Hajfa

[na-niby-dziennik]

Prawie 999, prawie

W ostatni poniedziałek lutego, gdy wracałem z pracy, zauważyłem na trawniku przy ulicy Wieżowej zestaw kilku drepczących i podskakujących kawek. Z plecaka wyjąłem lornetkę, aby lepiej przyjrzeć się girkom, czy czasem któraś nie ma biżuterii. Nie specjalnie wierzyłem, żeby coś nowego było, w końcu w okolicy Ostrowa Tumskiego przeczytałem już trzy różne blachy na kawkach. Ale oto miłe zaskoczenie, bo jeden z ptaków obrączkę posiadał. Wyjąłem aparat i rozpoczęła się szaleńcza sesja zdjęciowa. Zrobiłem prawie 170 zdjęć! Niestety w domu się okazało, że to za mało, bo nie mam ostatniej cyfry kodu, a co do poprawnego odczytania czwartej można mieć duże wątpliwości.

Przez kolejne dni, dwa razy dziennie (rano i wieczorem) wracałem w miejsce pierwotnego spotkania ptaka. Kawki się kręciły, ale „mojej” nie było. Dopiero w czwartek ponownie natknąłem się na właściwego osobnika. Tym razem z większą uwagą robiłem zdjęcia i przeglądałem na miejscu, aby mieć pewność, że mam cały kod. Ptak został zaobrączkowany 11 listopada 2014 roku i dopiero po 1570 dniach nastąpił pierwszy odczyt. Odległość od miejsca zaobrączkowania wynosi, oczywiście, zero kilometrów.

Gdybym poprawnie przeczytał kod w poniedziałek, to byłby to mój 999 skontrolowany znacznik, a odczyt w czwartek przesunął ptaka na 1005 miejsce, bo w międzyczasie byłem w Żukowie, gdzie spotkałem kilka gęsi…W tym jedną gęgawę z Niemiec, która „zgubiła” obrożę, ale na szczęście na nodze ma plastikową obrączkę z tym samym kodem. 

Reklamy

Pierwsze zboże w 2019 roku

Tydzień temu dzieliłem się własnym entuzjazmem związanym aktualnym przelotem gęsi (klik! klik!) oraz wiosennym przylotem ptaków (skowronki, sierpówki, szpaki, grzywacze, czajki i żurawie; podobno również bociany – nie potwierdzam, nie zaprzeczam, po prostu jeszcze nie widziałem). Minioną sobotę spędziłem w terenie. Wyjeżdżając miałem nadzieję na „zboże” z Rosji. Przejechaliśmy z Adamem Loręckim prawie 200 km, odwiedziliśmy kilka miejscówek. Wyjazd uznaję za więcej niż udany. Było rewelacyjnie!

Łącznie udało się odczytać 17 obrączek na: 7 x gęś zbożowa, 7 x gęgawa, 2 x żuraw i 1 x gęś białoczelna. Wszystkie odczyty cieszą. W zestawie zbożowych 4 ptaki obrączkowane w Rosji i 3 w Holandii. Gęgawy i żurawie lokalne, czyli z Wielkopolski. Białoczółka obrączkowana na Węgrzech 30 listopada 2013 roku. Ptak był w naszym kraju kontrolowany pięć razy, pierwsze stwierdzenie w PL miało miejsce trzy lata temu w Dolinie Górnej Narwi przez Monikę Broniszewską i Michała Polakowskiego. Dla mnie pierwsza gęś od Madziarów. Dodatkową ciekawostką jest kolor obroży: light green (lime) [zdjęcie z ubiegłego sezonu: Adam Loręcki].

Tego dnia miałem także okazję przeczytać pierwszego w życiu żurawia, a dokładnie dwa ptaki. Tym samym liczba gatunków skontrolowanych skoczyła do 29. Oba ptaki pochodzą z ubiegłorocznych lęgów i zostały zaobrączkowane w czerwcu. Pierwszy z ptaków był regularnie czytany, także na zimowisku w Brandenburgii w DE. Dla drugiego było to dopiero drugie czytanie, uprzednie w sierpniu. Cieszy, że ptak szczęśliwie powrócił z zimowiska, choć z drugiej strony – ciekawe czy był we Francji, czy w Niemczech?

Czas na sezon wiosenny

Dość nagle i niespodziewanie wracają gęsi, gęsi, gęsi (i żurawie). Od jakiegoś tygodnia z południa i zachodu ciągną klucze: duże i małe, pojedyncze i jeden po drugim. Nawet nad Stołecznym Miastem Poznań widać i słychać lecące ptaki. Wczoraj, późnym wieczorem? / wczesną nocą? (chwilę przed wyjściem z domu wybiła dwudziesta druga) byłem na spacerze z psem na Wzgórzu św. Wojciecha. Nagle nad głową usłyszałem charakterystyczny hałas. Nie wiem ile i jakie gęsi leciały, bo ptaków oczywiście nie było widać, a jedynie słychać. Miałem wrażenie, że przelot trwał kilka minut, ale równie dobrze mogło to być jedynie kilka sekund. Moje zdziwienie zatrzymało czas.

Niezwykle się cieszę na zbliżający weekend. Wyruszam w teren. Mam nadzieję, że jakieś nowe obroże uda się przeczytać. Mam nadzieję, że gatunkowo zestaw się powiększy o gęsi zbożowe i tundrowe. Między 30 września 2018 roku, a ostatnią niedzielą (17 lutego) kontrolowałem znaczniki na gęsiach 169 razy. Szczegółowo przedstawia się to następująco:

Czas na wiosenny sezon. Może kolejna gęgawa ze Szwecji albo zboże z Rosji. Było by miło.

Przypadkowe odczyty

Niedawno ktoś się mnie zapytał, czy zawsze noszę ze sobą: lunetę? aparat? lornetkę? Przyznaję, staram się jak najrzadziej zabierać lunetę (bo trzeba tachać jeszcze i statyw). Biorę ją ze sobą jedynie w sytuacjach, w których przewiduję, że będzie niezbędna. To bardzo pomocny sprzęt, ale osobiście nie lubię używać, bo 1) prawe oko szybko się męczy i łzawi; 2) posiadany przeze mnie model ma wyraźne ograniczenia (czas wymienić?). Natomiast aparat i lornetkę mam ze sobą prawie zawsze, gdy wychodzę z domu. Niezależnie od tego czy jadę do pracy, czy idę z psem na spacer, czy na zakupy. Najgorsze, co może spotkać „czytacza”, to obserwacja ptaka z obrączką, której nie można z takiego lub owego powodu odczytać. Noszenie ze sobą lornetki i aparatu w znaczymy stopniu eliminuje „owy” powód.

Oczywiście przypadkowe odczyty nie dominują, ale z drugiej strony często są ciekawe. Latem ubiegłego roku dwukrotnie udało mi się odczytać blachę na kawce. Średnio raz w tygodniu spotykałem ptaka po drodze do i z pracy. Trzy pierwsze próby czytania były nieudane. Udało się uzyskać jedynie fragment kodu. Dopiero za czwartym podejściem osobnik współpracował. Drugą (dopiero drugą) blachę na kawce przeczytałem zupełnie niedawno, gdzieś na początku lutego. Wracałem z pracy rowerem, jechałem nad Wartą, miło świeciło słońce. Po trawie biegały krukowate: kilka gawronów, sroki i trochę kawek. Zwolniłem, aby przyjrzeć się girkom ptaków, no i nagle promienie słońca odbiły się w metalu! Zatrzymałem się i z sakwy wyjąłem aparat. Udało się zrobić odpowiednią ilość zdjęć, aby odczytać numer. Nad brzegiem rzeki kręciły się krzyżówki. Sięgnąłem po lornetkę i okazało się, że jeden kaczor ma biżuterię. Odczytałem cały numer. Następnego dnia przyszła zwrotka z obu ptaków. Okazuje się, że oba dostały metale tego samego dnia – 3 grudnia 2016 roku, oba ptaki przeczytane przeze mnie tego samego dnia i w obu przypadkach było to pierwsze ponowne stwierdzenie. Kawkę spotkałem dziesięć dni później. Była niedziela, spacerowałem z psem po parku Stare Koryto Warty. Na szczęście miałem ze sobą aparat…

Czytanie w Warszawie

Miniony weekend spędziłem w Warszawie. Wyjazd nie miał charakteru ptasiarskiego, a prywatny (pozdrowienia dla Agnieszki i Mateusza). Udało mi się jednak na kilka godzin w sobotę wyskoczyć do Łazienek, a w niedzielę na godzinkę zawitałem nad Jeziorko Kamionkowskie. Liczyłem, że może uda się gdzieś przyuważyć gawrona z białym plastikiem lub kawkę z żółtym, lub srokę z czerwonym. Niestety, odczytów krukowatych brak. Choć z drugiej strony: skontrolowałem znaczniki na 103 ptakach. Gatunkowo podział przedstawia się następująco:

Jak widać dominują mandarynki i one mają sporo powtórnych stwierdzeń (nawet powyżej 100 odczytów). Wśród krzyżówek znalazł się ptak z blachą, który dostał obrączkę 6 czerwca minionego roku i mój odczyt jest pierwszym.

Ciekawie wypada kontrola na śmieszce z polskim, żółtym plastikiem. Ptak został zaobrączkowany 17 lutego 2016 roku w Olsztynie. Był kilka razy czytany w 2016 i 2017 (Olsztyn, 3Miasto, Poznań), a potem cisza. W bieżącym roku miałem okazję obserwować ptaka z początkiem stycznia w Poznaniu nad Jeziorem Maltańskim, a niedawno w warszawskich Łazienkach Królewskich. Hm, w ciągu dwudziestu czterech miesięcy dwa czytania, oba moje, ale w dwóch różnych miastach.

Świergotek nadmorski w Helu, a siwerniak w Rybniku

Rok 2019 dobrze się rozpoczął w obserwacjach ptaków z rodzaju Anthus. Co prawda wyjeżdżając na Hel miałem nadzieję spotkać świergotka nadmorskiego, ale dwie pierwsze wyprawy w teren nie przyniosły spodziewanych efektów. Dopiero przedostatniego dnia mojego pobytu udało mi się ptaka przyłapać. Spokojnie żerował na falochronie wewnętrznym w dawnym porcie wojennym. Był cały zajęty sobą, nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi.

Natomiast cztery dni później na Śląsku w Rybniku udało mi się zaobserwować zimującego nad brzegiem Jeziora Rybnickiego siwerniaka, a właściwie minimum dwa osobniki. Widać, że ptaki są obyte z ludźmi, widziałem wędkarza, który dokarmiał białymi, tłustymi robalami – jak powiedział – „wróbelki”. Próbowałem wytłumaczyć, że to nie wróbel, ale mam wrażenie, że mi nie uwierzył.

Siwa niespodziewajka

Kiedyś częściej, teraz nie tak często się zdarza, że przeglądając zdjęcia znajduję ptaka z plastikową obrączką, której wcześniej (tj. w terenie) nie widziałem. Taka niespodziewajka bywa miła, a nawet bardzo. Ostatni taki przypadek przytrafił mi się w drugiej połowie stycznia, gdy przeglądałem zdjęcia jakie zrobiłem w Jelitkowie u ujścia Potoku Oliwskiego.

Wiedziałem, że w kadrze będzie śmieszka (biały obrączka) i mewa siwa (czerwona obrączka). Mocno byłem zaskoczony, gdy okazało się, że jest jeszcze jeden ptak ze znacznikiem: dorosły canus z białą obrączką. Zwrotka przyszła następnego dnia: ptak obrączkowany 13 grudnia 2009 roku w Holandii przez słynnego Franka Majoora. Mewa ma tylko sześć stwierdzeń w Polsce, jedno ze Świbna z 2011 roku, potem trzy lata ciszy i cztery zimowe kontrole w Ostrudzie. Następnie cztery lata nie stwierdzana w PL i dopiero moje czytanie, o którego minęło już kilkanaście dni bez wieści. Ciekawe, czy ptak poleciał dalej? Gdzie? Do Ostródy? A może w zupełnie inne miejsce.