W namiocie na wyspie

by maciej

Śpię w małym namiocie. Ledwo się w nim mieszczę. Muszę podkurczać nogi. Słyszę jak pada deszcz, krople uderzają na tropik. Wewnątrz namiotu jest jezioro. Mój granatowy materac unosi się na wodzie, która wlewa się od spodu, jakby pod namiotem biło źródełko. Do prawej dłoni mam przyklejoną swoją Nokię. Co chwilę muszę na nią zaglądać, bo wibruje. Najpierw dzwoni Ołówek. Raz, drugi i trzeci. Nie odbieram. Przecież Ołówek śpi, więc nie może dzwonić, tak sobie myślę. Potem dostaję sms do Karoliny, która pisze, że ma brudne paznokcie, bo wszędzie piasek. „Wyglądam jak córka grabarza”, kończy. Następnie słyszę Jurka Owsiaka, który woła: „UPSYYY WSTAWAĆ! UPSYYY WSTAWAĆ! UPSYYY NA SCENĘ!!!”. Nie widzę go, ale słowa słyszę wyraźnie, tylko ich nie rozumiem. Podjeżdżam wzrokiem, niczym kamerą na wysięgniku, przede mną stoi Jurek Owsiak, ale w ciele siedmio, bądź ośmioletni chłopca. Bez koszulki. Na szyi ma wisiorek z bursztynu w kształcie gołębia. Rzemyk, na którym wisi, jest bardzo długi, gołąbek sięga mu pępka. Chłopak ma gołe stopy. Stoi na kamienistej wyspie. To Korsyka.

Advertisements