Wolverine vs. Romulus

by maciej


Dom Chrystusa Króla – Ośrodek Opieki Paliatywnej, gdzieś w małym, zasypanym śniegiem, miasteczku na dalekiej północy w Kanadzie. Na werandzie pełniącej rolę pokoju dziennego dla rezydentów, wśród cierpiących, półżywych, jęczących z bólu, śliniących się i innych z przyszytym szerokim uśmiechem, gdzieś z boku siedzi dwóch mężczyzn. Jeden na wózku inwalidzkim, który to pewnie specjalnie dla niego został zbudowany, bo jest jakoś dwa razy większy od standardowego. Ten siedzący na wózku, szklistym wzrokiem patrzy się na siedzącego przed nim małego człowieczka z bujną czupryną. Mały człowieczek to Wolverin, a sparaliżowany to Romulus. Wolverin przyjeżdża do tego ośrodka raz w roku w rocznicę śmierci swego syna Dakena, którego on sam zamordował. Dziś jest piąta rocznica. Każda wizyta wygląda tak samo: cały poranek, od śniadania do obiadu, siedzą naprzeciw siebie i nic nie mówią (zresztą Romulus jest niemową, jest całkowicie sparaliżowany i cały rok leży w łóżku, jedynie ten jeden dzień różni się od wszystkich innych). Po obiedzie Wolverin zaczyna opowiadać dlaczego uszkodził rdzeń kręgowy Romulusa i zrobił z niego warzywo.


 

Advertisements