Popijając Coka-Colę

by maciej

Wyszedłem ze starego budynku dworca. No, zresztą sam byłem ubrany jak dziewiętnastowieczny kawaler z dobrego domu: czarne ubranie, surdut, melonik i laska. Szedłem przez wybrukowane ulice, aż znalazłem się w dzielnicy biedaków. Tam w jakiejś klatce czy też przejściu się zatrzymałem, usiadłem na drewnianych schodach. Po chwili przysiadły się do mnie cztery pankówy. Ubrane w charakterystyczny sposób. Były młode, miały po piętnaście lat. Ta, która miała włosy ufarbowane na różowo, wyjęła z plecaka Colę w puszkach i piliśmy ją, była bardzo zimna, wręcz lodowata. By się rozgrzać, usiedliśmy wszyscy bardzo blisko siebie i tuliliśmy się, przez chwilę nie było w tym podtekstu seksualnego. Ale jedna z nich chciała się ze mną całować, poprosiłem delikatnie, by tego nie robiła, bo po co.

.

[całość snów z Coca-Colą tu: http://niedoczytania.pl; zestaw przygotowałem z dedykacją dla Grzegorza Wysockiego, tu: http://finding-cola.blogspot.com.]

Advertisements