W kolorze i metalu

[ptasi-niby-dziennik]

Łukasz Matyjasiak: sezon lęgowy na Mazowszu w 2021 roku

Niewątpliwie miniony sezon lęgowy na Mazowszu można opisać jako nadzwyczaj intensywny i obfitujący w wiele akcji i aktywności:

– obrączkowanie czapli siwych w koloniach lęgowych;
– obrączkowanie mew białogłowych w koloniach;
– obrożowanie gęgaw w dolinie Słudwi;
– obrączkowanie śmieszek w koloniach;
– obrączkowanie rybitw bagiennych i siewkowców w dolinie Słudwi;
– obrączkowanie pustułek, płomykówek, kawek i grzywaczy w budkach lęgowych;
– obrączkowanie jerzyków w budkach lęgowych;
– obrączkowanie rybitw, mew i siewkowców w koloniach wiślanych;
– obrączkowanie i znakowanie błotniaków łąkowych w powiecie łowickim;
– obrączkowanie, znakowanie i grodzenie gniazd w powiecie sochaczewskim.

Część aktywności to kontynuacje działań z lat poprzednich, ale oczywiście, jak co roku, doszły nowe. W 2021 roku były to akcje związane z obrączkowanie rybitw bagiennych i siewkowców oraz obrożowaniem gęgaw w dolinie Słudwi. Było to możliwe przede wszystkim dzięki wysokiemu poziomowi wody. W takich warunkach do lęgów przystąpiły setki par rybitw bagiennych, czajek oraz innych wodno-błotnych gatunków.

To co korzystne było dla wszystkiego co pływa, brodzi lub nurkuje, niekoniecznie korzystne było dla gryzoniożerców. Tutaj sukces lęgowy był zdecydowanie mniejszy niż w latach ubiegłych. Różne gatunki zareagowały na to odmiennie jak np. podstawą pokarmu dla pustułek zostały wróble, a dla błotniaków łąkowych skowronki albo, jak w przypadku płomykówek, opóźnione lęgi, które rozpoczęły się dopiero po częściowym opadnięciu wody na łąkach.

Mówi się, że przyroda nie lubi próżni i faktycznie, bo w miejsce pustułek wprowadziły się liczniej kawki i grzywacze (3 lęgi).

Kontynuowaliśmy też działania w ramach zespołu obrączkarskiego Dolina Środkowej Wisły na 150 km rzeki. W tym roku dysponowaliśmy po raz pierwszy dwoma jednostkami pływającymi dzięki czemu mogliśmy jeszcze skuteczniej monitorować kolonie lęgowe. Po majowo-czerwcowych wezbraniach nastąpiła czerwcowo-lipcowa stabilizacja, umożliwiająca liczny sukces lęgowy wśród rybitw i siewkowców. W ramach prac zespołu Dolina Środkowej Wisły udało się zaobrączkować ponad 750 mew, rybitw i siewkowców, a także założyć kilka nadajników satelitarnych.

A lipiec już tradycyjnie minął pod znakiem błotniaków łąkowych, które obrączkowaliśmy i znakowaliśmy w powiatach łowickim (współpraca z Piotrem Dębowskim i Jarkiem Matusiakiem) i pierwszy raz w sochaczewskim (współpraca z Patrykiem Rowińskim i Michałem Maniakowskim).

No i najważniejsze, czyli ludzie pełni zapału i chęci pracy bez których nie udałoby się realizować moich pomysłów. W tym roku byli to: Hubert Mateuszczyk, Agnieszka Cejnóg, Marcin Sidelnik, Piotr Grędziński, Anna Budyta, Bartosz Krąkowski, Sławomir Kowalczyk, Justyna Kamińska, Joanna Dworniak. No nie mogę zapomnieć o podziękowaniach dla Prezesa: Jacku, bez Ciebie też by się nie udało!

[autor: Łukasz Matyjasiak. Relacja z sezonu lęgowego 2020 na Mazowszu do przeczytania tu: klik! klik!]

Zespół Obrączkarski ROŚCINNO: podsumowanie sezonu lęgowego, część I

Rok 2021 jest rokiem niezwykłym i zaskakującym. Obfitym, gdyż w 6 różnych stanowiskach udało nam się zaobrączkować i skontrolować łącznie 90 osobników mew białogłowych oraz srebrzystych: 8 dorosłych ptaków oraz 82 pisklaki (4 „srebrzaki”, pozostałe to były białogłowe).

Mewy „duże” leżą w strefie zainteresowań i aktywności Zespołu Obrączkarskiego „Rościnno” od kilku lat. Dokładnie od roku 2017, gdy podczas monitoringu kormoranów Szymon Bzoma wykrył na wyspie na Jeziorze Kruchowskim lęgową parę mew białogłowych i przekazał do Adama Loręckiego tę informację. Wówczas duet doczekała się 1 pisklaka, który oczywiście został zaobrączkowany i do dziś daje odczyty. W kolejnych latach przychówek pary był rokrocznie obrączkowany. Udało się także zaobrączkować oba dorosłe ptaki, stąd wiemy, że to te same osobniki od lat rozmnażają się na wyspie. Z kronikarskiego obowiązku podaję liczbę pisklaków: 1 w 2018, 2 w 2019, 3 w 2020 oraz 2 w bieżącym.

I znów za sprawą Szymona Bzomy, który w 2020 roku – również podczas monitoringu stanowisk lęgowych kormorana – wykrył na Jeziorze Zioło zgrupowanie mew białogłowych o charakterze kolonii. Z początkiem tegorocznego sezonu lęgowego pojechaliśmy na kontrolę miejsca i faktycznie, okazało się, że jest tu nowa, aktywna kolonia. Podczas pierwszego liczenia udało się znaleźć 26 gniazd z pełnym zniesieniem i 2 z niepełnym.  Dwa tygodnie później doszło 8-10 kolejnych gniazd z jajami. Łącznie w tym miejscu zostało zaobrączkowanych 58 pisklaków oraz 7 dorosłych ptaków (dzięki Juliusz Pietrasik za projekt i instruktaż budowy klatki-pułapki na gniazdowej). Prawdopodobnie pisklaków było więcej, ale duża powierzania wyspy oraz wysokie pokrzywy bardzo utrudniały robotę wyszukania większej ilości. 

Kolejne nowe stanowisko pojedynczej pary mew białogłowych zostało wykryte przez Michała Białka i Daniela Cierplikowskiego na Jeziorze Powidzkim, na mieliźnie Sitko. Adam z Michałem podjęli próbę złapania dorosłych ptaków, ale okazała się nieskuteczna. Za to wszystkie 3 pullusy zostały zaobrączkowane. Jeden z nich został odczytany całkiem niedawno w Czechach.  

Kolejne nowe, ciekawe stanowisko znajduje się na wyspie na Jeziorze Zatorze. Na niewielkim zbiorniku wodnym, właściwie w mieście, znajduje się wyspa, na której gniazdują śmieszki, rybitwy rzeczne, mewy siwe oraz para mew srebrzystych, która w tym roku odchowała 3 młodziaki. Ptaki, oczywiście, zostały zaobrączkowane.

Nasze ptaki już się rozleciały. Pierwsze 11 dało już odczyty! Mamy nadzieję, że w sezonie jesień-zima kolejne dadzą o sobie znać.

Wszystkim osobom, które w tym roku nam pomagały i nas wspierały, składamy podziękowania. Michał Białek, Łukasz Bednarz, Daniel Cierplikowski, Hubert Czarnecki, Mateusz Loręcki, Bartosz Krąkowski, Tomasz Królak, Marek Naranowicz, Juliusz Pietrasik, Marcin Przymencki i Dariusz Węcławek – wielkie dzięki!  

[Adam Loręcki & Maciej Gierszewski]

Myszołów z Finlandii

Jakie są zimy w Finlandii tego nie wiem.  Wiem, jakie bywają u nas, a ostatnia była dość ostra. Ptaki dostały nieźle w kość i choć sezon karmnikowy zaczął się późno, to trwał prawie do kwietnia. W marcu przysypało nieźle śniegiem, a na moim stołówkowym placu zaroiło się od kwiczołów. Dość liczna ekipa na przelocie zatrzymała się na jabłkach przywiezionych od sadownika. I właśnie podczas jednej z takich biesiad nagle i niespodziewanie pojawił się na moim placu myszołów.  

Usiadł centralnie na wbitym kołeczku wśród kwiczołowej zgrai pałaszującej jabłka na ziemi. Taki widok zastałam podchodząc do okna.  Myszołów od razu się spłoszył, ale nie odleciał daleko. Podfrunął wyżej na modrzew i zza gałęzi obserwował dalej. Oczywiście żal mi się go zrobiło, bo wszystko wskazywało na to, że i jego przyszpiliło. Bardzo rzadko do karmnika podlatują drapieżniki (oczywiście nie licząc krogulca). Jakież było moje zdziwienie i zdumienie, kiedy myszołów w pewnym momencie sfrunął na ziemię i upolował kwiczoła. Widziałam jak konsumował go na budzie za świerkiem. Od tej pory codziennie zerkałam w okno licząc na kolejne niesamowite obserwacje.

Pewnego dnia postanowiłam w końcu iść na czaty. Szczelnie ukryta obserwowałam posilającą się drobnicę, gdy nagle dostrzegłam tego olbrzyma.  Siedział z boku dość nisko na starym bębnie kablowym. Delikatnie obróciłam obiektyw i zrobiłam mu kilka zdjęć. Oczywiście spłoszył się od razu i odleciał, ale już robiąc zdjęcia dostrzegłam, że na nodze miał obrączkę. Podekscytowana powiększyłam zdjęcie w komputerze i spisałam numer. Okazało się, że nie było widać całego. Przewertowałam wszystkie fotki i euforia, bo na jednej widoczna była brakująca literka. Wtedy jeszcze zupełnie nie spodziewałam się wyniku tej obserwacji. W pierwszym odruchu wrzuciłam fotki na fejsbukową ptasiarską grupę i dostałam pierwszą fenomenalną informację. Ten przepiękny ptaszor nie pochodził z Polski, a prawdopodobnie z Finlandii.

Z wielkimi nadziejami i z ogromną ciekawością czekałam na informację zwrotną z Polringu. Trochę się naczekałam i szczerze powiedziawszy w wiosennym oszołomieniu troszkę o nim zapomniałam, ale w końcu 7 maja dotarły do mnie wspaniałe wieści. Spotkany w marcu myszołów rzeczywiście pochodził z Finlandii, zaobrączkowany został jako pisklę 21 czerwca 2020 roku przebył aż 1185 km, aby na moim placu w Lubstowie w Wielkopolsce zapolować sobie na kwiczoła.

[autorka: Wioletta Kołodziejczyk]

Goniąc gęgawy… – rozmowa z Bartoszem Krąkowskim, część 1

Zacznijmy od samego początku, czyli kiedy i gdzie zaobrączkowałeś swoją pierwszą gęgawę? Czy ptak nadal żyje, daje informacje zwrotne?

Pierwszą zaobrączkowaną gęgawą był gąsior, który dostał żółtą obrożę z kodem P011. Było to prawie 10 lat temu, bo 17 maja 2012 roku. Gdzie? Oczywiście na Stawach Kiszkowskich, czyli w moim „mateczniku”. Całą sytuację pamiętam jak dziś. Było to pierwsze, próbne rozstawienie sieci, która miała 70 m długości. Byliśmy tylko we dwóch – Adam Loręcki i ja. Gęś została złapana dosłownie w ostatniej chwili, bo przeszła górą sieci i Adam ofiarnym szczupakiem, połączonym z kąpielą, pochwycił ptaka. Taki był początek i pierwsze doświadczenia. Przy tej okazji złapaliśmy również zausznka, który dostał metalową obrączkę. Później szło nam już dużo lepiej, bo w całym debiutanckim sezonie udało się zaobrożować 47 osobników. Nauczyliśmy się jak ustawiać sieci, jak gnać ptaki, w jakim kierunku, gdzie wyznaczać miejsca strategiczne, bo jak się okazuje logistyka takiego przedsięwzięcia jest niezwykle istotna. Jak źle rozplanujesz ustawienie sieci i kierunek zganiania, to się jedynie nabiegasz, a ilość złapanych ptaków będzie znikoma.
P011 dawała odczyty do 14 listopada 2016 roku. Ostatni raz widziana była na Rugii w Niemczech przez Thomasa Heinicke, znanego obrączkarza i badacza gęsi. W sumie przez pięć lat dała 80 informacji powrotnych.

Mamy środek maja, więc teoretycznie zbliża się czas ewentualnego obrączkowania. Co planujesz w tym roku? Gdzie, bo chyba nie tylko w okolicach Kiszkowa? Z ciekawości na przestrzeni tych niespełna 10 lat ile łącznie zaobrączkowałeś? I gdzie?

Przez 9 sezonów w zaobrączkowałem 750 gęgaw.
Plany mam ambitne, ale życie jak zwykle je weryfikuje. W poprzednich latach główne łapania odbywały się na Stawach Kiszkowskich, gdzie wykształciło się niewielkie pierzowisko skupiające – w zależności od roku – od 50 do 200 osobników. Od 2014 roku łapiemy gęgawy także poza Kiszkowem, w miejscach stricte lęgowych, np. na jezierze Rościńskim, stawach w Olekszynie czy w Pobiedziskach nad jeziorem Biezdruchowo. W następnych latach pojawiło się kilka innych miejsc, gdzie po prostu była okazja do zaobrączkowania. Dwa lata temu wybrałem się na pogranicze łódzkiego i kieleckiego na stawy koło miejscowości Petrykozy, gdzie zostało zaobrączkowanych 6 ptaków. Tego samego dnia na zaproszenie Łukasza Matyjasiaka zaobrożowaliśmy w Rawie Mazowieckiej 12 osobników.
W zeszłym roku udało się złapać 49 ptaków na Bagnach Średzkich, co wydaje się niezłym wynikiem, choć potencjał tam jest wręcz kosmiczny. Jestem przekonany, że w tamtym regionie jest jedna z największych koncentracji lęgowych gęgaw w Wielkopolsce.
Najważniejsze to oczywiście kontynuować łapania w pobliżu Kiszkowa, bo im dłużej będzie prowadzony tam projekt, tym będą lepsze i dokładniejsze wieloletnie dane. Dobrze by było znaleźć podobne miejsca na południu czy wschodzie Polski, aby poznać inne populacje. W tym roku będzie podjęta próba w Małopolsce i może na Lubelszczyźnie. Ale czy się uda i z jakim skutkiem, to czas zweryfikuje.

Dlaczego gęgawom zakłada się obroże, a nie obrączki nożne? No i czy jest to dla nich bezpieczne? Czy zauważyłeś, że fakt posiadania obroży wpływa na atrakcyjność lub nieatrakcyjność partnera? Czy ptak z obrożą dobiera partnera z obrożą?

Obroże na gęgawach, generalnie na gęsiach, zaczęto stosować w latach ’70 ubiegłego wieku. Ten sposób znakowania ptaków wymyślili Czechosłowacy. Dlaczego tak? Odpowiedź jest prosta, żeby mieć większą ilość informacji powrotnych. Obrączki na nogę, zwłaszcza metalowe, są praktycznie nieczytelne, a informacje powrotne dla tego typu znaczników pochodzą głównie z ptaków złapanych ponownie lub martwych. Zupełnie inaczej rzecz się ma z obrożami. Nasze polskie na gęgawę mają 4,5-5,5 cm wysokości i 4,5 cm średnicy. W zależności od okoliczności taki znacznik można odczytać z 400-500 metrów z użyciem lunety o powiększeniu 60x, a przy powiększeniu 96x najdłuższy zmierzony dystans odczytu wyniósł 1100 metrów (w idealnych warunkach atmosferycznych: pochmurnie i bezwietrznie).
W badaniach naukowych wykorzystuje się obroże już ponad 60 lat i nie stwierdzono ich negatywnego wpływy na ptaki. A próba była nadzwyczaj znacząca, bo to pewnie już dziesiątki tysięcy oznakowanych osobników i setki różnych projektów badawczych w całej Europie.
Osobiście nie zauważyłem żadnego wpływu obroży na dobór osobników w pary. Wiążą się ze sobą zarówno ptaki obrączkowane, jak i takie gdzie tylko jeden partner ma obrożę. Pisklęta, których oboje rodziców mieli obroże wiążą się z takimi, co nie mają, czyli nie ma żadnego wdrukowania i nie wpływa to na potencjalną atrakcyjność partnera. Były też takie przypadki, że ptak jednego roku miał partnera z obrożą, w następnym partner był „goły”, a kolejnego znów nosił biżuterię.

Aktualne badania nad populacją Wielkopolską, to nie pierwsze badania nad tym gatunkiem w Polsce. Mógłbyś coś opowiedzieć o wcześniejszych projektach?

Pierwszy polski projekt badawczy dotyczący migracji tego gatunku został przeprowadzony na Stawach Milickich przez Gromadzkiego i Majewskiego, którzy w latach 1972-1981 zaobrączkowali znaczkami skrzydłowymi około1340 piskląt. W sumie dały one 24 długodystansowe wiadomości powrotne, co stanowi zaledwie 1.8% oznakowanych ptaków. Na podstawie tych informacji wywnioskowano, iż wędrują one wzdłuż dwóch szlaków: południowego i atlantyckiego, korzystając z odpowiadających tym szlakom zimowisk. W pierwszym przypadku na północnych wybrzeżach Afryki, w drugim na południu Hiszpanii. Ponownie badania w tym samym miejscu zaczął prowadzić w 1988 r. Witkowski, który ciągu dwóch pierwszych lat badań chwycił i oznakował za pomaca numerowanych obroży szyjnych 128 gęgaw, z których 37% otrzymało informacje powrotne. Niewielka ilość została zaobrączkowana na jeziorze Gopło przez Kupczyka na początku 2000 roku.

A jak wygląda procent informacji powrotnych dla Twojego projektu?

Moje dane są zupełnie inne, nie można ich bezpośrednio porównywać z tymi wcześniejszymi, bo to były milowe kroki w badaniach. Super, że były, bo jest się do czego odnieść obecnie.  Dziś praktycznie każdy kto „chodzi na ptaki” ma lunetę lub aparat z dużym zoomem i jest w stanie odczytać obroże. 30 czy 50 lat temu w Polsce posiadaczy lunet można byłoby pewnie policzyć na palcach. Po drugie jest system POLRING, czyli szybki przepływ informacji. Zwiększyła się świadomość ludzi, co zrobić ze znalezionym czy odczytanym  ptakiem z obrączką. I kolejna rzecz to trwałość samych obroży. Technika tworzyw sztucznych też się zmieniła, kiedyś obroże wytrzymywały 2-4 lata, kruszyły się i spadały, a teraz mają po kilkanaście lat.
Jeśli chodzi o moje dorosłe ptaki to 99,5% dało informację powrotną, czyli było widzenie po zaobrączkowaniu. Bodajże 2 lub 3 ptaki nie przetrwały pierzenia. Jeśli chodzi o pisklęta to jest mniejszy odsetek, bo wynosi około 60%. Młode maja większą śmiertelność, okres nauki latania jest dość newralgiczny oraz przy zakładaniu zdarza sią, że jakimś cudem ptak zsunie sobie obroże.

Czy gdzieś w Polsce prowadzi się inne projekty badawcze?

Od 2014 roku lub 2015 obrączkowa jest populacja nadgoplańska przez Macieja Maciejewskiego. Szczegółów nie znam, ale po numeracji założonych obroży przypuszczam, że oznakowano około 200 ptaków. Kilkanaście z tego regionu udało mi się odczytać właśnie nad Gopłem, pojedyncze w okolicach Kiszkowa, Objezierza i w innych miejscach w Wielkopolsce. Od kilku lat mam okazję wspomóc ekipę z Parku Narodowego Ujście Warty, gdzie w ostatnich latach oznakowano ponad 380 osobników. Tam również prowadzi się badania nad migracją, ale nie tylko. Gdyż to największe pierzowisko w Polsce, a z perspektywy kiszkowskiej ilości gęgaw bytujących w Parku przyprawiają o zawrót głowy. Wydaje mi się niezwykle ciekawe skąd przylatują ptaki, które się tam pierzą? Projekt właściwie dopiero startuje, więc na opracowanie wyników przyjdzie nam trochę poczekać.

Wyobraźmy sobie taką sytuację, ktoś widzi gęś z obrożą, odczytał numer i co dalej? Czy na coś jeszcze powinien zwrócić uwagę? Czy obserwacja powinna zawierać jakiś komentarz, jaki? Dla Ciebie, jako osoby badającej, jakie informacje są najbardziej wartościowe?

Samo odczytywanie obrączki i zgłoszenie jej do Stacji Ornitologicznej w Gdańsku jest cegiełką w badaniach. Niemniej możemy podnieść jakość odczytu, zwłaszcza w okresie lęgowym np. o to czy ptak siedział na gnieździe, czy był z młodymi, a jeśli tak, to ile ich miał, czy był w parze, czy partner miał czy nie miał obrączki, czy był sam czy w większym stadzie. Wszystkie rzeczy można wpisać w polu uwagi, wprowadzającemu zajmują dosłownie minutę. A dla osoby opracowującej informacje są to dane bezcenne. Dlatego zachęcam wszystkich do baczniejszego zwracania uwagi na obrączkowane ptaki (nie tylko gęsi) i do wpisywania uwag, tych nawet banalnych, które w ogólnym rozrachunku dożo wnoszą. Dla przykładu: wpisując obserwację w marcu, że gęś stała sama na polu sugeruje, że był to pilnujący samiec, a wpisując obserwacje w maju, że gęś była w stadzie 30 osobników informuje, że prawdopodobnie straciła lęgi w bieżącym sezonie.   

[autorem dwóch pierwszych zdjęć we wpisie jest Rafał Łapiński]

Podsumowanie wiosennego przelotu gęsi w Polsce centralnej (i nie tylko)

Tegoroczny sezon wiosenny jak zwykle wypełniony został po brzegi przeczesywaniem stad gęsi w celu wyszukiwania rzadszych gatunków oraz odczytami obróż na tych pospolitszych gatunkach. Pierwsze odczytane gęsi w sezonie wiosna’21 pojawiły się pod koniec lutego, a ostatnie na początku maja.

Rozpocząłem odczytem fińskiej „tundry”, a zakończyłem polską gęgawą, w między czasie wpadły 82 odczyty na 59 różnych osobnikach. Przemierzyłem kilka tysięcy kilometrów, głównie w dolinie Słudwi i Bzury w województwie łódzkim. Jednak byłem także na gościnnych występach w moich ulubionych miejscówkach: w Parku Narodowym Ujście Warty (gdzie w zeszłym roku odczytałem 3 bernikle białolice – klik! klik!), nad Biebrzą i Narwią oraz w dolinach Omulwi i Płodownicy. Wszędzie spotkałem gęsi ze znacznikami. W jednym przypadku zdarzyło się, że odczytałem tę samą białoczółkę w dwóch miejscach na dystansie kilkuset kilometrów w przeciągu kilku dni.

Jak zwykle najwięcej odczytałem gęsi białoczelnych (64 odczyty), kolejne miejsca przypadły gęgawom (15 odczytów) i gęsiom tundrowym (jedynie 3 odczyty). Zdecydowanie dominowały ptaki z holenderskimi znacznikami, których uzbierało się 56 odczytów, nastąpienie te z polskimi – 11, 7 odczytów (w tym jedna z dalekich lęgowisk w Tajmyrze) to ptaki z Rosji, po 3 z Niemiec i Finlandii oraz 1 z Węgier. Zaobserwowałem też jeden nadajnik GPS na gęsi białoczelnej, ale jak się później okazało nadajnik nie działał, a część znaków odpadła z obroży, to sprawiło, że nie dało się jednoznacznie zidentyfikować miejsca i daty jego założenia.

W tym roku przelot gęsi w dolinach Słudwi i Bzury zaczął się później niż w zeszłym, właściwie rozpoczął się w samej końcówce lutego, kiedy to w kilka dni przeleciało większość gęsi tundrowych. Następnie przez cały marzec leciały gęsi białoczelne z dwoma wyraźnymi szczytami przelotu: w pierwszej i trzeciej dekadzie miesiąca. Drugi szczyt przelotu był wyraźnie większy i zanotowałem rekordowe zgrupowania dla obu dolin dochodzące do 30000 gęsi białoczelnych. Domieszkowo leciały gęgawy (z ciekawszych 2 fińskie obroże) oraz gęsi zbożowe i bernikle białolice (maksimum 49 osobników w jednym stadzie). Udało się wykryć 2 gęsi małe oraz 2 gęsi krótkodziobe. Poza dolinami Słudwi i Bzury były także kolejne gęsi krótkodziobe i 2 bernikle obrożne, a przed rozpoczęciem przelotu jeszcze w styczniu w dolinie Bzury zimowała bernikla rdzawoszyja.

Większość czasu przeczesywałem gęsi sam lub w towarzystwie Huberta Mateuszczyka. Zdjęcia we wpisie Huberta i moje.

Oby do kolejnej wiosny, Łukasz Matyjasiak.

O przelocie gęsi przez Wielkopolskę można przeczytać we wpisie Adama Loręckiego: klik! klik!

Zimujące śmieszki w Poznaniu: sezon 2020/2021


Skoro od kilku tygodni czytam mewy w koloniach lęgowych, to czas najwyższy abym choć w kilku zdaniach podsumował zimowy sezon pod kątem odczytanych śmieszek koczujących w Poznaniu. Należał on do bardzo udanych. Miało na to wpływ kilka czynników. Jesienią zaczęto spuszczać wodę z jeziora Maltańskiego, mewy cały dzień łaziły po błocie i żerowały, a wieczorem zlatywały się na noclegowisko. Wodę zaczęto ponownie napuszczać dopiero pod koniec lutego, więc całą zimę przylatywały nad Wartę, aby się wykąpać i wysuszyć. Niskie temperatury spowodowały, że wiele miejskich zbiorników zamarzło, ptaki ładnie stały na lodzie.

Data obrączkowania: 17.06.2020 r. Miejsce: Zbiornik Mielimąka, Szamocin, Polska.

Ostatnim, ale znaczącym, elementem jest fakt, że wyniku tegorocznej działalności obrączkarskiej Adama Loręckiego i Błażeja Nowaka pula zaobrączkowanych mew bytujących w Poznaniu wzrosła o co najmniej 30 osobników.

Data obrączkowania: 13.02.2021 r. Miejsce: Poznań-Żegrze, ul. Bobrzańska, Polska.

Łącznie między wrześniem a początkiem marca – skutecznie – odczytałem 148 różnych znaczników na śmieszkach. Ptaki został zaobrączkowane w 14 krajach. Pojawiło się sporo mew znanych z uprzednich sezonów, to zawsze miło spotkać znane osobniki. Przekonać się, że wszystko z nimi w porządku, że wciąż żyją i mają się dobrze. Niestety zauważyłem także ubytki w ekipie. W omawianym sezonie nie dała o sobie znać Włoszka, która od 2014 rok w rok przylatywała do Poznania (klik! klik!).

Data obrączkowania: 17.06.2018 r. Miejsce: Pärnu maakond, Lääneranna vald, Mereäärse küla, Estonia.

Pod względem podziału na kraj zaobrączkowania zestaw przedstawia się następująco: 88 z Polski, 14 z Chorwacji, 9 z Holandii, 8 z Czech, 8 z Niemiec, 6 z Litwy, 4 z Finlandii, 3 z Estonii, 3 z Węgier, po 1 z Łotwy, Białorusi, Rosji, Szwajcarii i Ukrainy. Miłym zaskoczeniem jest obecność ptaka z Ukrainy z żółtym znacznikiem, to mój pierwszy odczyt plastikowej obrączki na śmieszce z tego kraju.

Wisienką na torcie jest jednak stwierdzenie osobnika zaobrączkowanego w Szwajcarii, bo jak zwykło się mówić „nowa centrala zawsze cieszy”. Czas od zaobrączkowania 1516 dni. Odległość od miejsca zaobrączkowania 859 km.

Data obrączkowania: 17.06.2020 r. Miejsce: Krčmaň, Olomoucký, Czechy.

O najstarszym zaobrączkowanym osobniku już pisałem – klik! klik! O reprezentacji ze Stargardu również – klik! klik! Goście, którzy pokonali najdłuższą trasę, żeby dotrzeć na zimowisko, to dwie śmiechy z Rosji. Oba ptaki zostały zaobrączkowane w tej samej kolonii, ale w różnych latach (czerwiec 2017 i czerwiec 2020) i aby dolecieć do Poznania musiały przelecieć dystans 1119 kilometrów.

Data obrączkowania: 10.06.2017 r. Miejsce: Novgorodskiy distr., Gornye Moriny, Rosja.

W pierwszym tygodniu marca zaczęły lecieć ptaki lęgowe, które zimują na zachodzie Europy. Przelot był wyraźny i intensywny. Większość ptaków zatrzymywała się na jeden dzień, ale były i takie które zostały w POZ na dłużej niż tydzień. Prężnie działałem nad Maltą, więc ilość odczytanych znaczników wzrosła do 195. Dominowały ptaki z PL – pula podskoczyła do 112, ale mocną reprezentację wystawiła także Holandia i Niemcy po 19. Niestety nie wszystkie ptaki dostają „kolor”, więc największą porażkę zaliczyłem, gdy nie udało mi się odczytać metalu z Anglii. Choć z drugiej strony tej zimy udało mi się odczytać aż 34 różne metale.

Data obrączkowania: 20.12.2013 r. Miejsce: Arnhem, Musis Sacrum, Holandia.

Jeśli kogoś interesuje jak przedstawiał się uprzedni sezon, to może przeczytać post Zimujące śmieszki w Poznaniu: sezon 2019/2020: klik!klik!

Data obrączkowania: 10.06.2016 r. Miejsce: Striūnos tvenk., Kauno r., Litwa.

Północne gęsi. Podsumowanie wiosennego przelotu 2021

Dogasa wiosenny przelot gęsi, a więc i czas intensywnego wypatrywania oznakowanych osobników dobiega końca. W tym sezonie przelot był ekspresowy, zresztą w ostatnich latach bywało podobnie. Gęsi przez Wielkopolskę w zasadzie przeleciały w 2 tygodnie. Choć z drugiej strony coraz trudniej odróżnić ptaki migrujące od zimujących, których przez łagodne zimy i łatwy dostęp do bazy pokarmowej jest coraz więcej.

W czasie wiosennego przelotu udało mi się uzbierać 72 odczyty na 47 różnych osobnikach „gęsiach północnych”. Z czego 51 odczytów na 27 tundrowych, a tylko 21 odczytów na 20 białoczelnych. Łącznie w sezonie 2020/2021 odczytałem 37 „tundr” i 27 „białoczółek”. Ptaki były głównie znakowane na zimowiskach w Niemczech i Holandii, ale zdarzały się również ptaki z lęgowisk (oraz pierzowisk) w dalekiej Rosji.

Z ciekawszych odczytów chciałbym wyróżnić, że pierwszy raz zawitały w okolice Kiszkowa dwie gęsi tundrowe z czerwonymi obrożami z nowego fińskiego projektu.

W tym sezonie po raz pierwszy w życiu odczytałem gęś tundrową z żółtą obrączką nożną tzw. „legringiem”, bo standardem jest jednak obroża. Rzeczonego osobnika spotykałem wcześniej dwa razy. Zwracał na siebie uwagę, bo na szyi ma białą obrożę, na której jest umieszczony logger GPS/GSM i według danych obrączkowania, co wydawało się całkiem oczywiste, jest też kod. Teoretycznie do odczytu, ale tylko teoretycznie. Gdyż mimo kilku spotkań i długiemu przypatrywaniu się temu loggerowi, z każdej z możliwych stron, nie udało się dostrzec żadnego kodu do odczytu.

Natomiast z odczytu obrączki plastikowej, mignęła mi przy pierwszym spotkaniu (wtedy bez możliwości odczytu), wiadomo że ptak został oznakowany na początku tego roku we wschodnich Niemczech. Dlatego tym bardziej zastanawiające dla mnie jest to, że obroża nie jest czytelna. Czyżby nigdy nie było na niej żadnego kodu?

Z moich odczytów obroży jasno wynika, że oznakowane gęsi białoczelne nie tak chętnie zatrzymują się na wielkopolskich ziemiach, a jeżeli już, to są to raczej przypadkowe jednodniowe wizyty. Natomiast gęsi tundrowe oraz zbożowe odwiedzają nasze region regularnie i zatrzymują się nawet kilka tygodni. Rekordzistki potrafią przebywać w regionie nawet do 3 miesięcy. Mamy połowę kwietnia, a dwa oznakowane osobniki wciąż przebywają w okolicy Kiszkowa. Pamiętam, że w poprzednich latach zdarzało mi się odczytać jakieś „północne” nawet na początku maja.

Mistrzynią regularności przelotu przez Kiszkowo jest „tundra” z obrożą YEL L92. To ptak, którego darzę szczególną sympatią, gdyż jest to pierwsza „gęś północna” jaką w życiu odczytałem, co miało miejsce w marcu 2009 roku.

Osobnik został oznakowany kilka miesięcy wcześniej, dokładnie 8 grudnia 2008 roku, również we wschodnich Niemczech. Od tego czasu, niemal corocznie zatrzymuje się „u nas” podczas wiosennej migracji. Jest regularnie czytana i szczerze mówiąc nie sądzę by jakakolwiek inna gęś tundrowa miała w Polsce więcej odczytów od niej: na chwilę obecną 47, ostatni odczyt z 14 marca! Bardzo jej kibicuję i zawsze się cieszę, gdy w kolejnych sezonach ponownie ją spotykam.

W ostatnich latach na naszym terenie częściej i liczniej zatrzymują się też różne gatunki bernikli. Wszystkie bardzo uważnie przeglądam i wypatruję jakiegoś oznakowanego osobnika. Tymczasem jednak odczyt bernikli pozostaje w sferze marzeń. Ale może kiedyś…?

autor: Adam Loręcki

Plastik jest ważny

Dla osób obrączkujących lub czytających obrączki kilka poniższych zdań będzie prostacko oczywiste. Jednak wypada, aby napisał mały wstęp. Zasadniczo podczas obrączkowania ptak dostaje zawsze metalową obrączkę. Zawiera ona unikatowy numer oraz nazwę stacji obrączarskiej, do której przynależy ów numer. Metalowe obrączki zwykle są małe lub bardzo małe, zawarte na nich dane można odczytać podczas ponownego schwytania ptaka lub w sytuacji znalezienia martwego osobnika. Oczywiście zawsze są jakieś szanse, aby odczytać „blachę” ze zdjęć lub przez lunetę. Właśnie dlatego, aby podnieść prawdopodobieństwo odczytu, zakłada się ptakom dodatkowe obrączki, tzw. „plastiki”. One są większe i czytelniejsze – posiadają mniejszą ilość znaków. Więc jeśli zauważymy ptaka z metalową i plastikową obrączką, to do właściwej identyfikacji osobnika wystarczy odczytać kod i kolor z plastikowej obrączki. Następnie należy zgłosić tu: klik! klik! Tyle tytułem zagajenia.

Chroicocephalus ridibundus

[zdjęcie: Sławomir Karpicki-Ignatowski]

W połowie stycznia w Poznaniu miałem okazję odczytać śmieszkę, która pierwotnie została zaobrączkowana metalową obrączką w Stargardzie 29 grudnia 2001 roku. Przez prawie 18 lat ptak nie dał o sobie znać, tj. nie został ani razu odczytany. Do czasu aż ten sam obrączkarz w tym samym mieście, ale na innym parapecie, złapał ptaka ponownie i do metalu dołożył plastik. Miało to miejsce w grudniu 2019 roku. Od tego dnia mewa posiada prawie 20 ponownych stwierdzeń. Większość z okolic miejsca obrączkowania, choć nie tylko. Zupełnie niedawno został ponownie odczytany: 412 km od miejsca zaobrączkowania i 7027 dni od zaobrączkowania. Ciekawe, gdzie jest lęgowy? Teraz, dzięki posiadaniu plastikowej biżuterii, są pewne szanse, że się tego dowiemy. Na koniec warto wspomnieć: osobnik, o którym mowa jest aktualnie w co najmniej 23 kalendarzowym roku życia.

śmieszka

Góra Kalwaria: podsumowanie Akcji Karmnik 2020/2021

Marzec to tradycyjny czas na podsumowanie kolejnego sezonu prac badawczych Akcji Karmnik. Ten sezon, jak większość otaczającej nas nowej rzeczywistości, przysporzył wielu trudności organizacyjnych, ale za to przyniósł naszej mazowieckiej ekipie nadspodziewanie dobrych wyników.

O samej Akcji Karmnik można poczytać pod tym linkiem: klik! klik!

A przechodząc do konkretów to punkt obrączkowania ptaków przy karmniku w Górze Kalwarii, który mam przyjemność współtworzyć w czwartym sezonie jego bytności okazał się najlepszym pod kątem ilości zaobrączkowanych ptaków (968 osobników!) i najbogatszym w zaobrączkowane gatunki (aż 27!) spośród wszystkich 20 punków obrączkowania ptaków w Polsce. Ptaki obrączkowane były w 7 odłowach w ściśle określonych terminach i porach dnia. Skład gatunkowy i liczebności: bogatka (337), czyż (226), dzwoniec (126), modraszka (103), zięba (42), jer (38), grubodziób (26), kos (15), raniuszek (9), kwiczoł (8), sikora uboga (6), kowalik (4), sosnówka (4), rudzik (4), dzięcioł duży (3), szpak (3), mazurek (2), pełzacz leśny (2), gil (2), czeczotka (1), sójka (1), mysikrólik (1), strzyżyk (1), pełzacz ogrodowy (1), dzięcioł średni (1), droździk (1), myszołów (1).

Ponadto w tracie prac skontrolowaliśmy 377 osobników z obrączkami. Mieliśmy naszą pierwszą karmnikową wiadomość zagraniczną (modraszkę z Litwy).

Jak widać z karmnika mogą korzystać setki, a pewnie i tysiące osobników, a nie te same 20 bogatek, które z reguły widzimy przy pobieżnych obserwacjach okiennych. Zadziwia też różnorodność gatunkowa, 27 gatunków to absolutny rekord. Chyba ciężki do pobicia w kolejnych latach. Ale o tym przekonamy się już w grudniu 2021 roku, kiedy ruszy kolejny sezon Akcji Karmnik.

A to wszystko dzięki dobrej ekipie (Anna Budyta, Agnieszka Cejnóg, Piotr Grędziński, Hubert Mateuszczyk i Sławomir Kowalczyk) oraz garści słonecznika i paru jabłkom… 

autor: Łukasz Matyjasiak

W odwiedzinach w Poznaniu

Wspominałem (klik! klik!), że na początku stycznia bieżącego roku byłem w Stargardzie, gdzie wspólnie z Łukaszem Borkiem i Marcinem Sową obrączkowałem zimujące w mieście ptaki. Udało nam się zaobrączkować dwa gawrony, trzy mewy siwe i dziewięć śmieszek. Część mew, ale nie wszystkie, spotkaliśmy (tj. czytaliśmy) wieczorem na zlotowisku nad jeziorem Miedwie.

Nie od dziś wiadomo, że niektóre śmieszki obrączkowane zimą w Stargardzie, Szczecinie i okolicy wracając na lęgowiska zatrzymują się w Poznaniu. Tutaj, na przestrzeni ostatnich 4 lat, mam odczytane 46 różne znaczniki.

Przelot wiosenny trwa w najlepsze. Śmieszki intensywnie lecą. W bieżącym miesiącu miałem okazję przeczytać kilka nowych znaczników. Zawsze jednak miło spotkać ptaka, którego trzymało się w ręku: 28 dni wcześniej i 164 kilometry od Poznania.

Renia i Halina odczytały bielika

17 lutego 2021 roku zapamiętamy na długo. Planowałyśmy wyjazd w okolice Kiszkowa, gdzie widywana była bernikla białolica. Ona stanowiła cel naszej wyprawy. Skręcając z głównej drogi spontanicznie zjechałyśmy nad Jezioro Biezdruchowo, które skute było lodem, ale w oparzelisku koncentrowało się dużo ptaków. Może coś ciekawego wypatrzymy w tłumie krzyżówek i łysek. Naszą uwagę zwrócił jakiś duży obiekt na lodzie, jak się okazało żerujący na padlinie bielik. Super! Co ciekawe towarzyszyła mu wrona siwa, najpierw w bezpiecznej odległości, potem coraz bliżej, aż w końcu również i ona skorzystała z resztek padliny, która wspólnie z bielikiem posilała się.

Nagle obok wylądował drugi bielik, również dorosły. Wrona odleciała, pierwszy bielik odsunął się od padliny, drugi rozpoczął ucztę. Nasza radość sięgnęła szczytu: dwa bieliki stosunkowo niedaleko nas. „Pierwszy” zanurzał dziób w wodzie, po czym odleciał na rosnące na brzegu drzewa. Za nim poleciała wrona. Pozostał nowoprzybyły. Kiedy pierwsze emocje opadły, spojrzałyśmy na niego „trzeźwym” okiem i zauważyłyśmy zgrubienie na nodze – metalową obrączkę. Adrenalina znów wzrosła, co za fart! Tylko pytanie czy uda się odczytać kod. Na podglądzie zdjęć nie widać było numeru. Postanawiamy zejść z pomostu i ostrożnie idąc brzegiem jeziora trochę zbliżyć się do naszej drogocennej „zdobyczy”. Niestety nasz manewr się nie udał, bielik odleciał poza linię drzew.

W tym samym momencie na samotnym drzewie usiadł nasz pierwszy bielik w towarzystwie nieodłącznej wrony. Krok za krokiem zmniejszałyśmy dzielący nas dystans. I sytuacja się powtarza: najpierw z wrzaskiem odlatuje wrona, a na jej miejscu, na najwyższej gałęzi ląduje obrączkowany bielik. Nie wierzymy we własne szczęście. Tym razem pokazuje nam lewą nogę, na której ma dwukolorową obrączkę: czerwono-czarną. Odległość nadal duża, na podglądzie niewiele widać, ale robimy zdjęcie za zdjęciem. Kolejny krok do przodu jest o jednym za daleko i oba bieliki odlatują. Jesteśmy uszczęśliwione – bądź co bądź niecodzienną dla nas obserwacją: dwa bieliki w tym jeden zaobrączkowany! Tylko czy uda się odczytać kod?

W domu szybki przegląd zdjęć, tak jak przypuszczałyśmy na metalu kod nieczytelny, a na kolorowych obrączkach niepełny, tak nam się przynajmniej wydaje. Wysyłamy zdjęcia do Macieja. Po chwili przychodzi odpowiedź: „Chyba da się odczytać”. Maciej prosi o inne zdjęcia. Wysyłamy, a po chwili przychodzi wiadomość: „Kod odczytany!”. Po raz drugi tego dnia jesteśmy w szoku. Super ptasia przygoda. Dowiemy się czegoś o życiu naszego bohatera.

Ptak został zaobrączkowany jako pisklę, w gnieździe był także drugi młodziak, blachy założono 14 maja 2011 roku. To znaczy, że aktualnie ptak jest w jedenastym kalendarzowym roku życia i, uwaga!, jest to pierwszy odczyt dla tego osobnika. Odległość od miejsca zaobrączkowania wynosi 42 km.

[autorki: Renia Jędrzejczak i Halina Łukomska]

Mój pierwszy kormoran odczytany w Poznaniu

Chociaż osobistą „klątwę kormorana” udało mi się przełamać jakiś czas temu (klik! klik!), jednak nadal do żywego mnie ona dotyka, gdyż przeważają ptaki nieodczytane. W pierwszym tygodniu stycznia w Świnoujściu miałem okazję wykryć co najmniej 15 „korków” z obrączkami, a udało mi się odczytać, aż jedną! Odczytałem jeden jedyny „plastik”. Nie odczytałem żadnego metalu. Gdybym miał troszeczkę, ociupinkę więcej mocy w lunecie, to może 3-4 metale by się udało zrobić, a tak pozostaje żal, niedosyt i frustracja.

Miło, bo w ramach zadośćuczynienia za felerny wynik nad Bałtykiem, udało mi się odczytać plastikową obrączkę na „korku” w Poznaniu. 20 stycznia zjeżdżałem rowerem na Wartostradę vis-à-vis Parku Stare Koryto Warty. Zatrzymałem się na betonowym ślimaku, gdzieś w połowie drogi, gdyż zauważyłem grupę pięciu kormoranów stojących przy brzegu na lodzie. Z sakwy wyjąłem lornetkę, szybki skan i mignął mi żółty znacznik. Natychmiast rozłożyłem lunetę, ale ptak stał tyłem, widziałem tylko fragment obrączki. Musiałem poczekać, aż trochę się ruszy lub uniesie skrzydła.

Niestety z ławki po lewej wstał Pan-spacerowicz. Potencjalny płoszyciel, bo szedł w kierunku ptaków. Zacząłem do niego krzyczeć, że bardzo proszę, aby się na chwilę zatrzymał, że potrzebuję 30 sekund, abym odczytać kod na obrączce, żeby nie płoszył. O dziwo Pan stanął, jak wryty. Minę miał bardzo zdziwioną. Wyraźnie skonfundowany patrzył raz na mnie, raz na grupę kormoranów.. W końcu rzeczony ptak uniósł skrzydła i zaczął nimi machać (suszyć). Udało się trzy literowe znaki przeczytać, zanotować, a nawet zrobić dokumentacyjne zdjęcie. Krzyknąłem „Już!” do Pana i pięknie podziękowałem.

Co ciekawe wygląda na to, że ptak zimuje w Poznaniu, gdyż po niespełna trzech tygodniach rzeczonego osobnika odczytałem ponownie. Kolejnego dnia ptak także był. Obok niego stał „korek” z metalową obrączką z Finlandii, której – oczywiście – nie udało się odczytać. Widmo „klątwy kormorana” (klik! klik!) wciąż mnie dotyka.

Zaginiona mewa czarnogłowa

Już po opublikowaniu poprzedniego wpisu (klik! klik!), Łukasz opowiedział mi historię innej mewy czarnogłowej, którą zaobrączkował w Stargardzie dnia 20 stycznia 2016 roku. Ptak wpadł w pętlę podczas akcji łapania śmieszek na parapecie bloku na osiedlu Zachód. W przeciwieństwie do ubiegłorocznej nie był to ptak dorosły, a w drugim kalendarzowym roku życia. „Mela” ewidentnie zimowała, gdyż całą zimę kręciła się po okolicy, była czytana w mieście i nad jeziorem Miedwie.

Następnie po 116 dniach od zaobrączkowania zameldowała się w Niemczech, co jest o tyle zaskakujące, że przypuszcza się, iż zimujące w Polsce czarnogłowe, to przychówek ze wschodu, gdzieś z Białorusi lub Ukrainy. Wiosną w 2017 roku mewa była czterokrotnie czytana w kolonii lęgowej śmieszki w regionie Nadrenia Północna-Westfalia przy granicy niemiecko-holenderskiej. Ptak nie posiedział tam długo, bo 22 maja 2017 roku był stwierdzony w innej kolonii lęgowej. Także w Niemczech, ale bliżej, bo w pobliżu Lipska – 295 km od miejsca zaobrączkowania.

I tak po 488 dniach kończy się oficjalna mewy czarnogłowej zaobrączkowanej zimą 2016 roku w Stargardzie. Czy ptak zginął? Możliwe, to się zdarza w koloniach. Chociaż Łukasz przypuszcza, że ptak został złapany i przeobrączkowany, a koledzy z DE „zapomnieli” przekazać ten fakt do Polskiej Stacji Ornitologicznej…

Mewa czarnogłowa zimująca w Stargardzie

Święto Trzech Króli spędziłem w Stargardzie, gdzie wespół z Łukaszem Borkiem i Marcinem Sową współobrączkowałem zimujące śmieszki i krukowate. Panowie znają swoje miasto wyśmienicie i dobrze wiedzą, gdzie znaleźć ptaki najbardziej chętne do współpracy. Na jednym z osiedli na kalenicy bloku Łukasz wypatrzył dorosłą mewę czarnogłową. Mieliśmy ze sobą jedynie lornetki i aparat (Nikon Coolpix P900). Od razu, oczywiście, pojawił się pomysł, aby ptaka złapać i zaobrączkować. Tylko jak go ściągnąć na dół?

Zrobiłem kilka zdjęć, dokumentacyjnych. Przeglądamy i okazuje się, że ptak ma na prawej nodze czerwoną obrączkę. Zdjęcie było średnio wyraźne, kodu nie udało się odczytać. Podeszliśmy bliżej, wspiąłem się na niewielką górkę przy boisku. Pstryk. I tym razem kod już dobrze widoczny i czytelny. Łukasz spogląda na wyświetlacz i mówi: „To mój ptak! Ten z zeszłego roku, który był lęgowy w Czechach”.

Zwrotka z Polringu potwierdza słowa Łukasza. Ptak otrzymał biżuterię 26 stycznia 2020 roku nad jeziorem Miedwie, po 45 dniach został odczytany w Ustce przez Michała Szumskiego i następnie, prawdopodobnie, poleciał w górę Wisły, a stamtąd do Czech, gdzie zameldował się po 120 dniach od zaobrączkowania. Faktycznie tam otrzymał status „lęgowy”. A w tym roku powrócił na ubiegłoroczne zimowisko. Co jest o tyle ciekawe, że większość mew czarnogłowych lęgowych w naszym rejonie, leci na zimowiska do Francji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy Portugalii.

Wigilijna Śmieszka, Anno Domini 2020

W pod koniec grudnia 2019 roku postowałem, aby ustanowić świecką, czytelniczą tradycję o nazwie Wigilijna Śmieszka, która polegałaby na odczytaniu tego dnia minimum jednej obrączki na śmieszce (klik! klik!).

Pomysł nie został przeze mnie porzucony w 2020 roku, bo tego dnia, gdy wracałem z pracy, zatrzymałem się na chwilę nad Wartą i czatowałem na jakąś mewę ze znacznikiem. Finalnie 24 grudnia 2020 roku udało mi się odczytać: dwie śmieszki, dwie krzyżówki i jedną kawkę.

Jedna z mew dostała plastik w Chorwacji, a druga w Polsce. Ptak ze zdjęcia dostał biżuterię Parku Wilsona w Poznaniu 22 stycznia 2020 roku w ramach wspólnych działań Mariusza Janowskiego oraz Piotra Piliczewskiego. To mój czwarty odczyt tej mewy i z czwartego różnego miejsca.