Maryś: ‚książka bez tytułu i bez okładki’

by maciej

Biegnie do utraty tchu, a plecak ma pełen książek. Za nią biegnie chłopak, na oko lat 16. Długi czarny płaszcz, blond włosy do ramion, chłopięca twarz, chłopięca uroda chłopięcej twarzy i te dołeczki. Stoi i patrzy na tę twarz, nie może oczu od niej oderwać i nagle uświadamia sobie, że to Majus. Jej pierwsza, największa miłość. Na peronie stoi Majus. Na peronie nagle pojawia się pełno książek. Ona pakuje je do plecaków, siatek, toreb i nie może nadążyć. Wśród nich jest ta jedyna, ta szczególna – książka bez tytułu i bez okładki, ale to właśnie ta najważniejsza i najlepsza. Podnosi głowę i znowu patrzy na chłopca na peronie. Chłopiec uśmiecha się do niej niepewnie i widzi te pieprzone dołeczki w policzkach, ma coraz większą pewność, że to Majus, ale dlaczego nadal ma 16 lat? Majus podchodzi do niej i patrzy na wpół smutno na wpół radośnie. Wpadają sobie w ramiona i nadjeżdża kolejka. Książki zaczynają się wysypywać, zaczyna się pojawiać coraz więcej toreb i plecaków z książkami. Prosi Majusa, by jej pomógł, by z nią zawiózł książki, ale najpierw by wziął tę jedną, jedyną i przeczytał. Książkę bez tytułu, bez okładki. Majus wsiada do kolejki obładowany książkami, a tę jedną trzyma w kieszeni płaszcza na sercu. Kolejka zamyka jej drzwi przed nosem i odjeżdża, Majus zaciąga hamulec bezpieczeństwa, bo ona krzyczy, że też musi jechać. Nic to kolejka gwiżdże i odjeżdża. Zostaje sama na peronie i myśli o Majusie, który cholera wie dlaczego nadal miał 16 lat. Sekundę później siedzi w kucki w sushi barze przed nią płyną powoli łódeczki z jedzeniem i piękne różowe kwiaty lotosu. Wchodzi Javier i trzyma książkę bez tytułu i bez okładki”.

Reklamy