Chciałbym się podzielić

by maciej

Przez miesiąc szukałem nowej muzyki. Czegoś co mnie powali, czegoś spowoduje, że rozpadnę się na małe kawałeczki. Zaczęło się od Aarona, którego przesłała mi Natalia. Potem szukałem dalej, szukałem i przeszukałem (przesłuchałem) łącznie 333 nowe piosenki, dokładnie 24 godziny i 17 minut oraz 25 sekund nowej muzyki, wcześniej nie znanej. Nie znalazłem nic, co powaliłoby mnie na kolana. Teraz chciałbym zdać relację ze swoich poszukiwań:

– Aaron Jerome, „Time To Rearrange” (2008); tak, dzięki Fisza, 5/6;

– Beady Belle, „Closer” (2005); elektro-jazz z miłym wokalem, podoba mi się, ale bez szaleństw, +4/6;

– Des’ree, „Dream Soldier” (2003); mało wciągający soul, 3/6;

– Emilíany Torrini, „Fisherman’s Woman” (2005); Boże, jaki ta Pani ma brzydki i dziecięcy głosik, -5/6;

– Emma Shapplin, „Macadam Flower” (2009); wolę klasyczne divy operowe, takie jak Magdalena Kožená, 3/6;

– Fay Wolf, „Blankets” (2009); EP-ka, skromne pop-wycie przy akompaniamencie fortepianu, +3/6;

– Fever Ray, „Fever Ray” (2009); intrygujący wokal w elektronicznym sosie, pani Andersson śpiewa tak, jakby przychodziło jej to z wielkim trudem, +4/6;

– Jaine Rogers, „Under Your Skin” (2009); klasyczne aranżacje jazzowe, a do tego całkiem przyjemny wokal, subtelne, pościelowe dźwięki, wyraźnie brakuje jakiegoś mocniejszego akcentu, 4/6;

– Laura Veirs, „Troubled By The Fire” (2003); prawie country, mało ciekawe, -3/6;

– Lene Marlin, „Playing My Game” (1998), „Another Day” (2003), „Lost In A Moment” (2005), norweski pop, żadnych zachwytów, 2/6;

– Mahalia Jackson, „Recorded Live In Europe During Her Latest Concert Tour” (2001), klasyka gospel & spirituals, -5/6;

– Maiko Watson, „Sweet Vibration” (2009); nawet miłe, ale nic poza tym, -4/6;

– Massive Attack, „Heligoland” (2010); stare, dobre czasu nie wrócą – niestety, 4/6;

– Mayra Andrade, „Stória, Stória…” (2009); wolałem poprzednią jej płytę: „Navega”, bo była bardziej żywiołowa, ale i tak jej zachrypnięty głos mnie uwodzi, -5/6;

– Melanie Fiona, „The Bridge” (2009); niebanalny głos w nurcie soul i r&b, niektóre aranżacje kawałków zaskakujące, 5/6;

– Natasha St-Pier, „Tu Trouveras… 10 Ans De Succès” (2009); francuskie pitu-pitu, przyznaję: nie dałem rady przesłuchać całości, -2/6;

– rad., „Getting Down Is Free” (2009); a to ciekawe, -5/6;

– ReNeda, „Never Give Up” (2009); trochę bardziej wciągający soul z elementami r&b, 4/6;

– Sabrina Starke, „Yellow Brick Road” (2009); ciepły r&b z elementami soul, da się słuchać, znaczy nie przeszkadza, dobre do zasypiania, -4/6;

– Shapes Stars Make, „These Mountains Are Safe” (2010); b. delikatny rock, który rockiem nazywany jest chyba tylko dlatego, że jest tu jakieś szczątkowe gitarowe granie, mało wokalu i to mi chyba najbardziej nie odpowiada, -3/6;

– Simphiwe Dana, „The One Love Movement On Bantu Biko Street” (2006); afro czad z elementami jazzu, fascynujący, transowy wokal, gdy śpiewa a capella, to ociera się o spirituals,  +5/6

– Soap&Skin, „Lovetune For Vacuum” (2009); ciemne, proste, elektroniczne, ciekawe, chwilami nawet bardzo, -5/6;

– Sophie Zelmani, „A Decade of Dreams 1995-2005” (2005); przyjemnie smutne, +4/6;

– Thomas Dybdahl, „En Samling” (2009); norweski Declan De Barra, ale z mniejszymi jajami, dzięki Karo, +4/6;

– Trizonna McClendon, „NewFamiliar” (2009); warte przesłuchania, ale nie powalające, popłuczyny po Sade, +3/6;

– Tori Amos, „Abnormally Attracted To Sin” (2009); nie potrafię się przekonać, -4/6.

Reklamy