Ktokolwiek widział

by maciej

Pchani, bądź co bądź, banalną ciekawością, poszliśmy zobaczyć wylew Warty. Przez Chwaliszewo na most Bolesława Chrobrego i dalej na most Biskupa Jordana. Cybinka rozlała się na całe koryto, jest tak szeroka niczym zwykle Warta. Lewy brzeg oprała o zabudowania Śluzy Katedralnej, a z prawej wchodzi po schodach na Ostrówek. Spacer, nie powiem, miły. Nie tylko my wpadliśmy na ten pomysł. Po Ostrowie Tumskim kręciły się, w asyście Straży Miejskiej i Policji, całe rodziny. Ojcowie z dziećmi pozowali do zdjęć na tle rozlanej rzeki, matki pstrykały foty. Taki piknik. Brakowało tylko śmierdzących kiełbasek z grilla, pana w białym fartuchu, który przygotowuje watę cukrową, grubej pani z naręczem balonów. Reszta bez zarzutu. Zrobiliśmy kółko, już bez zbędnego towarzystwa. Prawym wałem wzdłuż Cybinki, przez most kolejowy, potem wśród drzew ulicą Dziekańską. W krzakach śpiewał jakiś ptak. Staliśmy chwilę, słuchając. Ty upierałeś się, że to słowik, ja nie. Ptaszek był mały, wypatrzyłem go, siedział obok gniazda. Na drzewie przy Katedrze ogłoszenie, które nas rozpierdoliło: „Ktokolwiek widział moją mamę. Proszę o kontakt”.


Advertisements