To książki

by maciej

Są sposoby mówienia, które wprawiają w drżenie. I takie, które ranią. Wiele jest sposobów mówienia, które ranią nawet po śmierci tych, którzy ich używali. Te głosy i intonacje składają się na coś, co można nazwać rodziną.
Wiele jest sposobów mówienia, które odurzają oddechem martwego albo głuchego głosu. Głosów bądź ech, nie pochodzących bezpośrednio od zmarłych. Pochodzących z oddechu, który nie jest wprost oddechem przodka. Albo takich, co zalegają w gardle sekretnym głosem, oralnością bardziej skrytą niż rezonans wokalny, cichszą niż szept, przez co ma się ochotę na płacz.
To książki.
Wszystkie książki – owa całość wyklucza tomy, gdzie oralność i społeczeństwo nie zostały zdesakralizowane – tworzą coś, co można nazwać literaturą. To rodzina bez więzów rodzinnych, bezpośrednich genealogii, aspołeczne społeczeństwo. (…) Książki, na które czeka blask słońca, choć one o nim nie wiedzą, są cichsze od czystej literatury. Są jak imię kogoś, kogo się kocha i o czym się nie mówi, by dzieci nie dowiedziały się, kto jest ich prawdziwym ojcem, o czym nawet on sam nie wie.”

[Pascal Quignard, „Błędne cienie. Ostatnie królestwo I”, przeł. Tadeusz Komendant, Społdzielnia Wydawnicza ‘Czytelnik’, Warszawa 2004, str. 106-107.]

Advertisements