…bo jestem ja.

by maciej

Powiedziała właścicielowi kamienicy, że wszystko skończone, a to go bardzo rozgniewało i zagroził eksmisją. Rodzice Marii zalegają z czynszem za kilka miesięcy. Maria napluła mu pod nogi i sobie poszła. Jest bardzo odważna, ma ostry charakterek i poznała już obrzydliwe rzeczy. Komedia skończona, mówi, może ją sobie nazywać swoją księżniczką, ubierać w rzeczy zmarłej żony i obwieszać różnymi wisiorkami, klejnotami, żeby potem jej dotykać i kazać dotykać siebie, to i tak na nic, teraz ona już nie chce, bo jestem ja. Jestem ja – nagle staję się ważny. Do tej pory to, czy byłem, czy mnie nie było, niczego nie zmieniało. Maria mówi, że jestem, no i proszę, od razu sam zauważam, że jestem. Zastanawiam się: Czy nie mogłem sam z siebie zauważyć, że jestem? Chyba nie. Chyba potrzeba drugiej osoby, żeby zauważyć takie rzeczy.”

[Erri De Luca, „Montedidio”, przeł. Marcin Wyrembelski, wyd. I, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009, str. 42-43.]

Reklamy