Dwie uwagi Barańczaka o Miłobędzkiej

by maciej

Stanisław Barańczak „Przed i po” – dotyczy: Krystyna Miłobędzka, „Dom, pokarmy”, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1975 – dostałem tę książkę jakieś 15 lat temu, gdy mieszkałem jeszcze w Rybniku, od mojego byłego nauczyciela i przyjaciela. Dał mi ją dlatego, że wtedy bardzo wciągała mnie poezja Lipskiej, Krynickiego, Maja, Zagajewskiego, Herberta, Polkowskiego. Dopiero kilka lat później odkryłem w niej teksty o Czyczu, Grochowiaku, Białoszewskim, Rymkiewiczu, Sommerze (Znamienny i proroczy tytuł szkicu: „Nowa dykcja”!) i właśnie Miłobędzkiej. Jest to recenzja z drugiego tomiku poetki. Barańczak prorokuje „nie będzie to zapewne nigdy poezja popularna i powszechnie lubiana…”. Ciekawe, co powiedziałby teraz, czy nadal podtrzymałby swój sąd? Przecież wielu młodych autorów i czytelników (np. M.P., K.J., S.K., R.B., T.M., J.K., M.M., M.F. czy mam wymieniać dalej? Wiem, że są to tylko specyficzne wyjątki, ale…) uważa Miłobędzką za poetkę ciekawszą, bliższą od Szymborskiej czy Lipskiej. Sądzę, że jest wielu młodych, którzy nigdy w życiu nie przeczytali ani jednego wiersza Kozioł, Hillar czy Świerszczyńskiej, ale za to czytali wiersze Krystyny Miłobędzkiej. Barańczak w poezji autorki tomiku „gubione” wyróżnia dwie charakterystyczne cechy:

1. elementarność

2. natychmiastowość

ad. 1 – Autorka redukuje wszystko do form jak najbardziej prostych i pierwotnych. Nawet za cenę błędu językowego czy gramatycznego. Jeśli coś nie ma swojej nazwy, bądź opisanie czegoś wymaga przydługiego omówienia, to poetka zamiast tego tworzy neologizm lub upraszcza tak składnie, by wypowiedź jak najmocniej przystawała do tego, co chce powiedzieć. „Chodzi o to, aby język zachowywał się analogicznie jak rzeczy i sytuacje, o których mówi; aby był nie tyle ich odwzorowaniem, ile – sobowtórem.”

ad. 2 – Wypowiedź poetycka ma oddawać „przebieg narodzin nie sprecyzowanej jeszcze myśli”. Stąd w tych wierszach urywane zdania, przeskoki myślowe, przejęzyczenia. Barańczak podaje na czym polega różnica między językiem Mirona Białoszewskiego, a językiem Krystyny Miłobędzkiej, otóż ten pierwszy jest „językiem mówionym”, a ten drugi jest „językiem myślanym”. Chodzi o to, aby język był w stanie, dogonić uciekającą rzeczywistość, dlatego musi on być pełen uproszczeń i skrótów.

Ostatnie zdanie tej recenzji wydaje mi się najstraszniejszym i najbardziej drewnianym zdaniem, napisanym przez Stanisława Barańczaka: „Miłobędzka należy już dziś do tych poetów, którzy – choć ukryci w cieniu głośniejszych nazwisk i popularniejszych poetyk – w niezauważany, pośredni sposób przebudowują naszą wrażliwość językową i pojmowanie rzeczywistości”.

– – –

[Stanisław Barańczak, „Przed i po. Szkice o poezji krajowej przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych”, ANEKS, Londyn 1988, str. 64-67.]

Reklamy