublikowaniu poprzedniego wpisu (klik! klik!), Łukasz opowiedział mi historię innej mewy czarnogłowej, którą zaobrączkował w Stargardzie dnia 20 stycznia 2016 roku. Ptak wpadł w pętlę podczas akcji łapania śmieszek na parapecie bloku na osiedlu Zachód. W przeciwieństwie do ubiegłorocznej nie był to ptak dorosły, a w drugim kalendarzowym roku życia. „Mela” ewidentnie zimowała, gdyż całą zimę kręciła się po okolicy, była czytana w mieście i nad jeziorem Miedwie.

Następnie po 116 dniach od zaobrączkowania zameldowała się w Niemczech, co jest o tyle zaskakujące, że przypuszcza się, iż zimujące w Polsce czarnogłowe, to przychówek ze wschodu, gdzieś z Białorusi lub Ukrainy. Wiosną w 2017 roku mewa była czterokrotnie czytana w kolonii lęgowej śmieszki w regionie Nadrenia Północna-Westfalia przy granicy niemiecko-holenderskiej. Ptak nie posiedział tam długo, bo 22 maja 2017 roku był stwierdzony w innej kolonii lęgowej. Także w Niemczech, ale bliżej, bo w pobliżu Lipska – 295 km od miejsca zaobrączkowania.

I tak po 488 dniach kończy się oficjalna mewy czarnogłowej zaobrączkowanej zimą 2016 roku w Stargardzie. Czy ptak zginął? Możliwe, to się zdarza w koloniach. Chociaż Łukasz przypuszcza, że ptak został złapany i przeobrączkowany, a koledzy z DE „zapomnieli” przekazać ten fakt do Polskiej Stacji Ornitologicznej…

Mewa czarnogłowa zimująca w Stargardzie

Święto Trzech Króli spędziłem w Stargardzie, gdzie wespół z Łukaszem Borkiem i Marcinem Sową współobrączkowałem zimujące śmieszki i krukowate. Panowie znają swoje miasto wyśmienicie i dobrze wiedzą, gdzie znaleźć ptaki najbardziej chętne do współpracy. Na jednym z osiedli na kalenicy bloku Łukasz wypatrzył dorosłą mewę czarnogłową. Mieliśmy ze sobą jedynie lornetki i aparat (Nikon Coolpix P900). Od razu, oczywiście, pojawił się pomysł, aby ptaka złapać i zaobrączkować. Tylko jak go ściągnąć na dół?

Zrobiłem kilka zdjęć, dokumentacyjnych. Przeglądamy i okazuje się, że ptak ma na prawej nodze czerwoną obrączkę. Zdjęcie było średnio wyraźne, kodu nie udało się odczytać. Podeszliśmy bliżej, wspiąłem się na niewielką górkę przy boisku. Pstryk. I tym razem kod już dobrze widoczny i czytelny. Łukasz spogląda na wyświetlacz i mówi: „To mój ptak! Ten z zeszłego roku, który był lęgowy w Czechach”.

Zwrotka z Polringu potwierdza słowa Łukasza. Ptak otrzymał biżuterię 26 stycznia 2020 roku nad jeziorem Miedwie, po 45 dniach został odczytany w Ustce przez Michała Szumskiego i następnie, prawdopodobnie, poleciał w górę Wisły, a stamtąd do Czech, gdzie zameldował się po 120 dniach od zaobrączkowania. Faktycznie tam otrzymał status „lęgowy”. A w tym roku powrócił na ubiegłoroczne zimowisko. Co jest o tyle ciekawe, że większość mew czarnogłowych lęgowych w naszym rejonie, leci na zimowiska do Francji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy Portugalii.

Wigilijna Śmieszka, Anno Domini 2020

W pod koniec grudnia 2019 roku postowałem, aby ustanowić świecką, czytelniczą tradycję o nazwie Wigilijna Śmieszka, która polegałaby na odczytaniu tego dnia minimum jednej obrączki na śmieszce (klik! klik!).

Pomysł nie został przeze mnie porzucony w 2020 roku, bo tego dnia, gdy wracałem z pracy, zatrzymałem się na chwilę nad Wartą i czatowałem na jakąś mewę ze znacznikiem. Finalnie 24 grudnia 2020 roku udało mi się odczytać: dwie śmieszki, dwie krzyżówki i jedną kawkę.

Jedna z mew dostała plastik w Chorwacji, a druga w Polsce. Ptak ze zdjęcia dostał biżuterię Parku Wilsona w Poznaniu 22 stycznia 2020 roku w ramach wspólnych działań Mariusza Janowskiego oraz Piotra Piliczewskiego. To mój czwarty odczyt tej mewy i z czwartego różnego miejsca.

58 odczytany gatunek: łabędź czarnodzioby

O dziwo koniec roku 2020 nie należał do gęsi „północnych”, a do łabędzi „żółtodzibych”. Oczywiście gęsi, jak się tylko „weszły” w obiektyw w lunety, były przeglądane. Dzięki czemu udało się odczytać obroże na 4 białoczółkach oraz 6 tundrowych. Jednakże większość czasu, energii, sił i zasobów zainwestowane zostało w poszukiwanie oznakowanych łabędzi. Szacuję, że wespół z Adamem Loręckim skontrolowaliśmy jakieś 10 tysięcy łabędzi „żółtodziobych”. Z jakim skutkiem? Mówiąc wprost: wielce zadowalającym! W listopadzie i grudniu udało się odczytać obroże na 32 „krzykliwcach”: 18 osobników zaobrączkowano w Polsce, 6 na Litwie oraz 8 na Łotwie. Dla porównania w uprzednie sezony odczytałem łącznie 16 ptaków.

Jednak cały czas brakowało wisienki na torcie: oznakowanego bewika. Dlatego na sygnał dany od Przema Wylegały, że w okolicach Człuchowa widziano czarnodziobego z białą obrożą, następnego dnia wsiedliśmy do samochodu i pognaliśmy w tamte rejony. Dzień krótki, a do objechania mieliśmy kilka miejscówek. Na jakieś trzeba się było zdecydować. Pierwsze stado – nic, żadnej obroży. Drugie stado – także nic. Trzecie stado – ponad 1400 ptaków – jest kilka oznakowanych „krzykaczy”, ale poszukiwanego bewika ani widu. Zaczyna się robić szaro, za niespełna godzinę będzie ciemno, a nam zostały do objechania dwa miejsca. Do obu nie zdążymy, nie ma szans.

Nie wiedzieć czemu, ale wybieramy to dalsze. Zajeżdżamy, a tam nie ma ptaków. Jednak gdzieś nad lasem leci kilka, lecą nisko, jakby schodziły do lądowania. Podążamy ich śladem przez wieś, przez łąkę, wjeżdżamy do niewielkiego zagajnika, za którym ściernisko po kukurydzy. O! Są łabędzie. Niewiele, niespełna 100 osobników. Pierwszy skan – nic. Drugi skan – nic. Od wsi słychać wystrzały petard. Ptaki przestają żerować, prostują szyje i podnoszą głowy, rozglądają się. Widać nerwowość, drobią w miejscu, bo hałas strzelających petard się zbliża. Nagle Adam syczy przez zęby: „Jest!”. „Gdzie?”. „Po lewej, na skraju”. „Mam!”. Odczytujemy kod, zapisuję. Adam wyciąga telefon, bo chce zrobić jakieś digi-zdjęcia. I strzela kolejna partia petard. Ptaki idą w komin. Nie napatrzyliśmy się. Nie nasyciliśmy się widokiem. Od momentu wykrycia do chwili odlotu minęło nie więcej niż 20 sekund. Pozostał niedosyt, ale odczyt łabędzia czarnodziobego wpadł.

Dwa tygodnie później kolejny raz wybraliśmy się na północ, ale znacznie bliżej, bo w okolice Złotowa. Pogoda nie sprzyjała – wiało, mocno. Pod Jastrowiem, w mieszanym stadzie łabędzi krzykliwych i czarnodziobych, wykryliśmy bewika z samym tylko metalem. Zabawa w podchodzenie, obchodzenie i próbę odczytu trwała prawie dwie godziny. Ostatecznie się nie powiodło. Z gorzkim smakiem porażki zajechaliśmy do Przema na herbatkę. Herbatka będzie, ale „najpierw skoczymy w jedno miejsce”. Na miejscu, czyli na ścierniku po kukurydzy, czekało na nas stado łabędzi. Udało się wyłuskać obroże na 3 „krzykliwcach” i… spotkanym dwa tygodnie wcześniej bewiku. Jest już zwrotka: łabędź dostał obrożę na zimowisku w Holandii, dnia 18 stycznia 2018 roku. I na przestrzeni tych kilku lat był czytany w Danii, Estonii, Niemczech i na Łotwie.

Na zakończenie serdeczne podziękowania dla: Przemek Wylegała, Zbigniew Świacki, Michał Szumski i Dariusz Kujawa za udostępnienie lokalizacji i miejscówek, które warto odwiedzić. Wszystkie zdjęcia we wpisie: Adam Loręcki.

44 odczytany gatunek: czapla biała

Dzisiejszy wpis jest, delikatnie mówiąc, przeterminowany, gdyż pierwszy znacznik na czapli białej przeczytałem w trzecim tygodniu sierpnia 2019 roku. Pojawia się on dopiero teraz, ponieważ na dane pierwotnego obrączkowania czekałem 421 dni.
A jak to było z tym odczytem? Pod koniec ubiegłorocznych wakacji po pracy pojechałem do Grzybna pod Poznaniem w celu skontrolowania bocianów czarnych. Przyjechałem za wcześnie, bocianów jeszcze nie było. Za to na drugim, największym stawie, stało kilkadziesiąt czapli białych i siwych. Szybki skan. O! Jest biała z plastikiem. Z miejsca, w którym stałem, nie było żadnych szans na odczyt – za daleko. Musiałem groblą podejść jakoś bliżej ptaków. Mocno pochylony, aby nie być widocznym, szedłem kilkadziesiąt metrów. Natrafiłem na lukę w trzcinach, wychyliłem głowę, aby zorientować się gdzie jestem i ile jeszcze muszę podejść. Wychylić musiałem się za mocno, bo czaple poderwały się i odleciały w kierunku zachodzącego słońca.
Byłem pewien, że wszystkie poleciały, więc bezpardonowo się wyprostowałem, machałem rękoma, coś głośno warczałem (jakieś niecenzuralne słowa pod własnym adresem). Spoglądam na staw: stoi jedna, samotna czapla biała. Stoi i gapi się w moim kierunku. Rozstawiam statyw, od niechcenia spoglądam na nią i… ptak ma białą biżuterię na prawej nodze. Odczyt kodu nie sprawił większych problemów. Nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście. Zwykle jest tak, że ptak z obrączką odlatuje jako pierwszy z grupy, że ptak z obrączką stoi najdalej, że jako pierwszy idzie w kimę, że najintensywniej żeruje. To znane wszystkim „czytaczom” Prawa Murphy’ego, a tu takie zaskoczenie, czyli wyjątek potwierdzający regułę.
Ptak został zaobrączkowany jako pisklę 28 maja 2019 roku na Białorusi. Czas od zaobrączkowania 86 dni. Odległość od miejsca zaobrączkowania 687 km. Na dziś mam odczytanych 8 czapli białych z 4 różnych krajów (Białoruś, Litwa, Polska i Węgry), to jednak odczyt pierwszej na długo pozostanie w pamięci.

Czytanie ptaków – rozmowa


Któregoś wieczoru w sierpniu spotkałem się z Marią Krześlak-Kandziorą nad Jeziorem Maltańskim w Poznaniu. Piliśmy kawę i rozmawialiśmy o ptakach, obrączkowaniu, robieniu zdjęć, wyjazdach na tłicza oraz o czytaniu obrączek. Maria rozmowę nagrała, spisała i finalnie przekuła na tekst.

Mały fragment na zachętę: „Z mojego punktu widzenia czytanie znaczników ornitologicznych – bo to niekoniecznie musi być obrączka, może być znacznik skrzydłowy, dziobowy, obroża – jest dokładaniem małej (pojedynczej) cegiełki do nauki – tłumaczy Giera – obrączki zakłada się po to, żeby poznać ptaki, lepiej je zrozumieć, ale z naszego ludzkiego punktu widzenia. Nie zakłada się obrączek dla widzimisię, to nie jest hobby. Założenie obrączki to nadanie konkretnemu ptakowi swoistego dowodu osobistego, bo numer na obrączce jest niepowtarzalny. Znakuje się ptaki, szczególnie kolorowymi obrączkami, w ramach określonych projektów naukowych”. Zapraszam do lektury całości: klik! klik!

54 odczytany gatunek: orlik krzykliwy

Byłem w rozjazdach. Najpierw Podlasie, następnie Łeba, potem cztery dni w Poznaniu (stąd wyjazd do PN „Ujście Warty”), a ostatni tydzień spędziłem w Gdańsku. Z Podlasia nie przywiozłem „worka odczytów”, ale to akurat było do przewidzenia. Za to napatrzyłem się na kobczyki, pustułki i orliki krzykliwe, które urzędowały na łące za kwaterą. Jedna z pustułek przyozdobiona była metalową obrączką, którą finalnie udało mi się odczytać, choć zajęło mi to jakieś 13-14 godzin w ciągu 4 kolejnych dni, ale o tym mam w planach napisać, jak tylko przyjdzie oficjalna zwrotka.

Drugiego popołudnia, gdy wyszedłem „na pustułkę”, zauważyłem orlika krzykliwego siedzącego na drzewie. Ptak siedział relatywnie blisko. Spojrzałem na nogi i tak, ma obrączkę. Jednak z miejsca, w którym się znajdowałem nie było żadnych szans na odczyt: patrzyłem centralnie pod zachodzące słońce – nie byłem nawet pewien koloru obrączki, wydawała się czarna. Wyjąłem telefon, odpaliłem Google Maps i się załamałem. Nie było żadnych szans, aby obejść ptaka, bo za drzewem płynie strumień, którego nie miałem gdzie i jak przekroczyć, a przed nim bardziej podmokły szuwar niż łąka. Zapomniałem o pustułce. Styki w mózgu pracowały, czułem, że za chwilę się przegrzeją, bo bałem się, że orlik się poderwie i odleci… Wykombinowałem, że jak wejdę na drogę i pójdę na południe, to gdy słońce zejdzie nisko, zniknie za lasem, będę miał szansę, nikłą, aby coś na obrączce zobaczyć.

Jak wymyśliłem, tak zrobiłem. Gdy tylko ruszyłem, ptak się poderwał i… – serce zabiło mi szybciej, przez mózg przeleciała myśl: „Cholera, odleci!” – spadł na łąkę, chwilę połaził, znów się wzbił, zrobił kółko nad łąką, przeleciał mi nad głową i usiadł na daszku szopki na siano po drugiej stronie. Bardzo, bardzo blisko. Szybko rozstawiłem lunetę i, choć zachodzące słońce mocno odbijało się w obrączce, bez żadnych problemów udało się odczytać numer i określić kolor (czerwony). Osobnik siedział chwilę, pogapił się na łąkę, wypatrzył coś, poderwał, zapolował i usiadł jeszcze bliżej. Ptak nic sobie nie robił z mojej obecności.

Wracając spotkałem właściciela kwatery, który zapytał, co dziś „upolowałem”. To mu powiedziałem, że orlika z obrączką. Na co on, że to pewnie jest osobnik z pary, która gniazduje tu w pobliżu. Wpisałem stwierdzenie i następnego dnia przyszła zwrotka: ptak w 12 kalendarzowym roku życia, który został zaobrączkowany jako pisklę 156 km od miejsca stwierdzenia. Pierwszy odczyt. I choć w kolejnych dniach widziałem kilka innych orlików, żaden nie miał obrączki.

Rybołów z Niemiec w Sierakowie

Latem często nocuję na hamaku rozwieszonym gdzieś w Puszczy Noteckiej. Przedwczoraj „pokój w hotelu z milionem gwiazd” wybrałem nieopodal stawu hodowlanego pod Sierakowem. Zdarzało mi się w tym miejscu obserwować ponad 20 bielików (w pobliżu jest kilka gniazd). Tym razem przez cały dzień krążyły „tylko” cztery osobniki. Wieczorem z hamaka podziwiałem Księżyc i odgłosy skaczących po drzewach wiewiórek.

Rano wygramoliłem się z hamaka i udałem w pobliże stawu. Będąc jeszcze między drzewami zobaczyłem w oddali dużego ptaka szybującego nisko nad wodą. W pierwszej chwili pomyślałem, że bielik zawitał na śniadanie. A tu niespodzianka, bo gdy ptak cały zanurzył się we wodzie, to wiedziałem, że to nie bielik, a rybołów. Byłem miło zaskoczony , adrenalina podskoczyła, bo nie miałem jeszcze okazji obserwować tego gatunku z bliska.

Oczywiście z wody wynurzył się z dużym, pięknym i tłustym karpiem. Kiedy był na wysokości koron drzew nagle wyłonił się bielik i zaczął atakować naszego bohatera. Doszło do potyczki i przepychanki, która ostatecznie przyniosła stratę… Karpik spadł na pobliskie pole, a ptaki zniknęły gdzieś za lasem.

Po kilku godzinach rybołów pojawił się znowu, lecz dwa bieliki krążyły i „pilnowały” stawu (a wysoko, w kominie krążyło aż 12 osobników). Nawet kormoran, który złapał rybę, dostał bęcki. Nasz bohater krążył w pobliżu dłuższy czas. Mogłem wówczas obserwować go przez lornetkę oraz zrobić kilka zdjęć. Niestety już nie zaatakował wody.

Po powrocie do domu, ku mojemu zaskoczeniu, na jednym zdjęciu zobaczyłem obrączkę na nodze rybołowa. Zdjęcie było na tyle wyraźne, że była udało się odczytać pełen kod i zidentyfikować ptaka. Przyznaję, że choć obserwuje ptaki od kilku lat, to jest to mój pierwszy, debiutancki odczyt. Dlatego tym bardziej cieszy.

[autor: Rafał Ćwiertnia]

Rzeczki w Świnoujściu

„Na odczyty” lubię jeździć do Świnoujścia. Staram się być w tym mieście co najmniej trzy razy w roku: 1) w grudniu na mewy zimujące; 2) na wiosnę na śmieszki lecące do kolonii lęgowych; 3) na przełomie lipca-sierpnia na rybitwy i inne siewkowate.

Ptak zaobrączkowany na Ujściu Wisły dnia 21.07.2013 roku jako pisklę; pierwszy odczyt; przemieszczenie: 308 km.

W ubiegłym roku z wakacyjnego wyjazdu przywiozłem odczyty 6 rybitw rzecznych, kamusznika i 2 biegusów zmiennych. W tym roku poszło lepiej, udało się odczytać znaczniki na 24 rybitwach i 11 biegusach zmiennych (z 5 różnych krajów – planuję osobny post w tej sprawie, tylko zagraniczniaki muszą się zweryfikować).

Ptak zaobrączkowany w żwirowni Bielinek pod Cedynią dnia 24.05.2015 roku jako osobnik dorosły, po pierwszym roku życia; trzcin odczyt; przemieszczenie: 108 km. Pod koniec lutego br. rybitwa była czytana w Namibii.

Okolice ujścia Świny (falochron zachodni i centralny), to ważny hub tranzytowy dla rybitw rzecznych lecących zachodnią trasą na zimowiska do Afryki Południowej. Grupują się tu ptaki dorosłe i młodociane z kolonii polskich oraz niemieckich. Można się było domyślać, że dużą reprezentację wystawiają województwa zachodnio-pomorskie, kujawsko-pomorskie i pomorskie, ale okazało się, że również Wielkopolska zaprezentowała swoich przedstawicieli i to nie jednego, a kilku.

Ptak zaobrączkowany w żwirowni Bielinek pod Cedynią dnia 26.05.2018 roku jako osobnik dorosły, po drugim roku życia; czwarty odczyt; przemieszczenie: 108 km. Rybitwa była dwukrotnie czytana w Namibii – 8394 km od miejsca obrączkowania.

Łukasz Matyjasiak: relacja z zakończonego sezonu lęgowego na Mazowszu

W zeszłym roku wydawało się, że osiągnąłem szczyt możliwości czasowych prowadzenia projektów i działań ochroniarskich, ale w tym roku było tego jeszcze więcej:

– obrączkowanie czapli siwych w koloniach lęgowych;
– obrączkowanie bielików w powiatach okołowarszawskich;
– obrączkowanie myszojadów (pustułek, płomykówek);
– obrączkowanie śmieszek w koloniach okołowarszawskich;
– obrączkowanie wybranych gatunków w dolinie Środkowej Wisły (ostrygojady, mewy);
– obrączkowanie brzegówek w koloniach okołowarszawskich; – obrączkowanie jerzyków w Warszawie;
– obrączkowanie i znakowanie błotniaków łąkowych w powiatach łowickim i łęczyckim;
– obrożowanie łabędzi krzykliwych w Dolinie Dolnego Bugu.

Do wieloletnich projektów doszły dwa nowe (czaple siwe i łabędzie krzykliwe). Oba realizowane nad Bugiem i w obu przypadkach ten rok jest pilotażowym. Gatunki mocno wymagające, choć w zupełnie inny sposób.

Dotychczas realizowane projekty przyniosły rekordowe wyniki w przypadku myszojadów i błotniaków łąkowych. Ze wstępnych ustaleń z ekipą zajmującą się pustułkami w Polsce wynika, że główne miejsce prowadzenia przeze mnie działań było prawdopodobnie największą kolonią tego gatunku w Polsce (12 par lęgowych i ponad 50 młodych uzyskujących lotność tylko z jednej wieży kościelnej). O wielkiej zasobności tegorocznych żerowisk może świadczyć fakt, że jedna para pustułek z powodu braku jakiegokolwiek innego miejsca złożyła jaja w przedsionku budki płomykówek i przez pewien czas sowa wchodziła po plecach wysiadującej pustułki.

U błotniaków łąkowych też bardzo obfity rok przede wszystkim w powiecie łowickim. O szczegółach napiszę na pewno Piotrek Dębowski który kolejny rok wspólnie z Jarkiem Matusiakiem dzielnie zmaga się z tym niełatwym tematem. Ja ze swojej strony dołożyłem cegiełkę obrączkując pisklęta i znakując dorosłe ptaki.

O Wiśle pisałem już jakiś czas temu. Sezon lęgowy zakończył się szybko, ale jako, że z zespołem wiślanym skupiliśmy się głównie nad ptakami dorosłymi oraz mewami białogłowymi wniesiony czas i środki nie spłynęły do Gdańska, ale latają po całej Europie. I tym sposobem minęły 3 miesiące intensywnej ale bardzo satysfakcjonującej pracy.

Oczywiście nic by z tego nie wyszło gdyby nie liczna grupa ludzi na których zawsze mogę polegać i która bezinteresownie służy swoim czasem i zaangażowaniem. To czysta przyjemność z Wami pracować. Są to: Ania Budyta, Hubert Mateuszczyk, Marcin Sidelnik, Justyna Rogowiec, Agnieszka Cejnóg, Piotr Grędziński, Hubert Stelmach, Andrzej Różycki.

A teraz czas na urlop. 

PS. a już niedługo mam nadzieję ukażę się publikacyjne podsumowanie obrączkowania bocianów białych w powiecie piaseczyńskim, które zakończyłem w 2017 roku.

[Autorem wpisu jest Łukasz Matyjasiak]

49 odczytany gatunek: czapla siwa

Jednym z naturalnych pragnień (lub: samolubnych chceń) „czytacza” jest odczyt obrączki na nowym gatunku. Wiadomo, znakuje się ptaki ze wszystkich gatunków, dlatego przegląda się każdego napotkanego. Niektóre z mniejsza intensywnością i dbałością, a inne z większą.

O tym, że w Wielkopolsce obrączkuje się czaple siwe wiedziałem od ubiegłego roku. Kilka razy specjalnie wybrałem się w dolinę rzeki Średzka Struga, aby spróbować szczęścia. Niestety bez sukcesu. Spotkać stojącą cierpliwie czaplę i do tego odwróconą w stronę patrzącego, tak, aby było widać prawą goleń, nie jest łatwo. To co nie udało się rok temu, udało się w tym. Co prawda odczyt zawdzięczam Nikon P900, który – powiedzmy to sobie szczerze – nie jest to najlepszym aparatem do zdjęć ptaków w locie. Na trzy uwiecznione osobniki z obrączkami, udało się odcyfrować numer jednego z nich.

Ktoś mnie ostatnio zapytał, czy taki odczyt w miejscu obrączkowania ma sens. Oczywiście, że ma. Wiadomo: ptak ma się dobrze, przeżył, nic mu nie jest, szczęśliwie uzyskał lotność, miesiąc po obrączkowaniu przebywa wciąż w okolicy (przemieszczenie 1 km).

Szczerze zachęcam do przeglądania czapli, sprawdzania czy czasem nie noszą obrączek. W tym roku w Wielkopolsce założono co najmniej 53 obrączki na ten gatunek (głównie Maciej Szajda, Bartosz Krąkowski i Adam Loręcki z Zespołu Obrączkarskiego Rościnno, małą cegiełkę dołożył Zespół Obrączkarski Rogoźno (klik! klik!). Zresztą czaple obrączkuje się nie tylko u nas, Łukasz Matyjasiak donosi, że w Mazowieckiem założył w tym roku 40 plastików.

Łukasz Matyjasiak: obrączkowanie czapli siwej

Łukasz Matyjasiak: obrączkowanie czapli siwej

Rybitwa rzeczna z Niemiec

Czas czytania śmieszek w koloniach lęgowych powoli, acz nieubłaganie, się kończy. Rozległe podsumowanie napiszę, gdy sezon definitywnie zostanie zamknięty. Teraz, tak na szybko, jedynie dwie liczby dotyczące tylko północno-wschodniej Wielkopolski: 170 czytań na 130 różnych osobnikach. Czytelniczy sezon „śmieszkowy” płynnie przechodzi w „rzeczny”, gdy więcej uwagi poświęcam rybitwom, głównie rzecznym, ale i czarnym.

Co prawda pierwszą rzeczkę przeczytałem 28 kwietnia na noclegowisku nad Jeziorem Maltańskim w Poznaniu. I od tego dnia udało się skontrolować 12 innych rybitw rzecznych. Część z nich to powroty ptaków obrączkowanych w uprzednich latach w Wielkopolsce. Takie stwierdzenia cieszą, bo zawsze miło spotkać „starego” znajomego/znajomą. Jednak zawsze wypatruje się nowego ptaka, takiego, którego historia nie była wcześniej znana.

W minionym miesiącu udało się kilka nowych wykryć, m.in. kolejną z Izraela (już czwartą). Jednak najbardziej cieszy odczytanie metalu z Niemiec. Udało się tylko dlatego, że ptak siedział na linii wysokiego napięcia, która zwisała mi nad głową. Rybitwa został zaobrączkowany 13 lipca 2008 roku jako pisklę w kolonii Seelow w Brandenburgii. Odległość od miejsca zaobrączkowania wynosi 191 km. Jest duża szansa, że ptak będzie lęgowy w Wielkopolsce.

Adam Loręcki: „kolorowe” żurawie sezon 2019/2020

Kilka lat temu odczytywanie ptasich znaczników stało się moją życiową pasją, której poświęcam sporo wolnego czasu. Cieszą mnie zarówno nowo spotkane oznakowane ptaki, jak i starzy znajomi. Z racji tego że sam obrączkuję, głównie gęsi, żurawie, mewy, a ostatnio też rybitwy, to grupom tych ptaków poświęcam najwięcej uwagi, przeglądam wielotysięczne stada gęsi, skupiska mew, noclegowiska żurawi.

Oznakowane żurawie w mojej okolicy można spotkać relatywnie często, a to dlatego, że jest to gatunek preferowany przez większą grupę lokalnych obrączkarzy, którzy od kilku zajmują się znakowaniem i badaniem tego gatunku. (Więcej informacji o naszym projekcie na stronie: Polish Crane Research Group – klik! klik!). Do tej pory nazbierało mi się: 757 odczytów polskich żurawi ze 121 różnych ptaków. Oczywiście od czasu do czasu trafiają się goście z zagranicy, rzadko, bo mimo intensywnego przeglądania – w każdym sezonie – dziesiątków tysięcy żurawi we wcześniejszych latach odczytałem jedynie trzy zagraniczne ptaki oznakowane w Finlandii.

Większość państw znakuje swoje ptaki inaczej niż my, a mianowicie używają kombinacji sześciu kolorów, dodatkowo – od niedawna – Finowie wprowadzili także kod alfanumeryczny na swoje ptaki, który teoretycznie nie jest potrzebny, bo wystarczy sam zestaw kolorów, ale jak się okazuje czasem jest niezbędny, bo potwierdza tożsamość konkretnego osobnika. Jest to mega zagmatwane i trudne w odczycie. Wszystko tam ma swoje miejsce, każdy kolor, ułożenie ich względem siebie, ważne też jest gdzie to i na której nodze jest (a wbrew pozorom czasem nie jest to takie łatwe szczególnie w dużych stadach np. na noclegowisku, gdzie właściwie trudno określić która noga należy do którego ptaka). Dodatkowo w słabym świetle poranka lub gasnącym wieczorze odróżnienie zielonego czy niebieskiego od czarnego jest wręcz niemożliwe. No i w tym wszystkim bardzo łatwo o błąd! Pewnie dlatego Fińska centrala dodała na obrączki alfanumeryczny kod weryfikacyjny.

W Polsce zakładana jest biała obrączka z trzyznakowym kodem: litera + dwie cyfry. Obrączka jest niższa, bo składa się z jednego pierścienia a nie trzech, a to powoduje, że jest czytelna z mniejszej odległości. Dodatkowo, niezależnie od państwa czy sposobu znakowania, zawsze zakładana jest obrączka metalowa.

Miniony sezon był dla mnie wyjątkowy dobry jeśli chodzi o ilość odczytanych kolorowych żurawi z zagranicy. Pierwszego ptaka wypatrzyłem w lutym w okolicach Wągrowca. Przebywał w stadzie ponad stu ptaków żerujących na polu, ale warunki były ciężkie, zbliżał się zmrok, słabe światło i dodatkowo silny wiatr, co skutecznie uniemożliwiło poprawną identyfikację kolorów. Na szczęście ptaka udało się ponownie odnaleźć następnego dnia i niestety okazało się że żuraw ten zgubił po jednym kolorze z każdej nogi, dodatkowo pozostałe obrączki były już tak mocno zniszczone, że kolor czarny z jednej strony był już biały.

Jak wspomniałem powyżej, do pełnej identyfikacji niezbędny jest komplet sześciu kolorów, więc ten żuraw jest już nieidentyfikowalny (poza odczytem obrączki metalowej). Udało się ustalić, że został zaobrączkowany w Estonii i ma minimum 15 lat. Wielka szkoda, że nie ma szans na poznanie pełnej, z pewnością ciekawej, historii tego ptaka!

Kolejne kolorowe żurawie spotkałem po kilkunastu dniach w okolicach Kiszkowa, gdzie w stadzie ponad dwustu osobników było 8 oznakowanych ptaków: sześć polskich i dwa zagraniczne. Pierwszy z zagraniczniaków zaobrączkowany został 8 lipca 2017 roku w okolicach Zemīte na Łotwie (kombinacja sześciu kolorów). Drugi to Fin, który zaobrączkowany został 13 lipca 2018 roku w okolicach Pyhäjärvi (sześć kolorów + kod alfanumeryczny).

I gdy już myślałem, że limit na ten sezon został wyczerpany, to następnego dnia spotkałem kolejnego żurawia oznakowanego w Finlandii, który nocował na stawach w Łukowie. Tu niestety sprawa nie przedstawia się tak dobrze. Niby rozpoznałem, odczytałem i zapisałem pełen zestaw kolorów. Nawet udało się zrobić dokumentacyjne zdjęcie, ale świtało było marne. Wprowadziłem dane do Polring, po kilku tygodniach stacja zapytała, czy udało się odczytać kod alfanumeryczny. No nie, niestety. Finalnie odczyt został odrzucony, jako niemiarodajny, gdyż jeden z ciemnych kolorów, który został rozpoznany przeze mnie jako czarny, mógł być równie dobrze granatowym lub zielonym, a bez alfanumerycznego kodu weryfikacyjnego (o którym wspominałem powyżej) Fińska Centrala uznała odczyt za niepewien. I tak w zaledwie dwa tygodnie spotkałem aż cztery żurawie z biżuterią z zagranicy. Dwa udało się pozytywnie zweryfikować i uzyskać dane pierwotnego obrączkowania, a dwa pozostają „no name”. Może w przyszłym sezonie będzie jeszcze lepiej. Tymczasem wszystkim polecam przeglądanie naszych rodzimych żurków, a nóż widelec trafi się jakiś z naszego projektu.

zdj. Wiktor Kroker

zdj. Wiktor Kroker

Bazyli Polednia: The Best Off

Z tej strony Bazyli, zostałem zaproszony przez Maćka do gościnnego udziału na jego blogu i jestem bardzo wdzięczny za możliwość podzielenia się tu z Wami moimi obrączkarskimi doświadczeniami. Tematem posta miał być najlepszy odczyt z 2019 roku lub najlepszy odczyt w moim życiu. Postanowiłem spróbować połączyć oba motywy, ponieważ mowa o obserwacji z początku stycznia bieżącego roku, więc niewiele brakuje do ubiegłego, dodatkowo jestem przekonany, że jest to dla mnie jedna z najbardziej cieszących obrączek jakie odczytałem w terenie. Ale od początku…

W pierwszy weekend stycznia, a dokładnie w niedzielę piątego, wspólnie z dziewczyną pojechaliśmy na obrączkową objazdówkę po portach w okolicy Trójmiasta. Trasa dosyć typowa dla tego typu wypraw – w planach wczesny przyjazd na Hel, a potem w drodze powrotnej postoje w najbardziej sprawdzonych miejscach takich jak Jurata, Jastarnia, Władysławowo, w zależności od tempa może również Kaczy Winkiel i marina w Gdyni. Prognozy pogody wydawały się przeciętne, ale żadne nie pokazywały deszczu, więc liczyłem, że uda się odczytać coś fajnego po świątecznej przerwie.

Równo o 8:00 byliśmy na Helu, zaparkowaliśmy koło Urzędu Miasta i po kilku minutach byliśmy już gotowi: z przyszykowanymi lornetkami, aparatem i lunetą. Poszliśmy do portu. Szybkie przejrzenie okolicy – generalnie pusto… Jedno trochę większe stadko mew siedziało na plaży przy fokarium, ale zostawiliśmy je sobie na później. Na latarniach w przystani kilka srebrzaków, wszystkie gołe, więc powoli zacząłem się już nastawiać na odczyty w następnych punktach objazdu. Nawet na wodzie niewiele – ledwie jakaś jedna lodówka kręcąca się przy brzegu. Jeszcze tylko szybkie przejrzenie kormoranów siedzących na barierkach przy pirsie prostopadłym do brzegu i można iść dalej. Przez lornetkę niewiele było widać, więc szybko strzelone dwie foty, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że pierwszy punkt programu odhaczony. A tymczasem – coś się na tych zdjęciach świeci. Jeszcze jedno zdjęcie, tym razem już z konkretnym ptakiem w centrum zainteresowania – ma metal.

No i zaczęły się do niego podchody – światło w styczniowy, mocno pochmurny poranek w połączeniu z silnym wiatrem zdecydowanie nie ułatwiało sprawy, a biorąc pod uwagę odległość ptaka i to, że blacha nie była pomalowana, bałem się że niewiele uda się z tego wyciągnąć. Mimo to nie mogłem się tak łatwo poddać – byłby to mój pierwszy w życiu „korek”! Zacząłem przymiarki do znalezienia najlepszego ujęcia, nie mogłem się zdecydować pomiędzy lokalizacjami na trzech pirsach, więc nie zabrakło chodzenia w tę i z powrotem. Ptak na szczęście siedział w bardzo dogodnej do zdjęć pozycji – jako jeden ze skrajnych, po tej bliższej dla mnie stronie. Dosyć szybko udało się odczytać początek obrączki („MM”), natomiast warunki do zdjęć były wciąż bardzo kiepskie, więc stwierdziłem że lepiej zaczekać godzinę, niż starać się go podejść teraz i spalić całą akcję. Około 9:00 słońce już trochę mocniej operowało zza chmur, a kormoran ustawił się w idealnej pozycji – na samym skraju całej grupy, z obrączką prosto w moją stronę. Ustawiłem się więc na tym samym pirsie co on i zacząłem szukać najlepszego ujęcia. Po chwili kilka ptaków się zerwało – niestety on również. Zaczęły kołować, a mój wzrok razem z nimi, nie spuszczając z oczu tego konkretnego. Kilka minut później usiadł z powrotem, tym razem na latarni trochę dalej ode mnie, ale z obrączką cały czas zwróconą w moją stronę. Po zrobieniu dodatkowej serii zdjęć uznałem, że lepszych ujęć niż te mieć już raczej nie będę, a reszta portów sama się tego dnia nie obskoczy, więc pełny nadziei, że uda się odczytać pełny numer poszedłem w stronę fokarium.

Szybki przegląd plaży – blach brak, mojego nie-obrączkarskiego celu na ten wyjazd, czyli mewy polarnej też nie ma, więc pakujemy się do auta. Ale zanim ruszyłem ciekawość wzięła górę, odpaliłem na ekranie aparatu wszystkie zdjęcia po kolei. Ku mojej radości jedno ujęcie z chwili tuż przed odlotem ptaka na latarnię wydawało się niezwykle obiecujące. Po powrocie do domu zrzuciłem wszystko na komputer i po powiększeniu – jest, cały numer widoczny! Z około 150 zdjęć, numer czytelny jest tylko na jednym i to od razu praktycznie cały. Ptak okazał się Finem, a po konsultacji z tamtejszą centralą udało się ustalić, że jest to ptak zaobrączkowany w czerwcu 2019 r. jako pisklę w gminie Virolahti, tuż przy granicy z Rosją (odległość w linii prostej 83 4km).

Opisy zdjęć:
1. Dokumentacyjne zdjęcie, żeby sprawdzić czy któryś ma obrączkę – coś się błyszczy…
2. Początek numeru udało się odczytać dosyć szybko
3. Jedyne zdjęcie z którego udało się odczytać pełny numer