[Sándor Márai, „Wyspa”, przeł. Feliks Netz, SW Czytelnik, wyd. I, Warszawa 2009, str. 88.]

by maciej

„I czasami czuł się tak, jakby leciał w powietrzu; śniło mu się, że teraz on jest Lindberghiem, który przelatuje nad oceanem i oto jest między dwoma kontynentami i już nie może się cofnąć ani zawrócić, ani lądować; teraz już musi lecieć, dopóki nie dosięgnie ziemi. Kontynent, który opuścił, tak bardzo znajomy, swojski – to była Anna, ale celu, przystani, innego portu, ku któremu zmierzał, nigdy w swoich snach nie pomylił z Elizą; cel ów stanowił po prostu nieznany kontynent, do którego miał dotrzeć i gdzie nie wiadomo, co go czeka. Eliza była samym lotem, przeżyciem, zagrożeniem życia – tak to odczuwał – ale nigdy brzegiem. Ten sen był bardzo obrazowy, jak i pozostałe o czasie służby i mundurze, czasami zwracał uwagę na wysokościomierz, obserwował pogodę, deszcz, grad i burzę, przez które musiał przejść, aby dotrzeć do celu.”

Advertisements