Adam Kaczanowski

by maciej

[18] Ocknął się i zerwał z łóżka. Szybko narzucił na siebie szlafrok i wyszedł na korytarz. Pies leżał na schodach.
– Chinina, wiesz, że w Chinach jedzą psy? – poklepał go po grzbiecie.
Wilczur tylko warknął przez sen, nerwowo ruszył łapą.
– Idę do Slumberlandu, wiesz? – rzucił jeszcze przez plecy, zbiegając, zeskakując po kilka stopni naraz.
W salonie, na wersalce spała mama. Podszedł do niej i połaskotał w wystającą spod koca piętę.
– Wybieram się dzisiaj do Slumberlandu, nie wiesz, gdzie mam zimową kurtkę?
Otworzyła oczy, spojrzała na niego nieprzytomnym wzrokiem.
– Śni mi się, że mój syn łaskocze mnie w piętę, mówi, że musi gdzieś iść i pyta o kurtkę… – powiedziała, bardziej do siebie, niż do niego.
– To nie sen, to ja! W Slumberlandzie podobno mają bardzo ciężkie zimy, więc chcę zabrać kurtkę – mówiąc to, pomachał dłonią przed jej oczami. Przyjrzała mu się badawczo.
– Cóż za pokrętny sen! Teraz mój syn, który mi się śni, przekonuje mnie, że nie jest snem – cmoknęła, pokręciła głową z uznaniem.
– Mamo, obudź się! – zawołał zniecierpliwiony.
– …i jeszcze prosi mnie, żebym się obudziła. Podobno to częste w snach, kiedyś tak miała ciotka Kornelia. Śnił się jej mąż, który mówił do niej, żeby się obudziła. Potem śniło jej się, że się obudziła…
– Halo! Czujesz, dotykam cię, dotykam twojego ramienia – popukał ją palcem w ramię, chcąc przekonać do swojego istnienia.
– Teraz szturcha mnie w ramię… Dawno nie miałam tak upierdliwego snu – skomentowała.
– Nie śnię ci się, stoję tu naprawdę i chcę się pożegnać przed daleką podróżą.
– To sen o synu, który opuszcza dom i udaje się w daleką podróż… Co to może znaczyć? Mam nadzieję, że nie zapowiada to jakieś ciężkiej, przewlekłej choroby w rodzinie…
Usiadł bezradnie na fotelu. Na szczęście usłyszał kroki, ucieszył się widząc nadchodzącego ojca. Tata stanął w drzwiach salonu, rozejrzał się po pomieszczeniu dziwnym, nieobecnym wzrokiem.
– O! Teraz w moim śnie o synu udającym się w daleką podróż pojawił się mąż! – oceniła sytuację matka – Ciekawe, co powie?
– Śni mi się moja żona, która myśli, że śni jej się, że ja się jej śnię… – tak zabrzmiały pierwsze słowa ojca.
– Chyba zwariuję… – jęknął, widząc, że na niego też nie może liczyć.
– To musi być jednak choroba… Syn mówi coś o utracie zmysłów… Daleka podróż sugeruje oddalenie się od świata, utratę… – zinterpretowała wszystko mama.
– Teraz moja żona, która mi się śni, próbuje odgadnąć znaczenie snu, który jej się śni! – ojciec aż przyklasnął.
– Nie śpisz tato, tylko chodzisz po salonie. Ja tu jestem naprawdę! – podjął jeszcze jedną próbę porozumienia się z rodzicami.
– We śnie mogę sobie na wiele pozwolić… Masz najbrzydsze stopy, jakie kiedykolwiek widziałem – ojciec zakomunikował mamie.
– Boże, to ja zachoruję, najpewniej zaniemogę na nogi! – przykryła stopy, opatuliła je szczelnie kocem.
– I ten kretyński mebel! – ojciec, jakby wstąpiła w niego jakaś nadludzka siła, podniósł stolik i rzucił nim, celując w matkę. Przeleciał tuż nad jej głową, w ostatniej chwili się przed nim uchyliła.
– Ileż agresji w tym śnie! – zawołała przerażona. Ojciec wskoczył na nią i zaczął okładać poduszką.

– – –
[Adam Kaczanowski, rozdział nr 18 powieści pt: „Slumberland. Nowe przygody małego Nemo”, 40 rozdziałów można przeczytać o tu: klik, a pozostałe 3 o tu: klik; właściwie chciałem dodać w tej notce film: „Adam Kaczanowski – rys psychologiczny” (film jest o tu: klik, koniecznie!, klik), jednak mi się nie udało, poniosłem porażkę.

Advertisements