Tomasz Pułka: dwa sny

by maciej

#1

Sen (najnowszy jego mod.)
Jestem wrzucony w pokój, który przypomina ten, w którym mieszkałem z rodzicami przez pierwsze sześć lat swojego życia. W centrum stół kreślarski, na nim dużo linijek najróżniejszego rodzaju. Tylko linijki, żadnych papierów. Ściana po prawej jest bardzo zniszczona, kiedy na nią spoglądam widzę Magdę z aparatem. Zaczynam „bawić się”(?) w odwracanie głowy, kiedy tylko zobaczę czerwone światełko przy aparacie, oznajmiające, że zaraz będzie „pstryk”. W pewnym momencie odwracam głowę zbyt gwałtownie i upada mi ona na podłogę. Wszystko widzę w perspektywie gry TPP, więc nie podnoszę głowy. Magda jest natomiast bardzo przestraszona. Ja sam nic sobie nie robię z faktu, że moja głowa leży tuż przy moich butach. Na wprost siebie mam okno, które wygląda jak gdyby było wycięte z jakiegoś taniego, amerykańskiego filmu – za oknem pali się jakiś neon. W tym momencie uświadamiam sobie, że mówię na głos [zwykle moje sny są nieme, bez narracji] i kiedy wybieram słowo z pomiędzy [neon] „świeci się”, a „pali się”, on rzeczywiście się zapala. Obserwuję to już z głową na swoim miejscu. Płomienie wyglądają bardzo sztucznie, jak makieta ognia w kominku. Wychodzę przez okno i staję na gzymsie [wygląda to jak scena z niedawno obejrzanego filmu 1408]. Po chwili wracam do pokoju, gdzie Magda szuka papierosa. Wiem, że szuka TEGO papierosa, choć nie do końca zdaję sobie sprawę, co znaczy to skonkretyzowanie fajki jako „ważnego przedmiotu””. Pomagam jej spokojnie. [cięcie] Teraz Magda prowadzi mnie przez ubitą drogę, żeby w końcu pokazać mi jakiegoś chłopca ubranego w zimowy kombinezon, który próbuje puszczać latawiec. Zaczynam mu tłumaczyć jak to się robi, po czym już trzymam zawieszony wysoko w powietrzu szary latawiec, a chłopiec obok opowiada mi o sznurku (?) na którym zabawka jest zawieszona. Instynktownie czuję, że to mój syn i próbuję sobie przypomnieć jakie dałem mu imię. Wszystko kończy się tym, że w (?) skrzynce na listy, która jest na jakimś ogrodzeniu obok nas, zauważam czerwone światełko. Udaje mi się jeszcze tylko pomyśleć, że to aparat.


#2

Distance – „My demons”
Sprzedawcy (konstruktorzy?) studni robią oszałamiającą karierę w Polsce, jakbyśmy (my, Polacy) wcześniej studni nie znali. Zwłaszcza kobiety są zachwycone. Oddają się sprzedawcom (konstruktorom?) i wychowują ich dzieci. Wszystko idzie w niesamowitym tempie. Dopiero po kilku latach (?), wypełnionych stawianiem studni na każdym „kroku”, tuż obok siebie, a czasem nawet – jedna na drugiej, kiedy tworzą się olbrzymie, „studniane” monolity; przerażające ołtarze opiewające wydrążoną w ziemi dziurę, pełną powietrza – i właśnie! T y l k o powietrza. Więc dopiero po kilku latach (?) władze zauważają, że już niewiele studni „operuje” wodą, że są same dla siebie; jak te pawie ogony, mające przyciągnąć partnerki. Coś trzeba z tym zrobić. [cięcie] Jestem nauką języka. Nie, nie „nauczycielem”, nie „lektorem”, nawet nie „podręcznikiem”. Jestem nauką języka, i to nawet nie „języka obcego”; ale jakąś bezkształtną (a mimo to jakby „kościstą”; „chitynową”) gramatyką, składnią, fleksją, etc. Czasem, który upływa na przyswajaniu sobie nowych słów, nieświadomym ćwiczeniu koniugacji; takim, który upływa na marginesie „czasu właściwego”, jest jego „podzbiorem”; uchem kubka za które ten kubek się do ust podnosi.

– – –
{pierwszy sen Tomek przesłał mi w grudniu 2007; drugi pochodzi z krótko prowadzonego przez niego bloga onirycznego „insertjazz”}

Advertisements