W łazience na drabinie

by maciej

Stoję na drabinie w łazience. Łazienka jest rybnicka, rodziców. Mała, klaustrofobiczna i wyłożona białymi kafelkami od sufitu po podłogę, na ścianach także białe kafelki. Wiszą różowe ręczniki. Z okna jest widok na Wartę i most Królowej Jadwigi. Rzeką płynie kra, na której siedzą małe, czarne pieski. Stoję na drabinie, ale nic nie robię. Nie wymieniam żarówki, nie ściągam pajęczyn, nie myję okna. Stoję. Po drugiej stronie, w drzwiach, Anna S. Lewą ręką opiera się o framugę. Mówi, że właśnie wróciła z pracy, że jest bardzo zmęczona, że nie ma siły, że mi nie pomoże. Nie bardzo rozumiem, w czym ma mi pomóc. Jeszcze mniej rozumiem, co ona tu robi. Twardo stoję na drabinie. Tu jest moje miejsce. Z pokoju słyszę ciężki oddech ojca. Potem wielki hałas, coś się zbiło, przewróciły jakieś sprzęty, wiem, próbował wstać z fotela i podejść do łóżka, ale jego patykowate nogi nie wytrzymały ciężaru, więc upadł prosto na stół.

I choć minęły już dwa dni, to nadal nie potrafię sobie dokładnie przypomnieć, co w tym śnie robił Ludwik Dorn i dlaczego z Justyną G. szedł pod rękę przez przedpokój.

Reklamy