Telefon [fragm.]

by maciej

Czułem się zmęczony (…), potem i kurzem. Ludźmi jeżdżącymi tramwajami, którzy strasznie śmierdzą. Śmierdzą niezależnie od wieku. Młode, nastoletnie dziewczyny, mimo uwodzicielskich uśmiechów (Ich krystalicznie białe zęby, proste, bez śladów osadu z papierosów czy kawy. Widać, że rodzice wydają grube pieniądze na ortodontę i dentystę. Szkliwo szkli się, świeci jakby było wypolerowaną kością słoniową.), śmierdzą także, choć najmniej. Z pobożnych lektur: „Dziewczyny”, „Wysokich Obcasów”, „Twojego Stylu”, „Cosmopolitan” nauczyły się oszukiwać i markować naturalne zapachy. Jednak najokrutniej cuchną starzy panowie. Staruszkowie, którzy oprócz woni przepoconego ciała, niemytego pewnie do kilku dni, oprócz brudnych ubrań (Wełniane marynarki ciągle w starczej modzie!), oprócz zapachu przetłuszczonych włosów, nie licząc smrodu wody po goleniu „Brutal”, wydzielają słodki fetor rozkładającego się ciała. Czuć od nich grobem, czającym się za każdym ostrym zakrętem, bądź mocniejszym szarpnięciem tramwaju. Ostre hamowanie, a w ich oczach widzę grozę, bo być może zerwała się trakcja elektryczna i trzeba będzie trzęsącymi się dłońmi dotknąć pantografu. Tak cuchnie strach. To nad nimi krążą grube muchy o zielonych odwłokach. Szuranie starczych nóg na tylnym pomoście przypomina poszum muszych skrzydeł.

Latem marzy mi się bezwonny człowiek, aseptyczny człowiek bez płci. Ja sam. Nie jestem kolekcjonerem zapachów. Nie chcę ich sublimować, przetwarzać w materię pierwszą. Latem się duszę, opada na mnie kurz, który lepi się do ubrania, do skóry, wdziera się pod paznokcie. Wdycham go i zaczynam kaszleć, choć piję codziennie wapno o smaku czarnej porzeczki, które jest obrzydliwe.

.

[całe opowiadanie jest dostępne na stronie: http://fundacja-karpowicz.org, wystarczy kliknąć: tu]

Reklamy