O umieraniu

by maciej

Jednak z jakiegoś powodu nie mogę uwolnić się od myśli o ludziach leżących w takich starannie ukrytych miejscach służących umieraniu. Są bezużyteczni. Pochłaniają energię, pieniądze, pracę. Wywołują zniecierpliwienie albo obojętność. Wiem, jak to się odbywa, bo wiele razy widziałem: do pokoju wchodzą trzy, cztery osoby w pielęgniarskich strojach i lateksowych rękawiczkach. Dwie unoszą niemal nieważkie ciało, reszta w dwie minuty zdejmuje pieluchę, obmywa, zakłada nową. Po trzech minutach nie widać w ogóle śladów, że coś się działo. (…) Płacimy ludziom w lateksowych rękawiczkach (…). Płacimy za to, by towarzyszyli umieraniu. W końcu płacimy im za to, by w jakimś sensie umierali za nas. Bo przecież uczestnicząc w śmierci innych ludzi, w śmierci bliskich, sami trochę umieramy, sami stajemy się trochę bardziej śmiertelni. Po prostu kupujemy kolejną usługę(…).
Dziwna jest ta nasza cywilizacja. Ratuje, chroni, przedłuża nam życie. A jednocześnie czyni nas bezbronnymi wobec śmierci. Nie potrafimy się wobec niej zachować. Moją babkę do trumny myły i ubierały ciotki i sąsiadki. Mój sąsiad umierał w domu. (…)
Jest nas coraz więcej i coraz więcej będzie nas umierać. Coraz bardziej samotnie. Przynajmniej do czasu wynalezienia nieśmiertelności. Ale zdaje się, że nawet ta wynaleziona w przyszłości nieśmiertelność będzie po prostu przedłużającą się w nieskończoność samotnością. Bo o czym w końcu będzie rozmawiać taki nieśmiertelny z śmiertelnymi, których na nieśmiertelność nie stać?
O takich rzeczach myślę dzięki naszej suce.

[Andrzej Stasiuk, „Grochów”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012, str. 37, 39.]

Advertisements