O przyjaźni (z dedykacją)

by maciej

A ona pyta: „Czy straciłeś kiedyś przyjaciela?”. Odpowiedź jakiej jej udzielam brzmi: „Tak. Dwóch”. Aż dwóch, obu na własną prośbę i życzenie. Obu przez własną głupotę, przez własne durne zachowanie, przez własną chłopięcą słabość. Jeden wstał i odszedł, zniknął po fakcie, rozpłynął się po tym jak się dowiedział, nie robił mi nawet żadnych wyrzutów, po prostu wstał i wyszedł, nigdy go więcej nie widziałem. Od drugiego ja odszedłem, bo nie miałem sił patrzeć mu w twarz. Najsmutniejsze jest, że wiedziałem jak to się skończy. Wiedziałem, że po fakcie nie będzie innego rozwiązania, innego sposobu, jak tylko koniec, koniec przyjaźni. Było to dawno temu, wiele lat temu, ale dyskomfort odczuwam do dziś, do teraz. Wtedy nie, wtedy było mi obojętne, wtedy miałem zlew na to, wtedy liczyła się jedynie chwilowa przyjemność. Dziś już tak nie myślę, dziś chciałbym cofnąć czas i zrobić coś innego, zrobić dobrze, być dobrym przyjacielem, czyli nie zszczrobić tego, co wtedy zrobiłem, zaniechać, zatrzymać się pół kroku, zatrzymać się w półobrocie. Zamknąć drzwi przed nosem, odprawić, odesłać. Jednakże czasu cofnąć się nie da. Pozostaje mi żyć z tą świadomością, z poczuciem straty, z świadomością porażki. Wyrzuty sumienia odczuwane poniewczasie, co to da? Nic. Boli. Nadal boli. Pozostaje mi obiecywanie sobie, że nigdy więcej już tak nie postąpię, że na błędach się nauczyłem. Nauczyłem przyjaźni. Czym, więc jest przyjaźń? Nie jestem do końca pewien. Mam kilka intuicji, kilka przeczuć. Przyjaźń, to nie miłość, nawet platoniczna (zakładając oczywiście, że takowa istnieje). Ten, który jest przyjacielem, nie jest egoistą. Niczego się nie domaga, niczego nie żąda, niczego nie pragnie od drugiego. Nie pragnie drugiego tylko dla siebie, nie pożąda go na własność i dlatego popęd seksualny nie idzie w parze z przyjaźnią. Nie stara się zdominować przyjaciela. Nie stawia żadnych warunków, gdyż nie oczekuje nic dla siebie, jest ukierunkowany na drugiego. Jeśli myśli inaczej, to jest samolubny. Jego niegodziwość przejawia się pragnieniu dobra własnego, bo sam chce tylko brać, otrzymywać, dostawać. Przyjaciel się nie wywyższa, nie uważa za mądrzejszego, ma pomagać, a nie szkodzić. Ma oddawać samego siebie, oddawać wszystko z siebie, bez liczenia na korzyści w zamian, bez nadziei na rekompensatę. Przyjaźń nie obarcza odpowiedzialnością za własną głupotę. Przyjaźń to służba, to służenie drugiemu z zachowaniem i poszanowaniem pełnej świadomość odrębności współprzyjaciela. W przyjaźni trzeba być uważnym. Nie liczą się w niej słowa i zapewnienia, a gest oddania, gest zawierzenia, gest bezgranicznej ufności. Czy ten, który wymaga i stawia warunki, jest godzien przyjaźni? Nie. Myślę, że nie, jestem pewien, że nie, gdyż przyjaźń jest uczuciem obustronnym. Obie strony muszą mieć taki sam ogląd sytuacji, ponieważ przyjaźń jest mieczem obosiecznym, jest dla dwojga. Nie ma przyjaźni tam, gdzie któraś ze stron szuka dobra własnego. Zresztą zakładanie istnienia dwu różnych stron unieważnia przyjaźń. W przyjaźni jest tylko jedna strona: szczęście drugiego.

Advertisements