Ciało

by maciej

Młodość była jednak piękniejsza niż wspomnienie po niej.
(…)
Człowiek jest w dziwny sposób spóźniony wobec własnego ciała. Ciągle musi je dźwigać, ma z nim mnóstwo kłopotów i trudności, a jednocześnie nie potrafi sobie siebie bez niego wyobrazić. Myślę teraz nie o tamtym świecie, którego nie znam, a więc nie obchodzi mnie, lecz o tym świecie, który znam i w którego wymiarach muszę się ciągle troszczyć o tę kapryśną, łatwo psującą się materię, o ciało. I wiem jednocześnie, że to wszystko jest może po prostu tylko złym przyzwyczajeniem, tępym i przestarzałym, upartą tradycją. Mam niezachwiane poczucie, że jestem już o wiele dalej niż moje ciało, a jeszcze ciągle muszę mieć wzgląd na tego niewdzięcznego i wymagającego towarzysza podróży, nie mogę się odeń uwolnić, muszę go karmić i pielęgnować, choć w końcu zwróci się przeciw mnie, zniszczy mnie, moją osobowość, niewdzięcznie i brutalnie. Najwyższy czas, by ktoś energiczny wysłał go na emeryturę, zwiesił gdzieś w rekwizytorni pomiędzy inne, odwiedzane już tylko przez mole formy bytu.”

[Sándor Márai, „Dziennik (fragmenty)”, przeł., oprac., przyp. i posłowie Teresa Worowska, wyd. IV, Spółdzielnia Wydawnicza CZYTELNIK, Warszawa 2008, str. 86-87.]

Advertisements