Widoczek, jeden z wielu

by maciej

Wstaję późno, ponieważ do 04:00 czytałem komiksy, „Misterium” i „Chorą miłość”, nic specjalnego, czekam na „Furie”. W kuchni bulgocze kawa. Wypada iść i zalać. Więc idę i zalewam. Wracam do pokoju i staję przed oknem. Podciągam żaluzje. Skąd się biorą te wszystkie robaczki, żuczki i muszki leżakujące spokojnie, już zasuszone, na parapecie? Owadzie cmentarzysko, raczej cmentarzyk, z mojej perspektywy. Otwieram okno. Wychylam się, by popatrzeć. Patrzę i widzę: sobotnia ulica, na pierwszy rzut oka – nic specjalnego. A jednak… Na miejscu parkingowym pod Agencja Inwestycyjną (w sobotę czynne od 09:00 do 17:00) stoi biały Caravan Chrysler Dodge firmy „Usługi Pogrzebowe. W.Dobrowolski-Hernes”, na nim szczerzy się czarny napis: „Międzynarodowy transport zmarłych. 24h”. Chwilę zastanawiam się, dlaczego nie jest napisane „międzynarodowy transport zwłok”, bądź „międzynarodowy transport trupów”? Ale tylko chwilę o tym myślę, gdyż zaraz widzę tęgą matkę, ubraną w kwiecistą sukienkę z wielką plamą potu między piersiami, która wyciąga z vana bocznymi drzwiami małą dziewczynkę, może dwuletnią. Unosi ją wysoko nad głowę, dziewczynka śmieje się radośnie, a matka dyszy z wysiłku. Obok stoi spacerowy wózeczek i przygarbiony pan Janeczek, ubrany jak zwykle w ciemną marynarkę, starą koszulę i wyświechtany krawat, stoi z rękoma splecionymi za sobą na plecach. Pan Janeczek coś mówi do otyłej kobiety, ale ona nie słucha, bądź udaje, że nie słucha. Sadza dziewczynę do wózeczka i odjeżdża w stronę Chwaliszewa. Pan Janeczek zostaje całkiem sam na chodniku, chociaż przechodzą obok kobiety, dziewczyny, faceci i babki, mężczyźni, nastoletni i nastoletnie, tatusiowie z dziećmi, on patrzy za otyłą kobietą i jej córeczką, a ja patrzę na niego.

Advertisements