Hajfa

[na-niby-dziennik]

Ujście Wisły: obserwacje, odczyty & tłumy tłumoków

Miniony weekend spędziłem w Mikoszewie i Świbnie na Ujściu Wisły. Wspaniale, bo ptaki nie zawiodły. Przywiozłem trochę odczytów: biegus zmienny (x2), biegus rdzawy (x4), biegus krzywodzioby (x2), krwawodziób (x4), szlamnik (x1). Oczywiście jest trochę porażek. Nie udało się odczytać żadnej widzianej metalowej obrączki na rybitwie czubatej, pliszce siwej, biegusie płaskodziobym ani piskliwcu.

Tak, ptaki dopisały. Ludzie – niestety – również. Takich tłumów nigdy wcześniej na Ujściu nie widziałem. Tłumów tłumoków, którzy nie potrafią czytać i nie rozumieją znaczenia słowa „rezerwat”. Krew mnie zalewała i nóż mi się w kieszeni otwierał, gdy widziałem spacerowiczów z psami i dziećmi, które radośnie podbiegały (machając ogonami i rączkami) do biegusów rdzawych czy kamuszników. Zachęta ze strony opiekunów/rodziców jest jedna: „Złap ptaszka!”. Na moje upomnienia reakcja była zwykle taka sama – wrogość, warczenie i wyzwiska: „Niech się Pan zajmie swoimi sprawami”. To jest właśnie moja sprawa! Przyjechałem po to, aby obserwować ptaki, a nie biegające dzieci i psy. Chciałem usłyszeć charakterystyczne skrzeczenie rybitw rzecznych, a nie szczekania psów, krzyków dzieciarni czy ryku silnika skutera wodnego, który wpłynął między plażę a łachę na Mikoszewie. W niedzielę upominałem kilkuosobową rodzinkę, którą przyuważyłem, jak wracała przez wydmę od strony „kierownicy” na falochronie po stronie Świbna. „Nie umieją Państwo czytać? Nie widzieli Państwo znaków zakazu wstępu?”. Zwieszone głowy i komentarze pod nosem, których na szczęście nie słyszałem. Próbowałem się dowiedzieć, dlaczego złamali zakaz wstępu. Okazało się, że chcieli popatrzeć. Dopytywałem, co widzieli. „Nic” – usłyszałem w odpowiedzi. I nie wiem, czy była to pyskówka, czy faktycznie nic nie potrafili zobaczyć.

Wyjazd do Trójmiasta nie byłby w pełni udany, gdyby nie udało się odczytać żadnego krukowatego. W sobotę po południu przez godzinę chodziłem po Wrzeszczu i nie natknąłem się na żadną wronę czy kawkę. Za to w niedzielę rano, gdy przed hotelem pakowałem manatki do samochodu, to po trawniku między ulicami biegały kawki, a jedna z nich miała taką oto biżuterię:

Reklamy

Świnoujście: pierwszy weekend sierpnia

Pozostańmy jeszcze w klimatach poprzedniego wpisu (klik! klik!), czyli utyskiwania na nieodczytane z takich czy innych powodów obrączki. Pierwszy weekend sierpnia spędziłem w Świnoujściu. Wyjazd miał charakter celowy, a nie wakacyjny i wypoczynkowy. Działałem od późnego wieczoru w piątek do wczesnego popołudnia w niedzielę. Biegałem po plażach, falochronach, mieście, porcie i terminalu promowym. Wyjazd zaowocował 111 przeczytanymi znacznikami na 87 ptakach. Dużo fajnych i bardzo fajnych odczytów, m.in. biegus zmienny zaobrączkowany na Ujściu Wisły 15 sierpnia 2016 roku, mewa siodłata z Norwegii (nowa centrala!), śmieszka z blachą ze Szwecji (pierwsza mewa z SE), śmieszka z plastikiem z Rosji oraz kamusznik z polskim metalem (nowy odczytany gatunek!). Wszystko bardzo cieszy, jednak płacz i zgrzytanie zębów powodują:

Biegus zmienny z metalem z Estonii (najprawdopodobniej). Ptak kręcił się w grupie 5-6 innych „gołych” alpinek. Obrączka na goleni jest średnio widoczna. Przyuważyłem dopiero po chwili, że coś świeci. Strzeliłem kilka serii aparatem, ale słońce miałem ze złej strony. Chciałem obejść grupę, niestety się poderwały, usiadły jakieś 3 metry dalej, ale zmiennego z blachą już nie było. Przez półtorej godziny łaziłem w te i nazad po falochronie centralnym, niestety nie udało mi się ponownie znaleźć.

Śmieszka z metalem z Rosji. Ptak odleciał nim zdążyłem się porządnie przyłożyć.

„Siodło” z polskim metalem. Mewa dobitnie nie chciała współpracować. Usiadła na lampie i nie wstała. Miałem nadzieję, że może moja kanapka zachęci ją do ruszenia. A gdzie tam, nawet nie spojrzała na okruchy, którymi zainteresowały się jedynie dwie wrony.

„Rzeczki” z niemieckimi metalami. W sobotę na falochronie centralnym kręciło się sporo ptaków z tego typu obrączkami. Udało mi się odczytać jedynie jednego. Za mocno świeciło słońce… W niedzielę wiało i padało. Kilka ptaków, ze 20, wykryłem na plaży w Warszowie. Część miała obrączki, ale z naprzeciwka szła pięcioosobowa rodzina, która nie zważała na moje działania i podchody. Ptaki zostały skutecznie przepłoszone. Krew mnie zalała. Do dziś nie potrafię się otrząsnąć.

Obiecuję, że następny post będzie pozytywny.

Niedziela. Cały dzień w terenie

Wyjechałem z Poznania o godzinie 5:48, a wróciłem 21:15. Zrobiłem, wespół z Adamem Loręckim, prawie 200 km. Nie przekroczyliśmy granic województwa wielkopolskiego. Ilość odczytów: 86. Następujące gatunki: gęgawa (36), rybitwa rzeczna (22), mewa białogłowa (10), bocian biały (7), śmieszka (7) i żuraw (4). Zestaw zacny. Cieszy każdy odczyt. Szczególnie boćków, rzeczek oraz śmiechy z niebieskim plastikiem (ptak z Białorusi). Jestem więcej niż zadowolony. Jednak mała drzazga uwiera i powoduje nieprzyjemne uczucie dyskomfortu.

Nie chodzi o dwa czy trzy metale na śmieszkach, których się nie udało odczytać, bo ptaki siedziały za daleko. Nie chodzi o te kilka obroży na gęgawach, które się spłoszyły i odleciały. Nie chodzi o tych kilka obrączek na żurawiach, które przeleciały nad głową i nie usiadły w oczekiwanym miejscu. Co powoduje płacz i zgrzytanie zębów? Nieodczytany czerwony plastik na czapli białej. Mimo usilnych starań i (pro)aktywnych działań najzwyczajniej się nie udało, bo było za daleko, bo powietrze falowało. Próba skrócenia dystansu się nie powiodła. Niestety. Nigdy wcześniej nie widziałem żadnej czapli ze znacznikiem, oby w przyszłości było mi dane. Najprawdopodobniej ptak, który „uciekł” wczoraj pochodził z Węgier.

Poznańska łyska podróżniczka

Część ptaków wierna jest terenom lęgowym, noclegowiskom czy zimowiskom. Nawet jeśli się przemieszczają, to prędzej czy później pojawiają się w znanym sobie miejscu. Co decyduje o tym, że ptaki powracają prawie w to samo miejsce lub dokładnie w to samo miejsce? Pewnie wpływa na to wiele czynników. Jakich? Nie wiem, mogę się jedynie domyślać, że chodzi o coś więcej niż tylko mechaniczne zaprogramowanie.

Zawsze fajnie przeczytać nieznaną wcześniej obrączkę, czyli spotkać nowego ptaka. Jednak równie przyjemne jest ponownie, po kilku miesiącach spotkać znanego już ptaka. Przekonać się, że nic mu nie jest, że nadal żyje i ma się dobrze… Powoli zaczynałem się martwić o rezydującą nad Jeziorem Maltańskim w Poznaniu łyskę z obrożą. Ptak widywany jest w okolicach Jazu Cybińskiego od kilku lat, pojawia się po sezonie lęgowym i zostaje do pierwszych poważnych przymrozków. Potem wybywa. Leci do Niemiec, do Brandenburgii, gdzie zimuje. Kiedy przylatuje? Nie wiadomo. Czy jest lęgowa gdzieś w Wielkopolsce? Nie wiadomo. Pewnie gdyby więcej osób w terenie zwracało uwagę na znaczniki, to poznalibyśmy odpowiedzi na powyższe pytania.

Nyska powsinoga

Wieczorem ostatniego czerwca zadzwonił Łukasz, że wybiera się poczytać nad Maltę, zapytał czy nie chcę się dołączyć. Nie miałem w planach, bo byłem dzień wcześniej, ale dałem się namówić i nie żałuję. Ptaków było mało, ale łącznie udało nam się przeczytać 8 obrączek. Jeden odczyt cieszy szczególnie: piąta dla mnie mewa czarnogłowa.

Niewiele brakowało, a nie udało by się odczytać. Wypatrzyłem ptaka, gdy stał na rurach, niestety był ustawiony tak niefortunnie, że widziałem jedynie dwa ostatnie znaki kodu. Zawołałem Łukasza, który walczył z białą obrączką na rzeczce (ostatecznie tu polegliśmy), próbowaliśmy melę obejść, ale nic to nie dało. Z żadnej strony nie było widać całego kodu. Przybraliśmy dogodne pozycje i uzbroiliśmy się w cierpliwość. Mieliśmy nadzieję, że mewa się ruszy, zacznie drapać, zmieni pozycję lub wykona jakiś ruch, który pozwoli nam przeczytać cały numer. Serca zabiły nam mocniej, gdy po kilku minutach ptak się poderwał i poleciał na drugi koniec jeziora.

Przyznaję, straciłem nadzieję, ale Łukasz dzielnie śledził go przez lornetkę. Mela najpierw gdzieś tam usiadła, chwilę się popluskała i znów poderwała się do lotu. Nagle słyszę jak Łuki krzyczy: „Wraca! wraca!”. Po chwili jeszcze głośniej: „Będzie siadać. Będzie siadać! Wypatruj!”. Spacerowicze byli zdeczka zdziwieni jego okrzykami, ale ja byłem gotowy. Ptak podleciał, usiadł dosłownie na małą chwilę. Pozwolił się odczytać, zrobić dokumentację zdjęciową i odleciał. Następnego dnia, gdy przyszła zwrotka z centrali, okazało się, że niezła z niej powsinoga.

Nowa centrala zawsze cieszy: Słowacja

Przyznaję, zaniechałem umieszczania notek o nowych odczytanych centralach. Ostatni wpis w tym temacie był w styczniu i dotyczył śmieszki z Włoch (klik! klik!). Do dnia dzisiejszego odczytałem ptaki, które zostały zaobrączkowane przez 23 różne centrale (z 21 różnych krajów). Nowa centrala – SKB, Bratislava, Słowacja – wpadła zupełnie niedawno za sprawą mewy białogłowej, a właściwie dwóch osobników tego gatunku.

Zadziwiający jest pewien zbieg okoliczności, który dotyczy kodowania oraz daty ponownego stwierdzenia. Oba ptaki czytane były nad Jeziorem Maltańskim w Poznaniu. Pierwszy pod koniec kwietnia, a drugi pod koniec czerwca. Odstęp między stwierdzeniami wynosi równo dwa miesiące, dokładnie co do dnia! Oba ptaki zaobrączkowano w tym samym miejscu: we wsi Szczepanów nad Orawą. Oba ptaki dostały biżuterię tego samego dnia: 4 lipca 2017 roku. Kodowanie różni się jedynie jedną cyfrą – idzie w górę. Dziwny, bardzo dziwny zbieg okoliczności. Być może jest to rodzeństwo, które wędruje po swoich śladach? [Zdjęcie nr 1: Adam Loręcki]

39 odczytany gatunek: pustułka

W Boże Ciało pojechałem do Trójmiasta na spacer „czytelniczy”. W końcu jakoś należało święto uczcić. W planach miałem odwiedziny w dzielnicy Zaspa, ale głownie po to, aby poszukać krukowatych z obrączkami. Będąc już na miejscu pomyślałem sobie, że skoro już jestem, to rzucę okiem na blok 21 i 25 przy Jana Pawła, bo tam w dwóch budkach lęgowych pustułki dostały znaczniki. Nie liczyłem, że się uda odczytać jakąkolwiek…

Na 25 znalazłem budkę, ciekawski maluch wyzierał przez szparę. Idąc dalej, na dachu bloku 23 na antenie przyuważyłem siedzącego dorosłego osobnika. Zrobiłem kilka zdjęć na maksymalnym przybliżeniu. Przejrzałem na wyświetlaczu i okazało się, że samica pustułki z obrączką z niepełnym, ale czytelnym, kodem! Jakże byłem miło zaskoczony, zapomniałem o kawkach i wronach. Kliknąłem kolejną serię zdjęć, ale z innego ujęcia, ech, nic z tego, ptak wystawił do przodu nogę z blachą. Czekałem, aż zmieni pozycję. Zaczął się czyścić, przeciągać i po chwili odleciał. Podszedłem pod budkę. Ptak latał nad głową. Próbowałem zdjęć w locie, ale nic z tego: rozmaz i tylko rozmaz. Po kilku minutach krążenia gdzieś poleciał. Usiadłem na placu zabaw vis-à-vis ściany, gdzie wisi budka i zacząłem ćwiczyć cierpliwość. Minęła prawie godzina nim doczekałem się powrotu. Opłacało się poczekać, bo samica nie weszła do środka, tylko przysiadła na desce, eksponując właściwą nogę. Pierwsza w życiu odczytana pustułka i mam nadzieję, że nie ostatnia!

Informacyjnie. W ramach projektu Pustułki z Trójmiasta – Kestrels of 3city „do 17 czerwca zaobrączkowano 61 osobników, w tym 4 dorosłe samice. Policzonych młodych było jednak 59, gdyż w dwóch przypadkach (…) były za małe na obrączki” (klik! klik!).