Tyle ostatnio kłamiesz…

by maciej

Śniło mi się, że dwie moje koleżanki wyrzuciły jakiegoś starego faceta przez okno, żeby zająć jego mieszkanie i je komuś wynająć. Wiązało się to z tysiącem mistyfikacji, bo mieszkaliśmy wszyscy w jakimś squacie, gdzie było ciasno, wobec czego w ty nowym mieszkaniu też ciągle ktoś mieszkał, a jednocześnie cały czas trzeba je było komuś pokazywać i wtedy ci, co tam akurat byli, musieli chować się do szafy. W pewnym momencie, w związku z czymś, zadzwoniłem do Sosnowskich, odebrał Andrzej i pytam go, gdzie się umówiliśmy, na co on: Oczywiście w Niebie. Niebo to była knajpa psychodelicznie urządzona (tak jakby dawną Pralnię urządzał ktoś z odrobiną gustu i dysponujący jakimiś finansami), przysiadł się tam do nas Maleńczuk w metalowych okularach i z nową, lepszą fryzurą. Śniłeś mi się dzisiaj – mówię do niego. Niemożliwe – on na to – teraz ci się śnię. A potem moja mama, już w domu, przyjeżdża z Ostrowa z dwiema torbami pełnymi zakupów, ja właśnie muszę iść na pocztę, bo dostałem zawiadomienie, że czeka tam na mnie telefon komórkowy z wiadomością, a po drodze muszę odprowadzić rower do wiadomego mieszkania. Mama zła, ale idzie ze mną, ona z tymi torbami, ja z rowerem, wchodzimy na klatkę schodową, pukam, otwiera mi jedna z wiadomych koleżanek, uchyla drzwi, mówi, że właśnie oprowadza nowego klienta. Tyle ostatnio kłamiesz – mówię – że aż cię nie mogę poznać.



[Adam Wiedemann, „Rok w Medanie”, {w:} „Opowiadania”, Biblioteka Rity Baum, Wrocław 2011, str. 60-61.]

Reklamy