Panie, Panie

by maciej

Panie, gdzie jest mój dom? Nie żebym szukał po świecie, tak tylko pytam. Chciałbym wiedzieć, bo wypada. Latka lecą. Z roku na rok więcej i więcej zmarszczek na twarzy. Nie poznałbym siebie na starym identyfikatorze, dobrze, że mają ważność tylko dwa lata. Boli, boli tak samo i się nie oswoi. Jakbym wdychał na raz za dużo powietrza, jakby moje płuca się z nim nie wyrabiały. Przechodzę od scenki do scenki, żwawo, jako żywo nie jestem w stanie w to uwierzyć, że dziecięce obrazy odpłynęły, teraz wiązanie krawata codziennie rano przed lustrem, gładko wygolone policzki, wiara w korporacyjne instrukcje i procedury (kto to czyta?)(no dobra, ktoś i może czyta, bo musiał napisać, ale ktoś to w życie wprowadza? czy ktoś tym żyje?) Żyję od piątku do piątku, raczej: nie żyję między poniedziałkiem a piątkiem, jestem w te dni kukłą. Kłaniam się, odpowiadam, podejmuję decyzję, naciskam, strofuję, wymagam, ale to nie ja, to tylko powłoka: buty wypastowane, skarpetki pod kolor, spodnie na kant, koszula czysta (dwa razy sprawdzić), dobrze zawiązać krawat, czasem marynarka, czasem piękny sweterek. Panie!

Advertisements