W kolorze i metalu

[ptasi-niby-dziennik]

Czerwona obroża

Tymczasem, jeśli chodzi o odczyty obroży na gęsiach, rok 2020 nie jest łaskawy. Być może jest to kwestia tego, że dopiero dwa razy wybrałem się w teren na poszukiwanie gęsi. Co prawda każde z wyjść zakończyło się odczytem jednego ptaka. Rok temu było lepiej, bo po sprawdzeniu swoich notatek wyszło, że miałem już na koncie 50 odczytanych „gajorów”.

Ale, ale – jak to już kilka razy pisałem – każdy odczyt cieszy. Tym bardziej, że jeden z tych dwóch odczytanych ptaków, został zaobrączkowany w Czechach. Dla mnie jest to ósma gęgawa od naszych południowych sąsiadów. Co ciekawe, ptak zaobrączkowany został jako pisklę w maju 2019 roku i właściwie upodobał sobie nasz kraj. Ponieważ wszystkie dotychczasowe stwierdzenia pochodzą z PL (z województw: dolnośląskiego, śląskiego, wielkopolskiego i kujawsko-pomorskiego).

Zasadniczo jeszcze nie czas na gęsi, powinny się ruszyć z NL i DE jakoś za miesiąc, ale może tegoroczny brak zimy spowoduje, że pojawią się wcześniej. Tak jak rok temu (klik! klik!) niecierpliwie wyczekuję!

46 odczytany gatunek: kos

Nie przepadam za pisaniem podsumowań, dlatego żadnego podsumowania roku 2019 nie będzie. Za to będzie o pierwszym odczycie nowego roku. Ważnym dla mnie, gdyż odczytałem znacznik na nowym gatunku: na kosie. Kilka dni przed końcem 2019 roku Mariusz Janowski przekazał mi informację, że po osiedlu Chrobrego w Poznaniu lata kos z metalem. Nieodczytanym. I jeśli mam chwilę, to mógłbym spróbować, bo jemu się nie udało. Oczywiście miałem „chwilę”. Podjechałem we wskazane miejsce już następnego dnia (i kolejnego). Ptak z blachą był, biegał między iglakami i zbierał owoce. Delikatna konsternacja, gdyż Mariusz wspominał o samicy, a dwa razy widziałem samca. Niestety, mimo usilnych starań, udało się odczytać jedynie fragment obrączki, dokładnie 3 ostatnie znaki.

Pierwszego stycznia pojechałem na rzeczone osiedle kolejny raz. Początkowo ptaka nie było. Przez pół godziny kręciłem się po okolicy. Wróciłem i był, a właściwie była, bo samica z blachą. Biegała między krzakami, skakała, wzlatywała na drzewo – dzielnie robiłem zdjęcia, ale światła było mało, więc gro zdjęć to „rozmazy”. Nagle Pani Kosowa poleciała w stronę nasypu „pestki”. Na szybko przejrzałem zdjęcia, numer był, ale niepełny, brakowało przedostatniego znaku. Znów przez jakieś trzydzieści minut kręciłem się po okolicy, wróciłem. Na miejscu była Pani Kosowa, ale był też Pan Kos i także z metalem. Skupiłem się na pierwszym ptaku, doczytałem numer. Pan Kos nie był chętny do współpracy. Zrobiłem kilka zdjęć, ale okazało się, że obrączka prawie cały czas odwrócona jest do mnie zamkiem. Starałem się jakoś inaczej ustawić, ale chyba podszedłem za blisko, bo nagle oba ptaki zrobiły frrru.

Wczoraj obrączka z Pani Kosowej została zweryfikowana. Ptak został zaobrączkowany 214 dni wcześniej, czyli 1 czerwca 2019 roku jako jedno z pięciu piskląt. Przemieszczenie niewielkie, bo 1 kilometr. Pozostało jeszcze odczytać Pana Kosa, ale to za kilka dni, jak wrócę do POZ. Jeszcze raz piękne dziękuję dla Mariusza, za podzielenie się namiarami.

Wigilijna Śmieszka

Obrączkarze Kulinga mają swoją świecką tradycję o nazwie: Wigilijna Łyska, czyli wigilijne obrączkowanie w okolicach sopockiego najlepiej łyskę. Choć biorąc po uwagę dane historyczne, to najczęściej obrączkowanym ptakiem w wigilijnym dniu była krzyżówka. O szczegółach akcji można przeczytać tu: klik! klik!

Dla czytających obrączki proponuję wprowadzić tradycję: Wigilijna Śmieszka, która polegałaby na odczytaniu tego dnia minimum jednej obrączki na śmieszce. Rok temu święta spędzałem w Sopocie i dlatego wówczas udało mi się odczytać 15 śmieszek. W tym roku nigdzie nie wyjeżdżałem, a znaleźć w POZ śmieszkę z obrączką wcale nie jest łatwo. Po pracy podjechałem w okolice plaży nad Jeziorem Maltańskim i cierpliwie czekałem. Mew (i wron) trochę się kręciło, ale same pustaki. Minęła godzina i nic. Byłem bliski zrezygnowania. Na dokładkę jakiś pan z psem (pies z panem?) przepłoszył mewy. Wszystkie poszły w komin, część odleciała, część usiadła na wodzie, część wróciła na pomost, a wśród nich ta jedna jedyna, ta wyczekana.

Mewa ze zdjęcia to zimowa rezydentka Poznania. Została zablachowana przez Adama Loręckiego 6 stycznia 2016 roku na Osiedlu Oświecenia. Na chwile obecną ma prawie 50 ponownych stwierdzeń. Prawie wszystkie z miesięcy zimowych w Poznaniu, dwa razy widziana była gdzieś indziej: w Koninie i we Włocławku (również zimą). Gdzie jest lęgowa? Niestety nie wiadomo.

Dwie mewy ze znacznikami skrzydłowymi

Pierwszy wpis jaki planowałem na 2019 rok miał nosić tytuł: „Ptak minionego roku” i miał opowiadać o mewie srebrzystej zablachowanej 10 czerwca 2001 roku w Finlandii, a która nosi polski znacznik skrzydłowy (dołożony 13 stycznia 2004 roku). Historia tego ptaka jest dość długa i ciekawa. Nie pamiętam już, dlaczego wtedy nie udało mi się tego posta napisać. Być może znajdę kiedyś pretekst, aby poświęcić mu trochę uwagi.

Dziś o nim wspominam, gdyż kilka dni temu znów go spotkałem. Rzecz o tyle ciekawa, że wśród ośmiu odczytanych kodów, aż dwa to były znaczniki skrzydłowe. Drugi ptak to mewa białogłowa, która została schwytana 27 kwietnia 2018 roku w kolonii lęgowej w Niemczech (centrala Hiddensee, DEH); obrączkarz określił płeć: samica.

Mewa od dwóch lat pojawia się w Wielkopolsce, ale jedynie zimą. Nie ma stałej miejscówki – kręci się tam i siam:

Niebieski plastik

Była niedziela. Wstałem na tyle wcześnie, aby kilka minut po wschodzie słońca być na plaży. Było mgliście i wilgotno – niezbyt przyjemnie. Nie spodziewałem się dużej ilości ptaków… Jednak dzień wcześniej był sztorm i morze wyrzuciło na brzeg małże. Na skorupiakach żerowało co najmniej 2000 mew. Rzuciłem się w wir przeglądania nóg ptaków pod kontem posiadania kolorowej lub stalowej biżuterii. Niewiele było światła. Robiłem zdjęcia, ale wychodziły głównie rozmazy.

Nagle gdzieś z boku mignęła mi niebieska obrączka na śmieszce. „Ciekawe, ciekawe” – pomyślałem. Od razu w głowie pojawiła mi się myśl, że może ptak znakowany w Hiszpanii, Anglii lub Białorusi. Zacząłem robić zdjęcia, ale nadal wychodziły rozmazane, bo mewa intensywnie żerowała i wciąż łaziła. W końcu stanęła, zrobiłem pojedyncze zdjęcie i sprawdziłem na wyświetlaczu. O! Kod zaczyna się od litery T i ma cztery znaki. I dopiero wtedy przypomniało mi się, że „nasza” pula kodów na białe i żółte obrączki się skończyła. Od tego sezonu krajowi obrączkarze zakładają niebieskie.

Fajnie zobaczyć w terenie. Pewnie w kolejnych miesiącach będę spotykał śmieszki znakowane niebieskimi plastikami coraz częściej. Tymczasem to mój pierwszy przeczytany znacznik z tej serii. Śmieszka została zaobrączkowana 8 dni wcześniej, był to pierwsze ponowne stwierdzenie tego ptaka.

13 miesięcy i 2 dni

13 miesięcy i 2 dni tyle czekałem na weryfikację białego plastiku na śmieszce, obserwowanej ponad rok temu nad Jeziorem Maltańskim w Poznaniu. Na ten moment to mój najdłużej wiszący ptak z komunikatem „brak pierwotnego”. Prawie straciłem nadzieję, a tu nagle przychodzi mail „stwierdzenia zostały poprawnie zweryfikowane”. Niezwykle się ucieszyłem, gdy pojawiły się dane odnośnie miejsca i czasu obrączkowania. Domyślałem się, że ptak obrączkowany był w Niemczech, ale nie miałem pewności, co do centrali.

Śmiecha dostała plastik 14 stycznia 2016 roku w Travemünde nad Bałtykiem. Obrączkarz określił płeć: samiec, a także wiek: po 3 kalendarzowym roku życia. Ptak pewnie zimujący w nadmorskim kurorcie. Biorąc pod uwagę inne stwierdzenia z terenów Polski można domniemywać, że ptak pochodzi z któregoś z krajów południowo-wschodniej Europy. Może z Ukrainy?

Ciekawostką jest, że śmieszka kilka dni temu znów leciała przez Wielkopolskę. Pewnie nad Maltą także się zatrzymała, ale tym razem jej nie wypatrzyłem.

P(oland) eat

1 listopada nie byłem na grobach, bo pojechałem z Adamem Loręckim zwiedzać województwo kujawsko-pomorskie. Głównym celem wyprawy było składowisko w Giebni oraz pobliskie „Białe Morza”. Plan był prosty: skontrolować jakieś mewy. Pierwszy przystanek: Jezioro Pakowskie, gdzie uraczyła nas swoją obecnością gęgawa z obrożą założoną w Niemczech. Następnie udaliśmy się na składowisko i okoliczne pola. Mew nie było dużo, jakieś 500, może 700, ale bawiły się z nami w ganianego. Nadzwyczaj elektryczne były. Nie współpracowały. Nie pozwalały się podjeść. Po dwóch godzinach udało nam się przeczytać (aż!) jeden plastik. Zrezygnowani ruszyliśmy dalej.

Parkowa gęgawa na wycieczce; zdj. A. Loręcki

Następny przystanek – Jezioro Gopło, gdzie worek z odczytami w końcu się rozwiązał. W niespełna 4 godziny udało się przeczytać 54 obroże na gęgawach. Oczywiście większość ptaków to miejscowi rezydenci, dorastający pod czujnym okiem Macieja Maciejowskiego. Niemniej jednak trafiło się kilka ciekawych rodzynków: para ptaków z DE oraz gajor zaobrożowany 26 maja 2002 roku, który pierwotnie posiadał obrożę RED V12 (zgubił ją kilka lat temu, w tym roku dostał nową), oraz inny zaobrożowany 2 czerwca 2009 w Niemczech, który także zgubił znacznik i w tym roku dostał nowy, oraz parkowa gęgawa z… Kołobrzegu.

Parkowe gęgawy (Ekopark Wschodni w Kołobrzegu), foto Ł. Borek

Parkowe gęgawy (Ekopark Wschodni w Kołobrzegu), zdj. Ł. Borek

Latem bieżącego roku Marcin Sowa i Łukasz Borek założyli 10 obroży na gęgawy w Ekoparku Wschodnim w Kołobrzegu. Tymczasem jedynie ta spotkana nad Gopłem dała odczyt skądinąd. Odległość od miejsca zaobrączkowania wynosi w linii prostej 257 km. Ciekawe, czy poleciała dalej na południe? Do Węgier? Austrii?