[Cormac McCarthy, „To nie jest kraj dla starych ludzi”, przeł. Robert Bryk, Prószyński i S-ka SA, Warszawa 2008, str. 238.]

by maciej

Kiedy umarł, dwa razy mi się śnił. Pierwszego snu nie pamiętam zbyt dobrze, ale w nim spotkałem mojego dziadka w jakimś mieście i dał mi trochę pieniędzy, które chyba zgubiłem. Jednak w drugim obaj wróciliśmy do dawnych czasów. Jechałem konno przełęczą górską w nocy. Było zimno, na ziemi leżał śnieg, a dziadek mnie minął i pojechał dalej. nie odzywał się ani słowem. Po prostu jechał dalej ze zwieszoną głową, owinięty kocem. Kiedy mnie mijał, zobaczyłem, że w wieńcu przy siodle wiezie żar, jak dawniej zwykło się robić. Widziałem wieniec w świetle żaru, który się w nim znajdował. Światło to przypominało blask księżyca. We śnie wiedziałem, że dziadek mnie wyprzedza, by gdzieś rozpalić ognisko w tym mroku i chłodzie, i że gdy dotrę na miejsce, on już tam będzie. I wtedy się obudziłem”.

Advertisements