Z okna

by maciej

Spawy (jakie sprawy?) niewiele ruszyły się do przodu. Na szczęście nie cofnęły się. Wracanie do punktu wyjścia mnie nie interesuje. Niech się w końcu wszystko ruszy, niech opadnie, bądź wzejdzie. Takie czekanie na trzęsienie ziemi, jest wyczerpujące. Chwilę stałem w oknie, upocony, bo wciąż przed kąpielą, przyglądałem się jak zapada zmierzch. [Kalekie jest to zdanie, ale nie stać mnie na lepsze, trafniejsze.] Znów zacząłem słuchać Montserrat Figueras i Sainte Colombe’a. Niczego dobrego nie wróży, powrót do starych przyzwyczajeń. Marrgo proponuje bym w końcu się wysilił i odezwał się „naprawdę”. Pewnie mógłbym, to nawet nie jest sprawa chcenia, raczej próby. Pewnie dużo by należało opowiedzieć/napisać. Czy warto? Nie odsłaniać się, nie odsłaniać! Chodzi po głowie. Można się domyślać snajperów ukrytych na dachach, ale ryzyko wypada ponieść. „Wypada” z racji dawnego zaangażowania. Należy tylko uważać by samemu się z okna nie wypadło.

Advertisements