W kolorze i metalu

[ptasi-niby-dziennik]

Czytanie ptaków – rozmowa


Któregoś wieczoru w sierpniu spotkałem się z Marią Krześlak-Kandziorą nad Jeziorem Maltańskim w Poznaniu. Piliśmy kawę i rozmawialiśmy o ptakach, obrączkowaniu, robieniu zdjęć, wyjazdach na tłicza oraz o czytaniu obrączek. Maria rozmowę nagrała, spisała i finalnie przekuła na tekst.

Mały fragment na zachętę: „Z mojego punktu widzenia czytanie znaczników ornitologicznych – bo to niekoniecznie musi być obrączka, może być znacznik skrzydłowy, dziobowy, obroża – jest dokładaniem małej (pojedynczej) cegiełki do nauki – tłumaczy Giera – obrączki zakłada się po to, żeby poznać ptaki, lepiej je zrozumieć, ale z naszego ludzkiego punktu widzenia. Nie zakłada się obrączek dla widzimisię, to nie jest hobby. Założenie obrączki to nadanie konkretnemu ptakowi swoistego dowodu osobistego, bo numer na obrączce jest niepowtarzalny. Znakuje się ptaki, szczególnie kolorowymi obrączkami, w ramach określonych projektów naukowych”. Zapraszam do lektury całości: klik! klik!

54 odczytany gatunek: orlik krzykliwy

Byłem w rozjazdach. Najpierw Podlasie, następnie Łeba, potem cztery dni w Poznaniu (stąd wyjazd do PN „Ujście Warty”), a ostatni tydzień spędziłem w Gdańsku. Z Podlasia nie przywiozłem „worka odczytów”, ale to akurat było do przewidzenia. Za to napatrzyłem się na kobczyki, pustułki i orliki krzykliwe, które urzędowały na łące za kwaterą. Jedna z pustułek przyozdobiona była metalową obrączką, którą finalnie udało mi się odczytać, choć zajęło mi to jakieś 13-14 godzin w ciągu 4 kolejnych dni, ale o tym mam w planach napisać, jak tylko przyjdzie oficjalna zwrotka.

Drugiego popołudnia, gdy wyszedłem „na pustułkę”, zauważyłem orlika krzykliwego siedzącego na drzewie. Ptak siedział relatywnie blisko. Spojrzałem na nogi i tak, ma obrączkę. Jednak z miejsca, w którym się znajdowałem nie było żadnych szans na odczyt: patrzyłem centralnie pod zachodzące słońce – nie byłem nawet pewien koloru obrączki, wydawała się czarna. Wyjąłem telefon, odpaliłem Google Maps i się załamałem. Nie było żadnych szans, aby obejść ptaka, bo za drzewem płynie strumień, którego nie miałem gdzie i jak przekroczyć, a przed nim bardziej podmokły szuwar niż łąka. Zapomniałem o pustułce. Styki w mózgu pracowały, czułem, że za chwilę się przegrzeją, bo bałem się, że orlik się poderwie i odleci… Wykombinowałem, że jak wejdę na drogę i pójdę na południe, to gdy słońce zejdzie nisko, zniknie za lasem, będę miał szansę, nikłą, aby coś na obrączce zobaczyć.

Jak wymyśliłem, tak zrobiłem. Gdy tylko ruszyłem, ptak się poderwał i… – serce zabiło mi szybciej, przez mózg przeleciała myśl: „Cholera, odleci!” – spadł na łąkę, chwilę połaził, znów się wzbił, zrobił kółko nad łąką, przeleciał mi nad głową i usiadł na daszku szopki na siano po drugiej stronie. Bardzo, bardzo blisko. Szybko rozstawiłem lunetę i, choć zachodzące słońce mocno odbijało się w obrączce, bez żadnych problemów udało się odczytać numer i określić kolor (czerwony). Osobnik siedział chwilę, pogapił się na łąkę, wypatrzył coś, poderwał, zapolował i usiadł jeszcze bliżej. Ptak nic sobie nie robił z mojej obecności.

Wracając spotkałem właściciela kwatery, który zapytał, co dziś „upolowałem”. To mu powiedziałem, że orlika z obrączką. Na co on, że to pewnie jest osobnik z pary, która gniazduje tu w pobliżu. Wpisałem stwierdzenie i następnego dnia przyszła zwrotka: ptak w 12 kalendarzowym roku życia, który został zaobrączkowany jako pisklę 156 km od miejsca stwierdzenia. Pierwszy odczyt. I choć w kolejnych dniach widziałem kilka innych orlików, żaden nie miał obrączki.

Rybołów z Niemiec w Sierakowie

Latem często nocuję na hamaku rozwieszonym gdzieś w Puszczy Noteckiej. Przedwczoraj „pokój w hotelu z milionem gwiazd” wybrałem nieopodal stawu hodowlanego pod Sierakowem. Zdarzało mi się w tym miejscu obserwować ponad 20 bielików (w pobliżu jest kilka gniazd). Tym razem przez cały dzień krążyły „tylko” cztery osobniki. Wieczorem z hamaka podziwiałem Księżyc i odgłosy skaczących po drzewach wiewiórek.

Rano wygramoliłem się z hamaka i udałem w pobliże stawu. Będąc jeszcze między drzewami zobaczyłem w oddali dużego ptaka szybującego nisko nad wodą. W pierwszej chwili pomyślałem, że bielik zawitał na śniadanie. A tu niespodzianka, bo gdy ptak cały zanurzył się we wodzie, to wiedziałem, że to nie bielik, a rybołów. Byłem miło zaskoczony , adrenalina podskoczyła, bo nie miałem jeszcze okazji obserwować tego gatunku z bliska.

Oczywiście z wody wynurzył się z dużym, pięknym i tłustym karpiem. Kiedy był na wysokości koron drzew nagle wyłonił się bielik i zaczął atakować naszego bohatera. Doszło do potyczki i przepychanki, która ostatecznie przyniosła stratę… Karpik spadł na pobliskie pole, a ptaki zniknęły gdzieś za lasem.

Po kilku godzinach rybołów pojawił się znowu, lecz dwa bieliki krążyły i „pilnowały” stawu (a wysoko, w kominie krążyło aż 12 osobników). Nawet kormoran, który złapał rybę, dostał bęcki. Nasz bohater krążył w pobliżu dłuższy czas. Mogłem wówczas obserwować go przez lornetkę oraz zrobić kilka zdjęć. Niestety już nie zaatakował wody.

Po powrocie do domu, ku mojemu zaskoczeniu, na jednym zdjęciu zobaczyłem obrączkę na nodze rybołowa. Zdjęcie było na tyle wyraźne, że była udało się odczytać pełen kod i zidentyfikować ptaka. Przyznaję, że choć obserwuje ptaki od kilku lat, to jest to mój pierwszy, debiutancki odczyt. Dlatego tym bardziej cieszy.

[autor: Rafał Ćwiertnia]

Rzeczki w Świnoujściu

„Na odczyty” lubię jeździć do Świnoujścia. Staram się być w tym mieście co najmniej trzy razy w roku: 1) w grudniu na mewy zimujące; 2) na wiosnę na śmieszki lecące do kolonii lęgowych; 3) na przełomie lipca-sierpnia na rybitwy i inne siewkowate.

Ptak zaobrączkowany na Ujściu Wisły dnia 21.07.2013 roku jako pisklę; pierwszy odczyt; przemieszczenie: 308 km.

W ubiegłym roku z wakacyjnego wyjazdu przywiozłem odczyty 6 rybitw rzecznych, kamusznika i 2 biegusów zmiennych. W tym roku poszło lepiej, udało się odczytać znaczniki na 24 rybitwach i 11 biegusach zmiennych (z 5 różnych krajów – planuję osobny post w tej sprawie, tylko zagraniczniaki muszą się zweryfikować).

Ptak zaobrączkowany w żwirowni Bielinek pod Cedynią dnia 24.05.2015 roku jako osobnik dorosły, po pierwszym roku życia; trzcin odczyt; przemieszczenie: 108 km. Pod koniec lutego br. rybitwa była czytana w Namibii.

Okolice ujścia Świny (falochron zachodni i centralny), to ważny hub tranzytowy dla rybitw rzecznych lecących zachodnią trasą na zimowiska do Afryki Południowej. Grupują się tu ptaki dorosłe i młodociane z kolonii polskich oraz niemieckich. Można się było domyślać, że dużą reprezentację wystawiają województwa zachodnio-pomorskie, kujawsko-pomorskie i pomorskie, ale okazało się, że również Wielkopolska zaprezentowała swoich przedstawicieli i to nie jednego, a kilku.

Ptak zaobrączkowany w żwirowni Bielinek pod Cedynią dnia 26.05.2018 roku jako osobnik dorosły, po drugim roku życia; czwarty odczyt; przemieszczenie: 108 km. Rybitwa była dwukrotnie czytana w Namibii – 8394 km od miejsca obrączkowania.

Łukasz Matyjasiak: relacja z zakończonego sezonu lęgowego na Mazowszu

W zeszłym roku wydawało się, że osiągnąłem szczyt możliwości czasowych prowadzenia projektów i działań ochroniarskich, ale w tym roku było tego jeszcze więcej:

– obrączkowanie czapli siwych w koloniach lęgowych;
– obrączkowanie bielików w powiatach okołowarszawskich;
– obrączkowanie myszojadów (pustułek, płomykówek);
– obrączkowanie śmieszek w koloniach okołowarszawskich;
– obrączkowanie wybranych gatunków w dolinie Środkowej Wisły (ostrygojady, mewy);
– obrączkowanie brzegówek w koloniach okołowarszawskich; – obrączkowanie jerzyków w Warszawie;
– obrączkowanie i znakowanie błotniaków łąkowych w powiatach łowickim i łęczyckim;
– obrożowanie łabędzi krzykliwych w Dolinie Dolnego Bugu.

Do wieloletnich projektów doszły dwa nowe (czaple siwe i łabędzie krzykliwe). Oba realizowane nad Bugiem i w obu przypadkach ten rok jest pilotażowym. Gatunki mocno wymagające, choć w zupełnie inny sposób.

Dotychczas realizowane projekty przyniosły rekordowe wyniki w przypadku myszojadów i błotniaków łąkowych. Ze wstępnych ustaleń z ekipą zajmującą się pustułkami w Polsce wynika, że główne miejsce prowadzenia przeze mnie działań było prawdopodobnie największą kolonią tego gatunku w Polsce (12 par lęgowych i ponad 50 młodych uzyskujących lotność tylko z jednej wieży kościelnej). O wielkiej zasobności tegorocznych żerowisk może świadczyć fakt, że jedna para pustułek z powodu braku jakiegokolwiek innego miejsca złożyła jaja w przedsionku budki płomykówek i przez pewien czas sowa wchodziła po plecach wysiadującej pustułki.

U błotniaków łąkowych też bardzo obfity rok przede wszystkim w powiecie łowickim. O szczegółach napiszę na pewno Piotrek Dębowski który kolejny rok wspólnie z Jarkiem Matusiakiem dzielnie zmaga się z tym niełatwym tematem. Ja ze swojej strony dołożyłem cegiełkę obrączkując pisklęta i znakując dorosłe ptaki.

O Wiśle pisałem już jakiś czas temu. Sezon lęgowy zakończył się szybko, ale jako, że z zespołem wiślanym skupiliśmy się głównie nad ptakami dorosłymi oraz mewami białogłowymi wniesiony czas i środki nie spłynęły do Gdańska, ale latają po całej Europie. I tym sposobem minęły 3 miesiące intensywnej ale bardzo satysfakcjonującej pracy.

Oczywiście nic by z tego nie wyszło gdyby nie liczna grupa ludzi na których zawsze mogę polegać i która bezinteresownie służy swoim czasem i zaangażowaniem. To czysta przyjemność z Wami pracować. Są to: Ania Budyta, Hubert Mateuszczyk, Marcin Sidelnik, Justyna Rogowiec, Agnieszka Cejnóg, Piotr Grędziński, Hubert Stelmach, Andrzej Różycki.

A teraz czas na urlop. 

PS. a już niedługo mam nadzieję ukażę się publikacyjne podsumowanie obrączkowania bocianów białych w powiecie piaseczyńskim, które zakończyłem w 2017 roku.

[Autorem wpisu jest Łukasz Matyjasiak]

49 odczytany gatunek: czapla siwa

Jednym z naturalnych pragnień (lub: samolubnych chceń) „czytacza” jest odczyt obrączki na nowym gatunku. Wiadomo, znakuje się ptaki ze wszystkich gatunków, dlatego przegląda się każdego napotkanego. Niektóre z mniejsza intensywnością i dbałością, a inne z większą.

O tym, że w Wielkopolsce obrączkuje się czaple siwe wiedziałem od ubiegłego roku. Kilka razy specjalnie wybrałem się w dolinę rzeki Średzka Struga, aby spróbować szczęścia. Niestety bez sukcesu. Spotkać stojącą cierpliwie czaplę i do tego odwróconą w stronę patrzącego, tak, aby było widać prawą goleń, nie jest łatwo. To co nie udało się rok temu, udało się w tym. Co prawda odczyt zawdzięczam Nikon P900, który – powiedzmy to sobie szczerze – nie jest to najlepszym aparatem do zdjęć ptaków w locie. Na trzy uwiecznione osobniki z obrączkami, udało się odcyfrować numer jednego z nich.

Ktoś mnie ostatnio zapytał, czy taki odczyt w miejscu obrączkowania ma sens. Oczywiście, że ma. Wiadomo: ptak ma się dobrze, przeżył, nic mu nie jest, szczęśliwie uzyskał lotność, miesiąc po obrączkowaniu przebywa wciąż w okolicy (przemieszczenie 1 km).

Szczerze zachęcam do przeglądania czapli, sprawdzania czy czasem nie noszą obrączek. W tym roku w Wielkopolsce założono co najmniej 53 obrączki na ten gatunek (głównie Maciej Szajda, Bartosz Krąkowski i Adam Loręcki z Zespołu Obrączkarskiego Rościnno, małą cegiełkę dołożył Zespół Obrączkarski Rogoźno (klik! klik!). Zresztą czaple obrączkuje się nie tylko u nas, Łukasz Matyjasiak donosi, że w Mazowieckiem założył w tym roku 40 plastików.

Łukasz Matyjasiak: obrączkowanie czapli siwej

Łukasz Matyjasiak: obrączkowanie czapli siwej

Rybitwa rzeczna z Niemiec

Czas czytania śmieszek w koloniach lęgowych powoli, acz nieubłaganie, się kończy. Rozległe podsumowanie napiszę, gdy sezon definitywnie zostanie zamknięty. Teraz, tak na szybko, jedynie dwie liczby dotyczące tylko północno-wschodniej Wielkopolski: 170 czytań na 130 różnych osobnikach. Czytelniczy sezon „śmieszkowy” płynnie przechodzi w „rzeczny”, gdy więcej uwagi poświęcam rybitwom, głównie rzecznym, ale i czarnym.

Co prawda pierwszą rzeczkę przeczytałem 28 kwietnia na noclegowisku nad Jeziorem Maltańskim w Poznaniu. I od tego dnia udało się skontrolować 12 innych rybitw rzecznych. Część z nich to powroty ptaków obrączkowanych w uprzednich latach w Wielkopolsce. Takie stwierdzenia cieszą, bo zawsze miło spotkać „starego” znajomego/znajomą. Jednak zawsze wypatruje się nowego ptaka, takiego, którego historia nie była wcześniej znana.

W minionym miesiącu udało się kilka nowych wykryć, m.in. kolejną z Izraela (już czwartą). Jednak najbardziej cieszy odczytanie metalu z Niemiec. Udało się tylko dlatego, że ptak siedział na linii wysokiego napięcia, która zwisała mi nad głową. Rybitwa został zaobrączkowany 13 lipca 2008 roku jako pisklę w kolonii Seelow w Brandenburgii. Odległość od miejsca zaobrączkowania wynosi 191 km. Jest duża szansa, że ptak będzie lęgowy w Wielkopolsce.

Adam Loręcki: „kolorowe” żurawie sezon 2019/2020

Kilka lat temu odczytywanie ptasich znaczników stało się moją życiową pasją, której poświęcam sporo wolnego czasu. Cieszą mnie zarówno nowo spotkane oznakowane ptaki, jak i starzy znajomi. Z racji tego że sam obrączkuję, głównie gęsi, żurawie, mewy, a ostatnio też rybitwy, to grupom tych ptaków poświęcam najwięcej uwagi, przeglądam wielotysięczne stada gęsi, skupiska mew, noclegowiska żurawi.

Oznakowane żurawie w mojej okolicy można spotkać relatywnie często, a to dlatego, że jest to gatunek preferowany przez większą grupę lokalnych obrączkarzy, którzy od kilku zajmują się znakowaniem i badaniem tego gatunku. (Więcej informacji o naszym projekcie na stronie: Polish Crane Research Group – klik! klik!). Do tej pory nazbierało mi się: 757 odczytów polskich żurawi ze 121 różnych ptaków. Oczywiście od czasu do czasu trafiają się goście z zagranicy, rzadko, bo mimo intensywnego przeglądania – w każdym sezonie – dziesiątków tysięcy żurawi we wcześniejszych latach odczytałem jedynie trzy zagraniczne ptaki oznakowane w Finlandii.

Większość państw znakuje swoje ptaki inaczej niż my, a mianowicie używają kombinacji sześciu kolorów, dodatkowo – od niedawna – Finowie wprowadzili także kod alfanumeryczny na swoje ptaki, który teoretycznie nie jest potrzebny, bo wystarczy sam zestaw kolorów, ale jak się okazuje czasem jest niezbędny, bo potwierdza tożsamość konkretnego osobnika. Jest to mega zagmatwane i trudne w odczycie. Wszystko tam ma swoje miejsce, każdy kolor, ułożenie ich względem siebie, ważne też jest gdzie to i na której nodze jest (a wbrew pozorom czasem nie jest to takie łatwe szczególnie w dużych stadach np. na noclegowisku, gdzie właściwie trudno określić która noga należy do którego ptaka). Dodatkowo w słabym świetle poranka lub gasnącym wieczorze odróżnienie zielonego czy niebieskiego od czarnego jest wręcz niemożliwe. No i w tym wszystkim bardzo łatwo o błąd! Pewnie dlatego Fińska centrala dodała na obrączki alfanumeryczny kod weryfikacyjny.

W Polsce zakładana jest biała obrączka z trzyznakowym kodem: litera + dwie cyfry. Obrączka jest niższa, bo składa się z jednego pierścienia a nie trzech, a to powoduje, że jest czytelna z mniejszej odległości. Dodatkowo, niezależnie od państwa czy sposobu znakowania, zawsze zakładana jest obrączka metalowa.

Miniony sezon był dla mnie wyjątkowy dobry jeśli chodzi o ilość odczytanych kolorowych żurawi z zagranicy. Pierwszego ptaka wypatrzyłem w lutym w okolicach Wągrowca. Przebywał w stadzie ponad stu ptaków żerujących na polu, ale warunki były ciężkie, zbliżał się zmrok, słabe światło i dodatkowo silny wiatr, co skutecznie uniemożliwiło poprawną identyfikację kolorów. Na szczęście ptaka udało się ponownie odnaleźć następnego dnia i niestety okazało się że żuraw ten zgubił po jednym kolorze z każdej nogi, dodatkowo pozostałe obrączki były już tak mocno zniszczone, że kolor czarny z jednej strony był już biały.

Jak wspomniałem powyżej, do pełnej identyfikacji niezbędny jest komplet sześciu kolorów, więc ten żuraw jest już nieidentyfikowalny (poza odczytem obrączki metalowej). Udało się ustalić, że został zaobrączkowany w Estonii i ma minimum 15 lat. Wielka szkoda, że nie ma szans na poznanie pełnej, z pewnością ciekawej, historii tego ptaka!

Kolejne kolorowe żurawie spotkałem po kilkunastu dniach w okolicach Kiszkowa, gdzie w stadzie ponad dwustu osobników było 8 oznakowanych ptaków: sześć polskich i dwa zagraniczne. Pierwszy z zagraniczniaków zaobrączkowany został 8 lipca 2017 roku w okolicach Zemīte na Łotwie (kombinacja sześciu kolorów). Drugi to Fin, który zaobrączkowany został 13 lipca 2018 roku w okolicach Pyhäjärvi (sześć kolorów + kod alfanumeryczny).

I gdy już myślałem, że limit na ten sezon został wyczerpany, to następnego dnia spotkałem kolejnego żurawia oznakowanego w Finlandii, który nocował na stawach w Łukowie. Tu niestety sprawa nie przedstawia się tak dobrze. Niby rozpoznałem, odczytałem i zapisałem pełen zestaw kolorów. Nawet udało się zrobić dokumentacyjne zdjęcie, ale świtało było marne. Wprowadziłem dane do Polring, po kilku tygodniach stacja zapytała, czy udało się odczytać kod alfanumeryczny. No nie, niestety. Finalnie odczyt został odrzucony, jako niemiarodajny, gdyż jeden z ciemnych kolorów, który został rozpoznany przeze mnie jako czarny, mógł być równie dobrze granatowym lub zielonym, a bez alfanumerycznego kodu weryfikacyjnego (o którym wspominałem powyżej) Fińska Centrala uznała odczyt za niepewien. I tak w zaledwie dwa tygodnie spotkałem aż cztery żurawie z biżuterią z zagranicy. Dwa udało się pozytywnie zweryfikować i uzyskać dane pierwotnego obrączkowania, a dwa pozostają „no name”. Może w przyszłym sezonie będzie jeszcze lepiej. Tymczasem wszystkim polecam przeglądanie naszych rodzimych żurków, a nóż widelec trafi się jakiś z naszego projektu.

zdj. Wiktor Kroker

zdj. Wiktor Kroker

Bazyli Polednia: The Best Off

Z tej strony Bazyli, zostałem zaproszony przez Maćka do gościnnego udziału na jego blogu i jestem bardzo wdzięczny za możliwość podzielenia się tu z Wami moimi obrączkarskimi doświadczeniami. Tematem posta miał być najlepszy odczyt z 2019 roku lub najlepszy odczyt w moim życiu. Postanowiłem spróbować połączyć oba motywy, ponieważ mowa o obserwacji z początku stycznia bieżącego roku, więc niewiele brakuje do ubiegłego, dodatkowo jestem przekonany, że jest to dla mnie jedna z najbardziej cieszących obrączek jakie odczytałem w terenie. Ale od początku…

W pierwszy weekend stycznia, a dokładnie w niedzielę piątego, wspólnie z dziewczyną pojechaliśmy na obrączkową objazdówkę po portach w okolicy Trójmiasta. Trasa dosyć typowa dla tego typu wypraw – w planach wczesny przyjazd na Hel, a potem w drodze powrotnej postoje w najbardziej sprawdzonych miejscach takich jak Jurata, Jastarnia, Władysławowo, w zależności od tempa może również Kaczy Winkiel i marina w Gdyni. Prognozy pogody wydawały się przeciętne, ale żadne nie pokazywały deszczu, więc liczyłem, że uda się odczytać coś fajnego po świątecznej przerwie.

Równo o 8:00 byliśmy na Helu, zaparkowaliśmy koło Urzędu Miasta i po kilku minutach byliśmy już gotowi: z przyszykowanymi lornetkami, aparatem i lunetą. Poszliśmy do portu. Szybkie przejrzenie okolicy – generalnie pusto… Jedno trochę większe stadko mew siedziało na plaży przy fokarium, ale zostawiliśmy je sobie na później. Na latarniach w przystani kilka srebrzaków, wszystkie gołe, więc powoli zacząłem się już nastawiać na odczyty w następnych punktach objazdu. Nawet na wodzie niewiele – ledwie jakaś jedna lodówka kręcąca się przy brzegu. Jeszcze tylko szybkie przejrzenie kormoranów siedzących na barierkach przy pirsie prostopadłym do brzegu i można iść dalej. Przez lornetkę niewiele było widać, więc szybko strzelone dwie foty, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że pierwszy punkt programu odhaczony. A tymczasem – coś się na tych zdjęciach świeci. Jeszcze jedno zdjęcie, tym razem już z konkretnym ptakiem w centrum zainteresowania – ma metal.

No i zaczęły się do niego podchody – światło w styczniowy, mocno pochmurny poranek w połączeniu z silnym wiatrem zdecydowanie nie ułatwiało sprawy, a biorąc pod uwagę odległość ptaka i to, że blacha nie była pomalowana, bałem się że niewiele uda się z tego wyciągnąć. Mimo to nie mogłem się tak łatwo poddać – byłby to mój pierwszy w życiu „korek”! Zacząłem przymiarki do znalezienia najlepszego ujęcia, nie mogłem się zdecydować pomiędzy lokalizacjami na trzech pirsach, więc nie zabrakło chodzenia w tę i z powrotem. Ptak na szczęście siedział w bardzo dogodnej do zdjęć pozycji – jako jeden ze skrajnych, po tej bliższej dla mnie stronie. Dosyć szybko udało się odczytać początek obrączki („MM”), natomiast warunki do zdjęć były wciąż bardzo kiepskie, więc stwierdziłem że lepiej zaczekać godzinę, niż starać się go podejść teraz i spalić całą akcję. Około 9:00 słońce już trochę mocniej operowało zza chmur, a kormoran ustawił się w idealnej pozycji – na samym skraju całej grupy, z obrączką prosto w moją stronę. Ustawiłem się więc na tym samym pirsie co on i zacząłem szukać najlepszego ujęcia. Po chwili kilka ptaków się zerwało – niestety on również. Zaczęły kołować, a mój wzrok razem z nimi, nie spuszczając z oczu tego konkretnego. Kilka minut później usiadł z powrotem, tym razem na latarni trochę dalej ode mnie, ale z obrączką cały czas zwróconą w moją stronę. Po zrobieniu dodatkowej serii zdjęć uznałem, że lepszych ujęć niż te mieć już raczej nie będę, a reszta portów sama się tego dnia nie obskoczy, więc pełny nadziei, że uda się odczytać pełny numer poszedłem w stronę fokarium.

Szybki przegląd plaży – blach brak, mojego nie-obrączkarskiego celu na ten wyjazd, czyli mewy polarnej też nie ma, więc pakujemy się do auta. Ale zanim ruszyłem ciekawość wzięła górę, odpaliłem na ekranie aparatu wszystkie zdjęcia po kolei. Ku mojej radości jedno ujęcie z chwili tuż przed odlotem ptaka na latarnię wydawało się niezwykle obiecujące. Po powrocie do domu zrzuciłem wszystko na komputer i po powiększeniu – jest, cały numer widoczny! Z około 150 zdjęć, numer czytelny jest tylko na jednym i to od razu praktycznie cały. Ptak okazał się Finem, a po konsultacji z tamtejszą centralą udało się ustalić, że jest to ptak zaobrączkowany w czerwcu 2019 r. jako pisklę w gminie Virolahti, tuż przy granicy z Rosją (odległość w linii prostej 83 4km).

Opisy zdjęć:
1. Dokumentacyjne zdjęcie, żeby sprawdzić czy któryś ma obrączkę – coś się błyszczy…
2. Początek numeru udało się odczytać dosyć szybko
3. Jedyne zdjęcie z którego udało się odczytać pełny numer

Zbiornik Jasień w Gdańsku: kolonia śmieszki

Kilka dni temu byłem w 3city. Rodzinnie, ale oczywiście znalazłem trochę czasu, aby pobiegać za zaobrączkowanymi ptakami. O tej porze roku ciężko o mewy nad morzem, dlatego wybrałem się nad zbiornik retencyjny Jasień w Gdańsku. Stosunkowo niewielkie oczko wodne z trzema sztucznymi wyspami, które są okupowane przez kolonię śmieszki. Oszacowałem, że zajętych gniazd jest około 150.

Czytanie śmiech w kolonii ma swój urok… Trzeba mieć dużo cierpliwości i samozaparcia. Skanować wielokrotnie te same ptaki siedzące na gniazdach, bo może akurat któryś się ruszy i objawi się obrączka. Lubię taką „zabawę” w kotka i myszkę. Co prawda ciężko przeżyć, gdy ptak faktycznie wstaje na chwilę, objawia się plastik, człowiek notuje jeden lub dwa znaki, a potem osobnik siada i siedzi bez ruchu kolejną godzinę, drugą, etc. Taki przypadek miałem właśnie w Gdańsku. Zanotowałem Tn1n i kolor: YEL. Spędziłem nad zbiornikiem jakieś 3 godziny i przez cały ten czas śmieszka się nie ruszyła.

Z drugiej jednak strony udało mi się odczytać 7 znaczników: 1 metal i 6 plastików. Metal z PL (założony 15 lipca 2014 roku na pisklę w rezerwacie Ujście Wisły), po jednej obrączce z NL i HR, a reszta z PL. Większość odczytanych ptaków dostało kategorię „lęgowy”. Co ciekawe z tych 7 odczytów aż dla 5 osobników było to pierwsze ponowne stwierdzenie.

Śmieszka powyżej została zaobrączkowana przez Marcin Sowa 19 października 2015 roku w Stargardzie (wówczas jeszcze Szczecińskim) na zimowisku. Ptak regularnie pojawia się zachodniopomorskich okolicach – zimą i ma 25 odczytów stamtąd. Na początku lutego br. spotkałem się z nim nad Jeziorem Miedwie. Dobrze wiadomo gdzie zimuje, ale gdzie przystępuje do lęgów? Zagadka się rozwiązała w kolonii Jasień: ptak stał przy gnieździe, partner/partnerka wysiadywała, dodatkowo przy zmianie zauważyłem 1 jajo.

Śmieszka powyżej została zaobrączkowana 18 maja 2017 roku jako ptak po 2 kalendarzowym roku życia. Ptak przebywał w kolonii lęgowej w Bydgoszczy. Po 1079 dniach okazało się, że mewa zmieniła miejsce i przeniosła 140 km na północ.

Właściwie każdy ze skontrolowanych ptaków ma swoją intrygującą historię. Dlatego warto zadać sobie trochę trudu i poczytać mewy w koloniach lęgowych. Do czego szczerze namawiam!

Dwa bociany: czarny i biały

Czwartek: jak co dzień jadę do pracy rowerem, jest kilka minut przed siódmą, za bramą ICHOT wjeżdżam na „wartostradę”. Spoglądam na Cybinę, stan wody niski, wręcz niepokojący. Między trzcinami miga czarna bryła stojąca na dwóch badylach. Mózg szybko przetwarza informacje: bocian czarny i chyba ma obrączkę. Hamuję, za ostro, hajstra podrywa się do lotu, na usta cisną się niecenzuralne słowa pod własnym adresem… Na szczęście ptak ani myśli odlecieć, jedynie podleciał kawałek w dół rzeki, wylądował w szuwarach. Jestem mądrzejszy, cierpliwie i cicho podchodzę. Tak, ma białą obrączkę. Teraz tylko odczytać. Na szczęście mam ze sobą aparat. Po mniej więcej 30 minutach mam zdjęcie, na którym dobrze widać numer.

Osobnik, którego miałem okazję skontrolować, został zaobrączkowany przez Pawła Dolatę jako pisklę prawie 10 lat temu w okolicach Lgowa w Wielkopolsce. Odległość między pierwotnym a moim stwierdzeniem wynosi 52 km. Jak na dziesięciolatka nie ma wielu odczytów, bo siedem. Co ciekawe w drugiej dekadzie marca b.r. ptak był widziany w okolicach Szydłowca Śląskiego w województwie opolskim. Bociek ma już swoją pisaną historię, Błażej Nowak opisywał swoje spotkania z nim: klik! klik!

Poniedziałek: jadę do pracy, jest kilka minut po szóstej, chciałem być wcześniej, bo nawarstwiło się trochę roboty. Za bramą ICHOT wjeżdżam na „wartostradę”. Spoglądam na Cybinę, między trzcinami miga bryła białego pierza. Mózg podpowiada: pewnie łabędź niemy. I: stan wody niski, będzie widać, czy ma obrączkę. Zatrzymuję się, spoglądam przez lornetkę, a tam zamiast niemusa bocian biały z zielona obrączką. Ptak współpracuje – wychodzi na środek koryta, robię zdjęcia. Numer widoczny.

Bocian dostał obrączkę 10 dni temu, podczas wypuszczania na wolność. Przezimował w Ptasiego Azylu przy Uniwersyteckim Centrum Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Pokątnie udało mi się dowiedzieć, że razem z nim wypuszczono jeszcze 3 innych rehabilitantów. Ciekawe, czy spotkam któregoś z nich nad Cybiną?

Adam Anuszkiewicz: Zimujące mewy w Warszawie – sezon 2019/2020

To była moja pierwsza pełna zima, odkąd oprócz podglądania i fotografowania przyrody, zainteresowałem się wypatrywaniem obrączek. W okresie od 22 października 2019 do 24 marca 2020 roku odczytałem w Warszawie i Pruszkowie łącznie 80 znaczników na mewach z 12 różnych centrali. Ptaków najczęściej wypatrywałem w parkach: Szczęśliwieckim, Stawy Brustmana, Łazienki Królewskie, Park Szymańskiego, Park Potulickich w Pruszkowie oraz w Komorowie pod Pruszkowem.

Najstarszy z przeczytanych ptaków to śmieszka, która zaobrączkowana została w lutym 2005 w Warszawie. Wiek mewy obrączkarz określił: po 3 kalendarzowym roku życia, czyli jest to już wiekowy ptak. Okazuje się osobnikiem niezwykle tajemniczym i skrytym, bo przez 15 lat zaobserwowano ją zaledwie 11 razy i tylko podczas zimowania w Warszawie.

Najmniej spodziewanym odczytem była młoda mewa srebrzysta z metalem z Finlandii. Spotkaliśmy się podczas oglądania karmienia fok w Warszawskim ZOO. Podczas gdy wszyscy przypatrywali się i robili zdjęcia fokom, ja biegałem wzdłuż wybiegu z aparatem za mewami. Oprócz Finki były jeszcze dwa oznaczone srebrzaki, ale udało się odczytać jedynie polski metal założony w Gdańsku.

Najdziwniejszym odczytem była mewa spotkana w Komorowie pod Pruszkowem. Brakowało jej zewnętrznych lotek pierwszego rzędu w obu skrzydłach, przez co ciężko było określić jej gatunek. Nadal brakuje danych w POLringu, ale najprawdopodobniej ptak dostał obrączkę w Ptasim Azylu Warszawskiego Zoo.

Najbardziej owocnym dniem był 1 marca, gdy podczas tournée po Mokotowie i Śródmieściu. Odnotowałem wtedy 10 odczytów z 7 centrali (Polska, Czechy, Niemcy, Litwa, Węgry, Chorwacja i Rosja), to Rosjanka – spotkana w Parku Promenada – sprawiła mi największą radość. Gdyż mieliśmy okazję spotkać się 2 miesiące wcześniej nad kanałem Piaseczyńskim, jednak tego dnia udało odczytać się jedynie 3 ostanie cyfry.

Rekordzistką w odległości przemieszczenia jest śmieszka zaobrączkowana nad jeziorem Sempach w Szwajcarii. Nasze marcowe spotkanie było drugim ponieważ w lipcu zeszłego roku spotkaliśmy się w tym samym miejscu tzn. Komorów koło Pruszkowa. Odległość od miejsca zaobrączkowania 1066 km.

Oto lista odczytów w liczbach i miejscach obrączkowania:

  • śmieszka:

Polska 46: Warszawa 31, Świnoujście 2, Trójmiasto 3, Ełk 2, Wrocław 2, Włocławek 1, Olsztyn 1, Stargard 2, Kołobrzeg 1, Szczecin 1
Zagraniczne 30: Chorwacja 7, Czechy 6, Litwa 4, Niemcy 4, Węgry 3, Holandia 2, Szwecja 1, Rosja 1, Ukraina 1, Szwajcaria 1

  • mewa srebrzysta: Polska 2 Finlandia 1
  • mewa siwa: Polska 1

Autorem wpisu jest Adam Anuszkiewicz, który prowadzi na fb bloga: Ptakowo.

Objazdówka czytelnicza

W sobotę – z duszą na ramieniu i strachem przed MO – szybki objazd po Wielkopolsce. Udało się skontrolować sześć kolonii lęgowych śmieszki. Nie każda kolonia jest na tym samym etapie konstruowania. Niektóre się dopiero zawiązują, ptaki siedzą luźno, nie tokują, nie bronią terytoriów pod gniazdo, nie nanoszą materiału, nie budują – duża grupa pływa po zbiorniku wodnym. Z drugiej strony w jednej kolonii udało się już zauważyć gniazda z wysiadywanymi jajami. Ciekawostką jest obecność w dwóch różnych koloniach gęsiówek egipskich. W jednej para ptaków z młodymi (6x pull), w drugiej jeden osobnik, który sprawiał wrażenie „stojącego na straży” (gniazdowanie prawdopodobne?).

zdjęcie: Adam Loręcki

zdjęcie: Adam Loręcki

Objazdówka miała charakter stricte czytelniczy. W jednej kolonii nie udało się przeczytać ani jednego znacznika, w pozostałych – łącznie 25. Oczywiście nie udało się odczytać wszystkich widzianych obrączek, „puszczonych” bez odczytu zostało około 5 ptaków (3x metal, 2x plastik). Na pełne podsumowanie przyjdzie jeszcze pora. Tymczasem wspomnę jedynie o śmieszce odczytanej pierwszy raz od zaobrączkowania, czyli od dnia 5 czerwca 2014 roku; o ósmym (ale pierwszym w PL) odczycie ptaka zaobrączkowanego 18 czerwca 2017 roku oraz o pewnej Hiszpance…

Ptak otrzymał biżuterię 27 listopada 2013 roku na terenie Zoo w Barcelonie, wiek określony przez obrączkarza: ptak po 2 kalendarzowym roku życia. Czas od zaobrączkowania 2320 dni. Odległość od miejsca zaobrączkowania 1663 km. Mewa od 2015 roku jest regularnie czytana w różnych koloniach lęgowych w okolicach Poznania. Cieszy kolejny jej szczęśliwy powrót!

Zimujące śmieszki w Poznaniu: sezon 2019/2020

Data obrączkowania: 22.01.2017 r. Miejsce: Jakuševec-Zagrzeb, Chorwacja.

Data obrączkowania: 22.01.2017 r. Miejsce: Jakuševec-Zagrzeb, Chorwacja.

Skoro w ostatnich dniach przeczytałem pierwsze śmieszki w koloniach lęgowych, to czas najwyższy podsumować miniony sezon pod kątem zimujących ptaków w Poznaniu. Sezon, co prawda, nie należał do łatwych, gdyż ani Jezioro Maltańskie, ani Stare Koryto Warty nie zamarzły ni razu. Dodatkowo nie udało mi się przeczytać żadnej mewy w Parku Sołackim, choć kręciło się ich tam całkiem sporo. Dlatego rozszerzyłem swoje poszukiwania na inne miejskie parki oraz osiedla-blokowiska, co było dobrym posunięciem. Dla przykładu na Osiedlu Przyjaźni miałem 12 odczytów na 8 ptakach. 

Data obrączkowania: 21.06.2019 r. Miejsce: Babītes novads, Łotwa.

Data obrączkowania: 21.06.2019 r. Miejsce: Babītes novads, Łotwa.

Łącznie – skutecznie – skontrolowałem 64 śmieszki (149 czytań) z 10 różnych krajów. Miłym zaskoczeniem jest obecność jednego ptaka z Białorusi i dwóch Łotwy, a także spora frakcja osobników, które dostały biżuterię w Chorwacji (aż 9!).

Data obrączkowania: [brak pierwotnego]. Miejsce: [brak pierwotnego], Białoruś.

Data obrączkowania: [brak pierwotnego]. Miejsce: [???], Białoruś.

Część ptaków przylatuje zimować do Poznania już od kilku lat, choćby pewna Włoszka (o której już kiedyś pisałem: klik! klik!). Poza tym stwierdziłem śmiechy z następujących krajów: CZ (4), NL (1), LT (2), DE (3) i HU (2).

Data obrączkowania: 30.05.2019 r. Miejsce: Riether Werder-Vorpommern Greifswald, Niemcy.

Data obrączkowania: 30.05.2019 r. Miejsce: Riether Werder-Vorpommern Greifswald, Niemcy.

Jeśli chodzi o śmieszki zaobrączkowane w Polsce, to było ich 39, m.in.: 9 ptaków dostało obrączki w Poznaniu (jako ptaki zimujące); 9 ptaków przyleciało z Zachodniopomorskiego (głównie ze Stargardu); 4 ptaki zawitały z Warmińsko-Mazurskiego. Najstarsza z przeczytanych śmieszek została zaobrączkowana przez Przemysława Wylegałę 11 listopada 2010 roku w Parku Sołackim. W tym miejscu warto, abym wspomniał o projekcie Piotra Piliczewskiego, dla którego Mariusz Janowski zaobrączkował 15 zimujących w Poznaniu mew. Skontrolowałem jedynie dwie z tego zestawu, ale mam nadzieję, że część powróci jesienią 2020 roku.

Data obrączkowania: 24.01.2018 r. Miejsce: Hamburg, Niemcy.

Data obrączkowania: 24.01.2018 r. Miejsce: Hamburg, Niemcy.

Dla porównania jak trudny był miniony sezon wspomnę jedynie, że zimą 2018/2019 skontrolowałem 75 śmieszek (209 czytań) z 8 różnych krajów.

Data obrączkowania: 22.01.2020 r. Miejsce: Park Wilsona-Poznań, Polska.

Data obrączkowania: 22.01.2020 r. Miejsce: Park Wilsona-Poznań, Polska.

Data obrączkowania: 05.06.2019 r. Miejsce: Jezioro Ryńskie-Ryn, Polska.

Data obrączkowania: 05.06.2019 r. Miejsce: Jezioro Ryńskie-Ryn, Polska.

Data obrączkowania: 27.11.2018 r. Miejsce: Os. Zachód-Stargard, Polska.

Data obrączkowania: 27.11.2018 r. Miejsce: Os. Zachód-Stargard, Polska.

I cóż, że ze Szwecji

Gdy jestem „na ptakach” w Trójmieście, to staram się przejść plażą z Gdyni do Brzeźna. Oczywiście chodzi o wychwycenie jak największej ilości ptaków ozdobionych obrączkami ornitologicznymi. Nie inaczej było, gdy uskuteczniałem tegoroczny styczniowy spacer. Skupiam się głównie na mewach, ale kontroluję każdego napotkanego ptaka, także krzyżówki. I tak w okolicach dzikiej plaży Redłowie uśmiechnęło się do mnie szczęście. Wypatrzyłem samca krzyżówki z niepolskim metalem.

Zastanawialiście się kiedyś nad pytaniem: Ile polskich mallardów należy przeczytać, aby w końcu znaleźć jednego zagranicznego? Znam już odpowiedź. W moim wypadku było to 181 osobników.

Mój entuzjazm był ograniczony. Droga od wykrycia ptaka do potwierdzenia poprawności odczytu była wyboista i podszyta ciągłym strachem podsycanym przez spacerowiczów. Ptak intensywnie żerował, łaził w te i nazad, nie przystawał ani na chwilę, a jak tylko pojawiali się ludzie, to uciekał do wody. Bałem się, że za którymś tam razem już nie wyjdzie na brzeg. I faktycznie tak się stało. Trzy psy przepłoszyły mallarda skutecznie. Na szczęście miałem już zrobione ponad 250 zdjęć i byłem pewien, że mam cały numer i nazwę centrali.

Niedawno przyszła zwrotka. Ptak otrzymał biżuterię 24 listopada 2019 roku w okolicach Ottenby na szwedzkiej wyspie Olandia. Wykryty przeze mnie 43 dni od zaobrączkowania i w odległości 233 km od miejsca pierwotnego stwierdzenia. Został ponownie odczytany przez Huberta Mateuszczyka ponad miesiąc później.