[339. 67] Anna J. Szepielak, „Zamówienie z Francji”, Wydawnictwo Novae Res, wyd. I, Gdynia 2010.

by maciej


1. Ewa, bohaterka powieści Anny J. Szepelak pod tytułem „Zamówienie z Francji”, jest byłą nauczycielką, która odkryła, że jej prawdziwym, życiowym powołaniem nie jest uczenie w szkole, a fotografowanie. Dlatego rzuca pracę w szkole i zatrudnia się w agencji fotograficznej, gdzie jako fotograficzka nie jest doceniana, do czasu, przez szefa-właściciela. W domyśle „nie jest doceniana”, ponieważ jest kobietą, a „do czasu” realizacji zamówienia z Francji, a dokładnie z Prowansji. Zresztą zamówienie przypadło Ewie tylko dlatego, że warunkiem otrzymania zlecenia przez agencję, było wysłanie kobiety-fotgrafika. Ewa wyjeżdża na dwa tygodnie do Francji, gdzie robi zdjęcia, poznaje historię rodziny zleceniodawczyni, zaprzyjaźnia się z niektórymi członkami tej rodziny, ma wizjonerskie sny, esemesowo rzuca swojego chłopaka w Polsce, zakochuje się, pomaga oswoić się z „potworami przeszłości”, rozwiązuje niektóre zagadki przeszłości rodziny…
2. Powieść „Zamówienie z Francji” jest przykładem sagi rodzinnej, którą można umieścić w nurcie tzw. literatury środka. Monika Frenkiel w swojej recenzji napisała, że jest to „babskie czytadło”. Pewnie tak, chociaż z całą pewnością określenie „czytadło” nie należy w tym wypadku rozpatrywać pejoratywnie i deprecjonująco. Fabuła powieści jest schematyczna, rozwija się w kierunkach podpowiadanych przez wyobraźnię czytelnika. Gdy na kartach powieści pojawiła się postać Gérarda, to pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy, była taka: „Pewnie się w nim zakocha i to ze wzajemnością”, faktycznie się stało. Gdy Eliza (zleceniodawczyni) mówi o swojej rodzinie i o powodach wynajęcia Ewy, pomyślałem: „Pewnie są ze sobą spokrewnione” i faktycznie. Co prawda taki rozwój wydarzeń wcale, o dziwo, nie spowodował, że chciałem tę książkę odłożyć z powrotem na półkę. Wręcz przeciwnie, książka mnie wciągnęła, zarwałem przez nią noc i następnego dnia szedłem do pracy półprzytomny.
3. Co prawda, momentami drażnił mnie język, jakim jest napisane „Zamówcie z Francji”. Autorce pewnie zależało, aby napisać książkę „językiem powieści”, dlatego dbałość, nadmierna moim zdaniem, o literackie piękno języka. Nie udało się uniknąć, niestety, wyświechtanych metafor, trywialnych, zużytych porównań. Irytujące jest także moralizatorstwo głównej bohaterki, która pozjadała wszystkie rozumy (kiedy?) i zna odpowiedzi na wszystkie pytania, dręczące postaci powieści.
4. Powieść Anny J. Szepelak okazała się idealnym przerywnikiem między powieściami José Saramago, a Sádora Márai.


[Książkę przeczytałem dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res, dziękuję.]

Reklamy