Dni dni dni

by maciej

Dni mijają. Dni mijają, a niewiele się zmienia, krajobraz stoi w miejscu, ja stoję w miejscu; dni mijają, nie potrafię się za nic zabrać, nie potrafię się ogarnąć, nie potrafię się pozbierać, choć ubieram się codziennie, codziennie wstaję i wypełniam dzień. A dni się ze sobą mieszają. Nawet nie o to chodzi, że są do siebie bliźniaczo podobne, właściwie są takie same. Z dnia na dzień upodabniają się do siebie, zaczynają zlewać się w jedną masę. Minął miesiąc. Mija drugi, a ja mam wrażenie, że minął jeden dzień, jeden długi, bardzo długi dzień. Wszystko się ze sobą zlewa, łączy, zaplata. Wydarzenia poszczególnych dni stapiają się ze sobą. Wkomponowują się w siebie. Gubię się. Jestem trawiony przez przygnębienie. Przestaję pamiętać, kiedy i co miało miejsce. Kiedy byłem w Brzeźniaku? Byłem dwukrotnie, pamiętam, ale kiedy? Byłem na Śląsku u Rodziców? Tak, byłem, jednakże nie pamiętam kiedy. Czym różni się poniedziałek od środy, czy czwartku. Niczym specjalnym. Właściwie niczym. Jedynie lekturą, którą właśnie czytam, bo dni wyglądają tak samo, dlatego właściwie są tym samym dniem. Skoro wstaję rano, piję kawę, jem kanapkę, znoszę rower na ulicę, zapalam papierosa i jadę 15 minut do pracy (Odróżniam wtorek, środę i piątek, bo w te dni „spotykam” na Ostrowie Tumskim zakonnicę, która stojąc w budce, rozmawia przez telefon. Oczywiście spotykam ją wtedy, gdy wyjadę przed godziną 08:00 – najlepiej tak za 5 – jeśli jadę wcześniej lub później, jeszcze lub już jej nie „spotykam”. Ubrana jest w granatowy habit z czepkiem w jaśniejszym kolorze na głowie. Zawsze tak samo odziana, niezależnie od pogody, niezależnie od tego czy pada, czy wieje, czy słońce zaczyna świecić jak oszalałe. Nigdy nie widziałem jej dochodzącej, bądź odchodzącej od budki telefonicznej, więc nie wiem, czy garbi się dlatego, że wiata budki jest tak nisko ustawiona, czy garbi się z zasady – z ciała. O czym i z kim może rozmawiać? Nurtuje mnie to pytanie, ale pewnie nie wypada zatrzymać się i zapytać). Wczoraj jadąc do pracy, wypadłem z roweru. Rozdarłem kolejną parę spodni w tym roku. Obiłem kolana, zdarłem naskórek z dłoni, obiłem prawy pośladek. Kierowca samochodu, dzięki któremu wypadłem z roweru, nawet się nie zatrzymał.

Reklamy