Siła naszych upraw

by maciej

(…)Lone wyprostowała się, by cierpliwie wysłuchać opowieści starego Nathana o jego kolejnym, poplątanym śnie.
Nathan przeciągnął palcami po włosach i zamknął oczy, jakby chciał uporządkować szczegóły.
– Na zagonie fasoli podszedł do mnie Indianin, chyba Czejen. Pędy były zielone, delikatne. Obsypane kwiatami. Spojrzał na rzędy fasoli i potrząsnął głową, smutny jakiś. Potem mówi do mnie, że to szkoda, że woda była niedobra. Że było jej dużo, ale cuchnącej. No to ja: «Ale popatrz na te kwiaty. Wygląda mi na to, że będzie rekordowy plon». A on: «Najwyższe krzewy bawełny wcale nie dają największych plonów, a poza tym te kwiaty mają niewłaściwy kolor. Są czerwone». Spojrzałem i rzeczywiście, raz były różowe, to znów czerwone. Jak krople krwi. To mnie trochę wystraszyło. Ale kiedy znów spojrzałem, Czejen już zniknął. I płatki kwiatów znów były białe. To widzenie jest trochę jak historia, którą będziemy znów opowiadać dzisiejszego wieczoru. Pokazuje nam, jaka jest siła naszych upraw, jeśli je rozumiemy. Ale jak mogą nas zniszczyć, jeśli ich nie rozumiemy. I skąpać nas we krwi.

 

[Toni Morrison {właśc. Chloe Anthony Woffword}, „Raj”, przeł. Zbigniew Batko, Prószyński i S-ka SA, Warszawa 1999, str. 178.]

Advertisements