Marta Podgórnik: wiersz

by maciej

Gorzkie żale

Nie jestem poetką intelektu, ponieważ mam cipkę, a nie chuja; moje

poglądy na sztukę nikogo nie interesują. Nie jestem feministką, ponieważ

mam mózg oprócz cipki, i to on determinuje moje zachowania. Jestem

zakładniczką ludowej teorii, że mądrzejszy powinien głupszemu ustąpić.

Nie jestem mężatką, bo jestem w stanie sama się utrzymać. Ostatni

kochanek dymał mnie w skarpetkach na hotelowym łóżku. Strasznie było

fajnie.

Zawsze za wszystko płacę. To mnie nieco wkurwia, bo przecież koszta

imprez winny się rozkładać bardziej proporcjonalnie między członków

imprez. Jednakże nie narzekam.

Tak, czasami udaję głupszą niż jestem, żeby kolegom nie robić

przykrości. To jak zwalniać bieg, kiedy się z kimś ścigasz, z kimś, kto

jest Ci zbyt drogi, żebyś chciał z nim wygrać.

Tak, kotki, Bóg istnieje. Teraz słucham Waszych przewidywalnych wierszy,

i wiem, że istnieje, bo człowiek nie mógłby sam z siebie być tak

perfidnie samozachwycony tym, że potrafi jako tako sklecić trzy albo

cztery zdania i ktoś mu to wyda.

Wiem, że to będzie moja najsłabsza książka. Jest słaba, bo nudzi jej się

bycie silną. Przed trzydziestką wydała te wiersze zebrane z kilku

tomików, w których w coś wierzyła i dawała tej wierze wyraz na papierze.

Tymczasem nawet kochankowie jej nie szanowali. Nie, to nie. I

spierdalać. Jak to o niej mówili? „Tandetna efekciara”, „zazdrosna

grafomanka”, „niezła kupleciara”. Nie ma tragedii, bo już nie ma nic.

Graliśmy kiedyś we wszystkich zespołach, nawet discopolowych.

Tańczyliśmy głośno i cały świat się zwijał u naszych zmęczonych,

tanecznych stópek. Złote lata ponowoczesności. Potem przyszedł ten

grudzień, kiedy dałeś mi w twarz przy kolegach, i żaden nie zareagował,

bo przecież wiedzieli, że bym się obraziła. Potem usunęłam ciążę w

prywatnej przychodni w Tychach. Lekarz spartaczył sprawę, później go

zamknęli, ja nie chciałam zeznawać, nie chciałam przynosić więcej wstydu

rodzicom; już mieli go dosyć.

Dziewczyny z wydawnictwa, ten numer jest dla Was! Jesteście świetne;

bardzo Was przepraszam, że podnosiłam na Was głos i piłam alkohol. Nadal

piję alkohol, choć raczej nie podnoszę głosu. Chyba nie mam na kogo.

Nikt się nie wpierdala w mój styl życia i sposób, jaki obrałam, aby jako

dobra katoliczka zapobiec samobójczej śmierci, która, o ironio

lingwistyczna, jest grzechem śmiertelnym.

Gwiazdorze Rocka. Kochałam Cię mocno bezinteresownie. Pojechałam na

festiwal opolski, żeby Cię zobaczyć w idiotycznym kostiumie. Nawet dolna

warga mi nie drgnęła, znajomym też nigdy nie pozwalałam z Ciebie zakpić,

ani Cię oceniać. W łóżku byłeś najlepszy. W wannie też było cudownie.

Potem wybrałeś azyl na zadupiu, i pewnie nigdy nawet nie otwarłeś mojej

książki.

Kochani debiutanci, autorzy redagowanych przeze mnie książek, studenci

warsztatów twórczego pisania, pracodawcy, taksówkarze, komornicy,

prawnicy, ekspedientki, kolejarze, itd. Co Wam szkodziło być miłymi dla

mnie?

Byłam, a może bardziej starałam się być, miłą osobą. Niekiepsko się na

tych mrzonkach przejechałam.

.

– – –

[Marta Podgórnik, „Gorzkie żale”, {w:} „Dodatek LITERAcki. Gdynia”, nr 4(5)2009, str. 4.]

Reklamy