Cycowe

by maciej

Razem ze Zbyszkiem H. mam iść na ślub Reginy R., koleżanki Joanny W., do kościoła św. Rocha. Potem nad Wartą w namiocie ma się odbyć impreza weselna, na którą Zbyszek jest zaproszony, a ja nie. Teraz jesteśmy w domu Dariusza B. w Przeźmierowie. Szykujemy się. Kąpiemy. Golimy. Prasujemy koszule. Ubieramy garnitury. W tym domu są sami faceci, którzy mają iść z nami do kościoła. Muszę im wszystkim wiązać krawaty, ponieważ się okazało, że tylko ja to potrafię. Już mnie bolą palce i nadgarstki, zawiązałem ze 30 węzłów. Zbyszek siedzi obok na krześle, buja się i pali papierosa. „Myślisz, że za 300 cycowego Mariusz pozwoli mi pocałować panną młodą choć w jeden sutek?, pyta. „Nie wiem. To trochę mało”, odpowiadam. „Nie mam więcej, w tym miesiącu musiałem zapłacić pierwsze alimenty”, kończy i głęboko zaciąga się śmierdzącym mocnym.

Reklamy