Niektóre rytuały

by maciej

Kolejne książki przybyły w domowej biblioteczce. Na przestrzeni trzech dni powiększyła się o 5 (słowie: pięć) tomów – „Dzienniki 1956-1963” Jarosław Iwaszkiewicz, „Dno oka: Eseje o fotografii” Wojciech Nowicki, „Pedro Páramo” Juan Rulfo oraz dwa komiksy „Lucyfer: Interno” i „Armada: Wolna sfera”. Ciężko mi pozbyć się jakiejkolwiek książki, nawet gdy wypożyczam, to cierpię. Ale niezwykle łatwo wejść do księgarni i kupić, coś wynieść, zdobyć. Trudniej książkę oddać, niż wnieść do domu nową. Oddałem tylko kilka książek i to tylko takie tytuły, które miałem zdublowane. Tomy jakby same wchodziły do domu, jakby same się rozstawiały na podłodze po kątach, na nocnym stoliku, na półkach (mam wydzielone, osobne miejsce na komiksy, te kupione ostatnio już się w nim nie mieszczą, muszę wyszukać dla nich inne miejsce). Kupno niektórych książek jest konieczne, bo jak tu nie posiadać (właśnie!!!) kolejnej książki Saramago lub Márai? Ale za wspomnianą koniecznością, często idzie zapomnienie. Oczywiście, kiedyś przeczytam te wszystkie książki, tylko kiedy? Po przyniesieniu książki, nim zostanie odłożona na „swoje miejsce”, wypełniam mały rytuał: odginam okładkę, aby się dobrze złamała, wprowadzam do pliku i na ostatniej stronie podpisuję książkę – od tego momentu jest moją własnością, „nasikałem” na nią (znam takie osoby, które na karcie tytułowej zapisują datę dzienną zakupu i miasto zakupu). Mam też inne rytuały, po przeczytaniu – wpisuję w pliku dokładną datę przeczytania, dokładne dane bibliograficzne, a obok numer w tegorocznej kolejce książek przeczytanych. Jakby to miało jakiekolwiek wartość, czy w tym roku przeczytałem 100 książek, czy tylko 56. Jakby miało, a przecież nie ma. Czy to prawda, że wielkość domowej biblioteki ma znaczenie? Wystawiamy książki na pokaz. Chwalimy się nimi. Opowiadamy. Potwierdzamy: „Mam / Nie mam”. Wszystko to z niejakiej próżności, niby pod pretekstem nieśmiałości (mówiąc o książkach ważnych, właściwie mówimy o sobie), jednakże aby wzbudzić zazdrość. Wchodząc do czyjegoś domu, pierwsze kroki kierujemy do półki z książkami, aby w głowie porównać ów zbiór z własnym, zweryfikować i ocenić gospodarza pod kątem jakości i możliwości przyszłej rozmowy. Łapię się na tym, że sam tak, niestety!, robię…

Advertisements