Kobyla pieśń

by maciej

dobrze, dobrze, dajmy na to, wakacje, tak, się skończyły, minęły, więc wypada za coś się zabrać, naprawić stare błędy, pozbyć się starych (wakacyjnych) przyzwyczajeń, właściwie wakacyjne przyzwyczajenie jest jedno: nie pisać; czas z tym skończyć, czas zacząć pisać, nauczyć się od nowa, zacząć raz jeszcze (kolejny raz), może tym razem będę wytrwały, cierpliwy i strona będzie zapełniała się złotymi myślami, okrągłymi zdaniami, nietuzinkowymi przemyśleniami, w końcu rzeczywistość też istnieje, należy coś z nią zrobić, jakoś ją udobruchać, obłaskawić, by nie wchodziła w drogę, by nie myliła ścieżek (kamiennych); tak nagle zrobiło się zimno, siedzę w wełnianym swetrze, grubym, a jednak pocę się z zimna, jest mi nieprzyjemnie, ale o słońcu mogę, tymczasem, jedynie pomarzyć; dziś niewiele więcej, gdyż trzeba do pracy, ale może jutro lub pojutrze, w każdym razie to już jakiś początek, zaczątek kobylej pieśni; bo ktoś śpiewa, tylko dla kogo i dlaczego?

Reklamy