Po Mikołowie

by maciej

W Mikołowie dobrej kawy nie mają. W dwóch miejscach próbowałem. Filiżaneczka firmowa lavazza, a płyn to jakaś lura, której nie dopiłem nawet do połowy. W innym miejscu niby segafredo, a pewnie znowu prima. Rozpacz. Czarna rozpacz, biała właściwie, ponieważ z mleczkiem. Kawa jest mi potrzebna do normalnego funkcjonowania. Jadąc do, obtarłem sobie o ramiączko torby lewe ramię, dźwigałem Króla. Dwadzieścia egzemplarzy „Czternastek” Króla. Miałem nadzieję, że wracając będzie mi lżej. Ale nie. Meleks wręczył mi w prezencie zestaw „Wirpsza & Balcerzan”. Miało być lżej, ale nie było. Na pożegnanie od Moniki dostałem anegdotkę z Wirpszą w tle: „(…) opowiedzieć historii o tym, jak biegłam na obcasach na dworzec. Zwątpiłam, wróciłam do domu po płaskie buty, a na peronie okazało się, że nie mam gotówki na bilet! Pożyczyłam od jakiegoś chłopaka w przedziale 2 zł, proponując w zamian Wirpszę. Nie chciał! Wyobrażasz sobie…”. Wyobrażam sobie, niestety.

Reklamy