Przyjaźń, czyli funkcja

by maciej

„Błędnie też rozumie się często słowo przyjaciel albo w tym słowie już jest zawarty błąd i dlatego nie inaczej powstało to słowo, tylko właśnie tak. Nie oceniam przyjaciół, lecz funkcje, które milcząco sobie przyporządkowujemy i przyznajemy, żeby obserwować siebie wzajemnie, być uczynni, choć być może temu drugiemu to nie pasuje, ale brak oczekiwania tej uczynności zostanie nam wytknięty, wykorzystać obecność i nieobecność, i skarżyć się lub nie na jedną czy drugą, w zależności od sytuacji jakiejś bardziej wymagającej części naszego życia, w której nie ma przyjaciela. Z powodu tego ciężaru moralnego (wyrzutu sumienia, niepokoju moralnego albo solidnego oskarżenia przez rzeczone sumienie) spotkanie przyjaciół z założenia podobne jest do spotkanie bratnich dusz – wszyscy odłożyli to, czym nie można się podzielić z obecnymi, wszyscy zbiednieli albo pomniejszyli to, czym są (w tym, co dobre, i w tym, co złe), żeby stać się tym, czego się od nich oczekuje. Z tego powodu, kto bardzo chce zachować przyjaźń, żyje wstrząsany strachem, że utraci przyjaciół, i w każdej chwili upodabnia się do nich jak źrenica zachowująca posłuszeństwo wobec padającego na nią światła. Ale wysiłek, wykonywany przez grupę przyjaciół w tym dopasowywaniu się (jak dopasowałaby się do jednoczesnych świateł o innej ostrości, gdyby mogła je rozdzielić i reagować na nie pojedynczo?), nie może trwać dłużej niż zdolność każdego do utrzymywania własnej osobowości w powszechnie przyjętym diapazonie. Roztropne jest zatem nieprzedłużanie zbytnio spotkań, aby nie dojść do punktu zerwania, w którym każda z tych niewielkich gwiazd czuje niepohamowane pragnienie stworzenia w innym miejscu innej konstelacji albo po prostu pozwala sobie spaść, zmęczona, w czarną i pustą otchłań”.

[José Saramago, „O malarstwie i kaligrafii”, przeł. Wojciech Charchalis, Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o., wyd. I, Poznań 2010, str. 85-86.]

Advertisements