Morela [fragm.]

by maciej

Droga do sklepu prowadzi obok drzewa moreli. Oczywiście ulica ma dwie strony i mogłabym je ominąć. Z powodu moreli niemożliwością jest tak po prostu pójść do sklepu. Poprzez wybór strony ulicy muszę się zdecydować, czy odwiedzę drzewo, czy też je ominę. Decyzja ta nie wiąże się z wielkimi emocjami. Mówię sobie: zobaczymy, jak dziś wygląda, albo: niech zostawi mnie dzisiaj w spokoju. To nie ojciec zmusza mnie do tych odwiedzin, nie wieś, nie kraj – żadna tęsknota za ziemią rodzinna. Drzewo nie jest ani obciążeniem, ani ulgą. Stoi sobie tutaj tylko jako posmak czasu. To, co zgrzyta mi w głowie, gdy zbliżam się do niego, to pół na pół cukier z pisakiem. Słowo morela brzmi dla mnie pieszczotliwie.”

[Herta Müller, „Król kłania się i zabija”, przeł. Katarzyna Leszczyńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2005, str.15.]


1. Kilka lat temu na spotkaniu autorskim w Poznaniu Herta Müller opowiadała o intuicyjnej różnicy jaką „widzi” jej ucho, gdy wypowiada wyraz morela w języku rumuńskim, a następnie w języku niemieckim. Rumuńskie caisa jest ciasne, twarde, zwarte, obnażone i nagie. Nie zostawia miękkiej przestrzeni (po)między. Bardziej „widzi” męskie, ściśnięte pośladki, niż kobiece, pulchne piersi. Za to niemieckie Aprikose jest miękkie, subtelne, delikatne, pokryte jasnymi włoskami. Puszyste, ale nie pulchne. Jakby się to słowo wzięło do ręki i mocniej ścisnęło, to pewnie po palcach pociekłby słodki i lepki sok. Dziewczyna, która tłumaczyła, zaczerwieniła się po ostatnim zdaniu. Krew napłynęła jej do twarzy. Rumieniec dla niej samej był zaskoczeniem, był bezwiedny, był przypadkowy. Mimo swych około dwudziestu sześciu lat spuściła głowę i uciekła wzrokiem, chociaż chciałem spojrzeć jej w oczy. […]

– – –

Cały tekst znajduje się na stronie niedoczytania.pl

Advertisements