Zimorodek

by maciej

Pierwszego dnia spływu kajakowego Brdą z Rytla do Woziwody potrafiłem się skupić na wszystkim innym, tylko nie na machaniu wiosłem. Tyle rzeczy mnie rozpraszało. Świat istnieje i rozprasza. Wierny jestem obserwacji, która przekłada się na banalny – chwilami – zachwyt, owe ochy i achy. Świat przyrody rozprasza tym bardziej, mnie z pewnością. [Tydzień po powrocie, kartkując „Nieobjętą Ziemię” Miłosza, szukając zupełnie innego fragmentu, przypadkiem natykam się na fragment: „Przyroda mnie szybko nudzi, a nuda i mdłości to prawie to samo. (…)Ależ przedmiotem mojej kontemplacji nie była przyroda”, a moim była i jest. Miłosz do obserwacji i rozpamiętywania przedkłada teatr przestrzeni społecznej nad teatr przyrody, ja nie widzę specjalnej różnicy.] W pewnej chwili, po prawej stronie, kątem oka, dostrzegam błękitny błysk, śmigającą błyskawicę, czyli pędzącego zimorodka. Z wrażenia moczę wiosło z tej strony, przestaję nim machać, kajak szybko skręca, grozi, że ustawi się w poprzek nurtu, a wtedy łatwo się wywrócić, zza pleców słyszę: „Koniecznie włącz w głowie guzik”. Wyciągam wiosło z wody, ale nie macham, śledzę wzrokiem ptaszka. Jest cały czas jakieś 15 metrów przed kajakiem. Gdy już wydaje się, że zobaczę go z bliska, on nagle podrywa się do lotu, leci kolejne 15 metrów do przodu i siada przy brzegu na wystającej z wody gałęzi. Taka zabawa w kotka i myszkę trwa jakiś czas, w końcu odlatuje tak daleko, że już go nie widzę, że już go nie mogę śledzić. Za to od tego nieoczekiwanego spotkania śledzę wzrokiem brzeg po prawej i po lewej, mając nadzieję, że pojawi się inny zimorodek. I faktycznie, jakieś 4-5 km dalej jest. Znów błękitny błysk śmigający tak szybko, że nie jestem w stanie mu się dokładnie przyjrzeć. Ponieważ zimorodek jest małym ptaszkiem wielkości wróbla, ale jeśli wróbel jest szarym kieliszkiem, to o zimorodku tego powiedzieć się nie da. Jest najbardziej kolorowym i pięknym polskim ptakiem. Jego skrzydła i główka są niebieskie, prawie błękitne, chwilami turkusowe, metalicznie opalizujące. Policzki i podgardle ma białe. Natomiast brzuch ma cynamonowy, czy też raczej rdzawoczerwony, niczym zachodzące słońce. Być może po to, aby małe rybki, które łowi, myślały, że to zachodzące słońce przelatuje nad rzeką, a nie myśliwy, który swoim prostym i mocnym dziobem za chwilę wyłuska je z wody. Obserwując tego drugiego zimorodka, znów się wyłączyłem. Znowu trzeba było przywrócić mnie rzeczywistości zdaniem: „Czas najwyższy byś się już włączył”. Już na brzegu. Stojąc z Darkiem na moście, rozmawiamy o zimorodku, o tym jaki to piękny ptak, o tym, że nazwa jest błędna, bo powinien nazywać się ziemiorodek, czy też ziemorodek, jako że jego nora-gniazdo, które zwykle wykopuje w skarpie nad rzeką, może mieć do metra głębokości, że okres lęgowy trwa od kwietnia do lipca, że poza tym okresem żyje samotnie, że nie odlatuje do ciepłych krajów, dlatego żyje nad rzekami o wartkim nurcie, które nie zamarzają zimą. To wszystko mówi Darek, ja opowiadam o „pochodzie ptaków” z obrazu „Ogród rozkoszy ziemskich” Hieronima Boscha, bo zimorodek jest w nim umieszczony na pierwszym planie ptasiej procesji, dumnie wyprostowany, za nim dudek, wilga, szczygieł i inne ptaki. Ze wszystkich staram się przypomnieć sobie chrześcijańską symbolikę tego ptaka. Nie udaje mi się, obiecuję, że sprawdzę po powrocie i napiszę mu w mailu. Następnego dnia wypływając z Woziwody, obmyśliłem sobie, że dziś cały dzień aż do Wymysłowa będę wypatrywał zimorodków. Pilnie obserwowałem brzegi. I udało się. Przyłapałem jednego na tym, gdy nurkował, niczym japoński pilot kamikadze, w rzece, a potem wyskoczył z niej, jak oparzony i usiadł na pniu. W dziobie miał dość dużą, w porównaniu z nim, rybkę, pewnie ciernika, który się szamotał i starał się wyrwać z silnego uścisku długiego dzioba. Pewnie dlatego, ów zimorodek jakby wypluwając rybkę z dzioba, szybkim gestem uderzył nią o pień. Usłyszałem, albo wydawało mi się, że usłyszałem, płaski dźwięk, potem rybka leżała już spokojnie (martwa? ogłuszona?), ptak sprawnie pochwycił ją w dziób i uleciał ponad skarpę, pewnie do gniazda. Następnego zimorodka przyuważyła A. Siedział na gałęzi, która wystawała nad rzekę. Oboje, jak na komendę, przestaliśmy wiosłować, poruszać się, oddychać. Pozwoliliśmy, aby nurt nas niósł. Udało nam się do niego zbliżyć na jakieś półtora metra. Z racji tego, że siedziałem z przodu, byłem bliżej. Ptak przez pewien czas przyglądał nam się lewym okiem, jakby się zastanawiając, czy jesteśmy dla niego zagrożeniem, czy też może jesteśmy granatowym pniem, który płynie z nurtem. Wybrał pierwsze rozpoznanie. I bardzo, bardzo szybko odleciał. Po tym odwróciłem się do A. i podniecony zacząłem opowiadać o tym jak wyglądał, jakby ona sama go nie widziała. „Może zacznij już w końcu pedałować swoim wiosłem”, usłyszałem, było to dla mnie przysłowiowe wiadro zimnej wody, ale rzeczywiście musiałem zacząć manewrować, bo nurt nas znosił w stronę prawego brzegu, gdzie już czekały jakieś kłody i pniaki, skore pomóc nam w wywrotce. [W tym miejscu mała dygresja dla Darka. Wiesz, gdy wróciłem do domu, to przez kilka dni nie dawało mi spokoju pytanie: Co w symbolice chrześcijańskiej znaczy zimorodek? Musiałem się dowiedzieć. I okazuje się, że jest wielkie pomieszanie z poplątaniem. Ojcowie Kościoła zaanektowali i przerobili na swoje potrzeby grecki mit dotyczący tego ptaka. W starożytnej Grecji wierzono, że księżniczka Alkione, jedna z Plejad i córka króla wiatrów Eola, została zmieniona w zimorodka, aby mogła szukać nad brzegami swego męża i kochanka. Dodatkowo w czasie zimy Morze Egejskie na 40 dni się uspokaja, podobno po to, by wylęg zimorodków mógł przebiegać niczym niezakłócony. I pewnie stąd interpretacja polegająca na tym, że jeśli Bóg opiekuje się małym ptaszkiem, to tym bardziej roztacza opiekę nad ludźmi, którzy znajdują się w niebezpieczeństwie, że nie zostawia ich samych sobie, ale ma na nich baczne oko, oko opatrzności – myślę, że to rozpoznanie nawiązuje do przypowieści opisanej w Ewangelii Matusza 6: 25-34. Czy o to chodziło Boschowi, gdy malował swojego dumnego zimorodka na obrazie „Ogród rozkoszy ziemskich”? Nie wiem. W tym miejscu chciałbym przypomnieć tobie wiersz Miłosz pod tym samym tytułem co obraz, pisze w nim: „Wierzchem na ptakach, czując pod udami miękkie pióra./Na szczygłach, wilgach, zimorodkach,/To znów przynaglając do biegu lwy, jednorożce, leopardy(…)/Okrążamy wszechobecne życiodajne wody(…)”.]

Advertisements