[154. 51] Jeffrey Eugenides, „Samobójczynie”, przeł. Tomasz Bieroń, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 1998.

by maciej

1. W zeszłym roku (jakże śmiesznie brzmi to określenie w kontekście dnia dzisiejszego) A.N.N.A. przysłała mi w prezencie, bo podobno miała dwie, książkę Jeffrey’ja Eugenidesa pt. „Samobójczynie”. Jeszcze raz dziękuję, gdyż pewnie sam bym sobie tej książki nie kupił, ponieważ nie przepadam za wydawnictwem Zysk i S-ka, a tym bardziej serią „Kameleon”, ponieważ nie przepadam za amerykańskimi pisarzami jednego, czy dwóch sezonów. Lubię książki po kimś. Podpisane, pokreślone, z dedykacjami, z uwagami, z zapiskami na marginesach – są to dowody, namacalne dowody życia książki – dlatego szkoda, że A.N.N.A. wyrwała kartkę numer 3, gdzie, jak się domyślam, na 5 stronie była wpisana jakaś dedykacja, szkoda, szkoda. Chociaż ten akt wandalizmu, także jest dowodem życia…

2. Czy jest ktoś, kto chociaż raz w życiu, nie myślał, choćby przelotnie, o samobójstwie? Raczej wątpię. Książka „Samobójczynie” (tytuł niezbyt trafny, raczej kiepsko przełożony przez p. Tomasza B., w oryginale „The Virgin Suicides”) stara się odpowiedzieć na pytanie: dlaczego pięć nastoletnich sióstr Lisbon, żyjących na początku lat siedemdziesiątych w stanie Michigan w USA, odbiera sobie życie, dlaczego seryjnie, dlaczego wszystkie były tak zdesperowane, dlaczego nie starały się, dać sobie i światu szansy. Książka napisana jest w formie śledztwa, po dwudziestu latach od tragicznych wypadków, przeprowadzonego przez chłopców z sąsiedztwa, którzy na całe życie naznaczeni zostali dawnymi, tragicznymi wydarzeniami. To oni, zakochani dawniej i teraz w siostrach Lisbon, starają się dociec i zrozumieć sens, odkryć tajemny wzór, przeniknąć do psychiki dziewcząt, nie zadowalając się określeniem „było-minęło”. Mimo upływu tak długiego czasu, wydarzenia są wciąż żywe, na dodatek mają wpływ na późniejsze życie chłopców. Chłopcy zbierają okruchy pamięci, pamiątki, dowody istnienia sióstr. Wymieniają się wspomnieniami. Chcą pamiętać. Chcą, by mimo śmierci one nie odeszły z ich życia. Pielęgnują żywą pamięć. Książka Eugenidesa jest więc świadectwem.

3. Samobójstwo sióstr Lisbon, jest aktem niezgody, niezgody na świat, niezgody na niesprawiedliwość i cierpienie w świecie. Swoim gestem wyrażają dezaprobatę, protestują przeciwko takiemu światu w jakim przyszło im żyć. One nie chcą przykładać przysłowiowej ręki do cierpienia jakie panuje na świecie. Ostateczna, w swej wymowie, decyzja nie jest wołaniem o pomoc, a świadomym sprzeciwem. Symboliczny jest opis życia i śmierci jętek jednodniówek, które zjawiają się na świecie na jeden tylko dzień, a potem ich widmowe ciała walają się wszędzie: na ulicy, na trawnikach, na chodnikach… Jaki jest sens ich śmierci i życia? Żaden. I to wzbudza sprzeciw sióstr. Sprzeciw, który prowadzi do tak dramatycznych kroków.

4. Wczoraj Krzysztof oddał mi książkę Alejo Carpentiera „Harfa i cień”, którą trzymał prawie rok. Dziś okazało się, że w międzyczasie kupiłem sobie druga, teraz mam dwie te książki. Jedną mogę uwolnić. Jeśli ktoś jest zainteresowany, to proszę zostawić info w komentarzu, podając adres e-mail.


– – –

[tekst odrobinę zmieniony i pod tytułem „Niewinne samobójczynie”, ukazał się na stronie Przystani Literackiej.]

Advertisements