[Juan Rulfo, „Pedro Páramo”, przeł. Kalina Wojciechowska, przekł. poprawiony, wyd. I, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2010, str. 69.]

by maciej

„Miałam dwa sny, jeden z nich nazywam błogosławionym, a drugi przeklętym. W tym pierwszym śniło mi się, że miałam dziecko. I póki żyłam, nigdy nie przestawałam wierzyć, że to prawda, bo czułam je w moich ramionach, mięciutkie, delikatne, pełne oczu, rączek i usteczek, długi czas zachowywałam w moich palcach dotyk jego uśpionych oczu i bijącego serca. Jak miałam nie wierzyć, że to prawda? Nosiłam niebożątko z sobą wszędzie, gdziekolwiek szłam, owinięte w chusteczkę, i nagle je straciłam. W niebie powiedzieli mi, że popełnili pomyłkę. Że dali mi serce matki, ale łono ladacznicy. To był ten mój drugi sen. Przyszłam do nieba, żeby zobaczyć, czy wśród aniołów nie rozpoznam twarzy mojego dzieciątka. Ale nie. Wszystkie twarze były jednakowe. Wtedy zapytałam się. Jeden z tych świętych przyszedł do mnie i nic nie mówiąc, zanurzył rękę w moim brzuchu, jakby ją zanurzał w masie wosku. Wyciągnął ją i pokazał mi coś jakby skorupę orzecha: Oto dowód, który cię przekona.”

Reklamy