Pierwotne potrzeby

by maciej

Każdy człowiek ma swoje potrzeby i dąży do ich zaspokojenia, nawet Dżejms. Ponieważ zaspokojenie tychże, jest niezbędne do życia. Do życia, do przechodzenia z dnia w dzień, w kolejny i następny. Nie mam tu na myśli potrzeb drugiego rzędu, których realizacja powoduje nadprodukcję endorfin, chodzi mi o sprawę niezwykle prostą i podstawową, jak gryzienie po kostkach, czy drapanie do krwi, czy miauczenie w środku nocy. To właściwe Dżejmsowi potrzeby pierwotne, do których dodać należy jeszcze jedną, nieobcą nikomu, chodzenie do kuwety. Każda księżniczka, nawet taka, która pierdzi fiołkami, musi robić siusiu i kupkę, nie da się temu zaprzeczyć, choćby nie wiadomo, jak mocno się zarzekała. Dżejms tym bardziej, bo przecież żaden z niego książę. Co prawda jest wykastrowany, ale to nie robi z niego księżniczki. Dlatego to nie jest jego wina, że gdy kilka dni temu musiał zrealizować swoją pierwotną potrzebę, to naszczał do plastikowej, brązowej suszarki na naczynia. Na szczęście była pusta, wszystkie czyste naczynie stały w szafkach. Rozumiem dlaczego wybrał suszarkę na naczynia, ponieważ ze wszystkich domowych sprzętów najbardziej przypominała mu jego ulubioną, bo jedyną, kuwetę. Do tego plastik pachniał tak samo. To nie jego wina, że przewrócił dziesięciokilowy worek ze żwirkiem marki „Benek” o zapachu lawendy, który stał pod stołem. Przewrócił, wydrapał dziurę, wygrzebał żwirek i strzelił kupę, na szczęście na tardo. To nie jego wina, że próbując ją zakopać, rozsypał żwirek po całej kuchni. To nie jego wina, że szukając spokojnego kącika, w którym mógłby się odlać, znalazł go za drzwiami do dużego pokoju. To nie jego wina, że obok leżało kilka książek, które po wszystkim zabarwiły się na żółto i przeraźliwie cuchnęły. To nie jego wina, że książki nadawały się już tylko do wyrzucenia. Na szczęście były to książki z kupki „przeczytane”. To nie jego wina, że gdy wróciłem do domu, śmierdziało niemiłosiernie gównem i szczynami. To nie jego wina, że sprzątnięcie kuchni zajęło mi przeszło dwie godziny. To nie jego wina, że suszarka wylądowała w koszu na śmieci. To nie jego wina, że teraz nie ma w domu suszarki do naczyń. Wszystko to moja wina, tylko moja, a nie Dżejmsa. On realizował jedynie swoje pierwotne potrzeby. To ja nawaliłem. To moja wina, że rano, przed wyjściem do pracy, zapomniałem wyczyścić kuwetę. Właściwie, to nie chciało mi się. To moja wina, jestem leniem, bo przecież Dżejms nie zrobił tego wszystkiego ze złości, czy z zemsty, on jedynie realizował swoje naturalne potrzeby.

Reklamy