O pisaniu

by maciej

Pisać mimo wszystko, wbrew rozpaczy. Nie: z rozpaczą. Nie wiem, jaka to rozpacz

[z: Marguerite Duras, „Pisać”, przeł. Magdalena Pluta, Świat Literacki, Izabelin 2001, str. 24.]


Pisanie jako główny nakaz. Pisanie jako przymus.
Pisać niezależnie od rozpaczy. Niezależnie od tego w jakim kierunku jest skierowana, czy na zewnątrz, czy do wewnątrz. Tak ją ukierunkować, by była motorem pisania. Pisać „z” i „wbrew” rozpaczy. Zaczynać, by przełamać rozpacz. Zaczynać, by się poddać rozpaczy. Zatopić się w niej, a potem wypłynąć na powierzchnię. Opaść na dno, by się potem od niego odbić. Pisać, by się przeciwstawić rozpaczy, ale także by się jej oddać. Czyż nie ma w tym sprzeczności? Nie wiem, pewnie jest. Pisanie nie ma być formą walki z rozpaczą, raczej należy ją wykorzystać, użyć. Jeśli poddasz się rozpaczy, to nie napiszesz ani linijki. Ukończyć książkę, napisać, to zatryumfować nad rozpaczą, wbić jej szpikulec do lodu pod lewy obojczyk.
Książki pisze się z emocji. Rozpacz jest jedną z nich, być może tą najmocniejszą, najsilniejszą, najbardziej konstruktywną, bo by powstało słowo zapisane na kartce, to należy rozpacz zwalczyć, tak ją użyć, by służyła, a nie zawadzała.
Z drugiej strony jeśli książka, którą właśnie napisałeś ma służyć, jeśli miała tylko opowiedzieć jakąś zgrabną historyjkę, a nie zapanować nad emocjami, to taka książka jest tylko marną reklamą.

Advertisements