Ledwo zdążyłem

by maciej

Już kierowca drzwi zamykał, ciche psssyt doleciało do mnie, gdy wbiegłem na peron. Z daleka widziałem jak wrzucał wsteczny bieg i zaczynał kręcić kierownicą, aby wydostać się szeregu innych autobusów. Byłem spocony, ale już spokojny, wiedziałem, że dopadnę do niego, nim się wydostanie i porządnie ruszy. Zresztą pilot już do mnie machał i coś mówił do kierowcy, który, mam wrażenie, spojrzał w moim kierunku dość niechętnie. Ładnie się przedstawiłem pilotowi, pokazałem bilet i rezerwację. „Ma pan szczęście, musieliśmy już ruszać, miejsce parkingowe było wykupione tylko na 15 minut” – powiedział, jakby się tłumacząc, ale raczej sobie, bo na mnie wcale nie patrzył. Potem dodał: „Plecak proszę wziąć ze sobą na siedzenie, wrzuci pan go do luku na najbliższym postoju”. Przechodząc między fotelami nie mogłem sobie z nim poradzić, musiałem go zdjąć i ciągnąć za sobą. Nie patrzyłem na pasażerów, za to wiedziałem, czułem, oni przyglądają mi się pilnie, jakby mnie oceniali, czy osądzali. Prawie słyszałem ich myśli: „To przez tego dupka mamy 15 minut spóźnienia”. Za połową były już wolne miejsca, plecak rzuciłem na siedzenie pod okno, a sam usiadłem na tym drugim. Rozebrałem się ze wszystkich zbędnych ciuchów, zostałem w samym przepoconym tiszercie. Dopiero jak udało mi się unormować oddech, zacząłem się rozglądać i przyglądać współpasażerom. Same pary. „Super”, pomyślałem. Nagle usłyszałem jakiś znajomy, męski głos, dobiegał z przodu. Chwilę trwało nim sobie uświadomiłem, do kogo należy, „Tak, to na sto procent Jacek”, pomyślałem radośnie. Teraz mi się przypomniało, mówił mi, jedzie razem z żoną do Neapolu, ale nie przypuszczałem, że będziemy jechać razem na wycieczkę z tego samego biura. Uznałem, teraz mogę trochę pospać, skoro wiem, nie będę całkiem sam wśród obcych.

Reklamy