Piasek

by maciej

Cały dzień byłem przygnębiony. Cały dzień czułem się podle. Niewiele rozumiejąc ze swego samopoczucia, chciałem odmienić los, zrobić coś pozytywnego. Za różne rzecz się zabierałem, ale urywałem nawet nie w połowie i nie dlatego, że mnie nudziły, ale dlatego, iż sens się gubił po przysłowiowych „dwóch zdaniach”, dwóch krokach. Nie potrafiłem sobie z tym i z sobą poradzić. Potem wracam do domu, czytam list i chcę odpowiedzieć, bo przecież ciężko pominąć, ciężko zignorować, ciężko się nie odnieść, ciężko zostawić samo sobie. Jednakże słowa do niczego się nie nadają, trafiają w pustkę, nie układają się w żaden wzór. Słowa, to tylko piasek, morze piasku, który zalewa mi usta. Oczy też. Uszy również. Chociaż szufluję łopatą, przerzucam go za siebie, ale wciąż zsuwa się w dół, zasypując wszystkie dobre chęci i potrzeby. I z poczuciem klęski idę spać.

Reklamy