Hajfa

[niecodziennik]

Etgar Keret: Życzenia z Izraela

Wesołych Świąt

Był taki jeden, co chodził po wodzie. Nie żeby to była jakaś wielka sprawa. Dużo ludzi może chodzić po wodzie. Większość o tym nie wie, bo nie próbuje. [...] Ten człowiek w każdym razie uwierzył, spróbował i jakoś mu wyszło. [...]

[...]

życzę Wesołych Świąt Bożego Narodzenia.

.

- – -

Etgar Keret, „Wesołych Świąt”, przeł. Agnieszka Maciejowska, {za:} „Tygodnik Powszechny”, nr 51-52 (3154-3155), 20-27 grudnia 2009, Kraków, str. 8.

-

[Tekst zdjęty na prośbę Działu Promocji "Tygodnika Powszechnego", aby przeczytać całość, proponuję zakupić najnowszy numer krakowskiego pisma.]


Filed under: Wyjątki , , , , , , ,

Jak dojść do czegoś w życiu?

Przez chwilę wydawało mu się, że to był tylko straszny sen; zaraz wszystko się wyjaśni, trzeba się po prostu obudzić, włączyć w życie i dojść w nim do czegoś dzięki dobrym manierom i pilnej pracy.”

[Sándor Márai, „Zbuntowani”, przeł. Teresa Worowska, Spółdzielnia Wydawnicza ‘Czytelnik’, Warszawa 2009, str. 13.]

Filed under: Wyjątki , , , , , , ,

Marta Podgórnik: wiersz

Gorzkie żale

Nie jestem poetką intelektu, ponieważ mam cipkę, a nie chuja; moje

poglądy na sztukę nikogo nie interesują. Nie jestem feministką, ponieważ

mam mózg oprócz cipki, i to on determinuje moje zachowania. Jestem

zakładniczką ludowej teorii, że mądrzejszy powinien głupszemu ustąpić.

Nie jestem mężatką, bo jestem w stanie sama się utrzymać. Ostatni

kochanek dymał mnie w skarpetkach na hotelowym łóżku. Strasznie było

fajnie.

Zawsze za wszystko płacę. To mnie nieco wkurwia, bo przecież koszta

imprez winny się rozkładać bardziej proporcjonalnie między członków

imprez. Jednakże nie narzekam.

Tak, czasami udaję głupszą niż jestem, żeby kolegom nie robić

przykrości. To jak zwalniać bieg, kiedy się z kimś ścigasz, z kimś, kto

jest Ci zbyt drogi, żebyś chciał z nim wygrać.

Tak, kotki, Bóg istnieje. Teraz słucham Waszych przewidywalnych wierszy,

i wiem, że istnieje, bo człowiek nie mógłby sam z siebie być tak

perfidnie samozachwycony tym, że potrafi jako tako sklecić trzy albo

cztery zdania i ktoś mu to wyda.

Wiem, że to będzie moja najsłabsza książka. Jest słaba, bo nudzi jej się

bycie silną. Przed trzydziestką wydała te wiersze zebrane z kilku

tomików, w których w coś wierzyła i dawała tej wierze wyraz na papierze.

Tymczasem nawet kochankowie jej nie szanowali. Nie, to nie. I

spierdalać. Jak to o niej mówili? „Tandetna efekciara”, „zazdrosna

grafomanka”, „niezła kupleciara”. Nie ma tragedii, bo już nie ma nic.

Graliśmy kiedyś we wszystkich zespołach, nawet discopolowych.

Tańczyliśmy głośno i cały świat się zwijał u naszych zmęczonych,

tanecznych stópek. Złote lata ponowoczesności. Potem przyszedł ten

grudzień, kiedy dałeś mi w twarz przy kolegach, i żaden nie zareagował,

bo przecież wiedzieli, że bym się obraziła. Potem usunęłam ciążę w

prywatnej przychodni w Tychach. Lekarz spartaczył sprawę, później go

zamknęli, ja nie chciałam zeznawać, nie chciałam przynosić więcej wstydu

rodzicom; już mieli go dosyć.

Dziewczyny z wydawnictwa, ten numer jest dla Was! Jesteście świetne;

bardzo Was przepraszam, że podnosiłam na Was głos i piłam alkohol. Nadal

piję alkohol, choć raczej nie podnoszę głosu. Chyba nie mam na kogo.

Nikt się nie wpierdala w mój styl życia i sposób, jaki obrałam, aby jako

dobra katoliczka zapobiec samobójczej śmierci, która, o ironio

lingwistyczna, jest grzechem śmiertelnym.

Gwiazdorze Rocka. Kochałam Cię mocno bezinteresownie. Pojechałam na

festiwal opolski, żeby Cię zobaczyć w idiotycznym kostiumie. Nawet dolna

warga mi nie drgnęła, znajomym też nigdy nie pozwalałam z Ciebie zakpić,

ani Cię oceniać. W łóżku byłeś najlepszy. W wannie też było cudownie.

Potem wybrałeś azyl na zadupiu, i pewnie nigdy nawet nie otwarłeś mojej

książki.

Kochani debiutanci, autorzy redagowanych przeze mnie książek, studenci

warsztatów twórczego pisania, pracodawcy, taksówkarze, komornicy,

prawnicy, ekspedientki, kolejarze, itd. Co Wam szkodziło być miłymi dla

mnie?

Byłam, a może bardziej starałam się być, miłą osobą. Niekiepsko się na

tych mrzonkach przejechałam.

.

- – -

[Marta Podgórnik, „Gorzkie żale”, {w:} „Dodatek LITERAcki. Gdynia”, nr 4(5)2009, str. 4.]

Filed under: Wyjątki , , , , , ,

Morela [fragm.]

Droga do sklepu prowadzi obok drzewa moreli. Oczywiście ulica ma dwie strony i mogłabym je ominąć. Z powodu moreli niemożliwością jest tak po prostu pójść do sklepu. Poprzez wybór strony ulicy muszę się zdecydować, czy odwiedzę drzewo, czy też je ominę. Decyzja ta nie wiąże się z wielkimi emocjami. Mówię sobie: zobaczymy, jak dziś wygląda, albo: niech zostawi mnie dzisiaj w spokoju. To nie ojciec zmusza mnie do tych odwiedzin, nie wieś, nie kraj – żadna tęsknota za ziemią rodzinna. Drzewo nie jest ani obciążeniem, ani ulgą. Stoi sobie tutaj tylko jako posmak czasu. To, co zgrzyta mi w głowie, gdy zbliżam się do niego, to pół na pół cukier z pisakiem. Słowo morela brzmi dla mnie pieszczotliwie.”

[Herta Müller, „Król kłania się i zabija”, przeł. Katarzyna Leszczyńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2005, str.15.]


1. Kilka lat temu na spotkaniu autorskim w Poznaniu Herta Müller opowiadała o intuicyjnej różnicy jaką „widzi” jej ucho, gdy wypowiada wyraz morela w języku rumuńskim, a następnie w języku niemieckim. Rumuńskie caisa jest ciasne, twarde, zwarte, obnażone i nagie. Nie zostawia miękkiej przestrzeni (po)między. Bardziej „widzi” męskie, ściśnięte pośladki, niż kobiece, pulchne piersi. Za to niemieckie Aprikose jest miękkie, subtelne, delikatne, pokryte jasnymi włoskami. Puszyste, ale nie pulchne. Jakby się to słowo wzięło do ręki i mocniej ścisnęło, to pewnie po palcach pociekłby słodki i lepki sok. Dziewczyna, która tłumaczyła, zaczerwieniła się po ostatnim zdaniu. Krew napłynęła jej do twarzy. Rumieniec dla niej samej był zaskoczeniem, był bezwiedny, był przypadkowy. Mimo swych około dwudziestu sześciu lat spuściła głowę i uciekła wzrokiem, chociaż chciałem spojrzeć jej w oczy. […]

- – -

Cały tekst znajduje się na stronie niedoczytania.pl

Filed under: Czcze mądrości, Lekturki, Się, Wyjątki , , , , , ,

Będąc w podróży

W podróży boję się miast. Czas płynie w nich zbyt szybko. Omijam tereny przemysłowe z ich międzynarodową brzydotą i monotonią. Potrafią zniszczyć każdy pejzaż, chociaż przecież wiem, że są znakiem życia w jego codziennej odmianie.”

[Marek Zagańczyk, „Droga do Sieny”, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2005, str. 73.]

Filed under: Wycieczki, Wyjątki , , , , , ,

Mądry biały a mądry czarny

Pierwszego dnia, gdy pana ujrzałam, pomyślałam sobie: ten się uratuje. Bo tutaj, żeby przeżyć, trzeba przemilczeć swoją mądrość. Wie pan, jaka jest różnica między mądrym białym a mądrym czarnym? Mądrość białego mierzy się szybkością odpowiedzi. Natomiast u nas najmądrzejszy jest ten, kto najdłużej zwleka z odpowiedzią. Niektórzy są tacy mądrzy, że nie odpowiadają nigdy. Dobrze pan robi, Massimo. Niech pan nie stara się być osią czegokolwiek. Tutaj ważność sprowadza śmierć.”

[Mia Couto, „Ostatni lot flaminga”, przeł. Elżbieta Milewska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2005, str. 110-111.]

Filed under: Wyjątki , , , , , ,

To książki

Są sposoby mówienia, które wprawiają w drżenie. I takie, które ranią. Wiele jest sposobów mówienia, które ranią nawet po śmierci tych, którzy ich używali. Te głosy i intonacje składają się na coś, co można nazwać rodziną.
Wiele jest sposobów mówienia, które odurzają oddechem martwego albo głuchego głosu. Głosów bądź ech, nie pochodzących bezpośrednio od zmarłych. Pochodzących z oddechu, który nie jest wprost oddechem przodka. Albo takich, co zalegają w gardle sekretnym głosem, oralnością bardziej skrytą niż rezonans wokalny, cichszą niż szept, przez co ma się ochotę na płacz.
To książki.
Wszystkie książki – owa całość wyklucza tomy, gdzie oralność i społeczeństwo nie zostały zdesakralizowane – tworzą coś, co można nazwać literaturą. To rodzina bez więzów rodzinnych, bezpośrednich genealogii, aspołeczne społeczeństwo. (…) Książki, na które czeka blask słońca, choć one o nim nie wiedzą, są cichsze od czystej literatury. Są jak imię kogoś, kogo się kocha i o czym się nie mówi, by dzieci nie dowiedziały się, kto jest ich prawdziwym ojcem, o czym nawet on sam nie wie.”

[Pascal Quignard, „Błędne cienie. Ostatnie królestwo I”, przeł. Tadeusz Komendant, Społdzielnia Wydawnicza ‘Czytelnik’, Warszawa 2004, str. 106-107.]

Filed under: Wyjątki , , , , , ,

>dzień świstaka< – uzasadnienie

Bo życie rostrzyga się właśnie w takich chwilach, kiedy wbrew wszelkim argumentom, zrozumieniu, zdrowemu rozsądkowi jesteśmy posłuszni wewnętrznej bierności: człowiek potyka się, myli i nieprzerwanie szuka drogi, nigdy nie wie, co powinien zrobić, ale czasem wie na pewno, czego mu robić nie wolno… Nie potrafimy potrafimy przewidzieć naszych uczynków; ale istnieją także stany pasywnego działania, kiedy jesteśmy pewni, że odmówić czegoś, nie pójść gdzieś, odrzucić coś, gdzieś pozostać i nie ruszać się z miejsca jest równoznaczne z czynem.”

[Sándor Márai, „Wyznania patrycjusza”, przekł. i posłowie Teresa Worowska, wyd. II, Spółdzielnia Wydawnicza ‘Czytelnik’, Warszawa 2005, str. 384-385.]

Filed under: Wyjątki , , , , ,

W jaki sposób…?

W jaki sposób człowiek staje się pisarzem? Nie wiem. Nie pamiętam żadnego szczególnego, wiążącego się z konkretnym wydarzeniem przeżycia, które mogło się stać decydujące, które ukształtowałoby moją pisarską optykę, jakąś szczególną zdolność widzenia i słyszenia, i wyzwoliłoby we mnie umiejętność wyrazu. Chciałem być pisarzem, odkąd pamiętam. Nigdy nie myślałem, że istnieją przecież także inne środki wyrazu niż tylko zapisana za pomocą liter myśl. (…)chcę powiedzieć, że (…)życie traktowałem jako tworzywo pisarskiej ekspresji i dość dobrze wyczuwałem instrumentację literatury; (…)często się mylę, a w pracy towarzyszy mi codziennie ciężar odpowiedzialności za zadanie, niepewność i męczące niezadowolenie z siebie, podsycane jeszcze przez znajomość granic mych umiejętności. (…)literatura to nie tylko zbiór arcydzieł.”

[Sándor Márai, „Wyznania patrycjusza”, przekł. i posłowie Teresa Worowska, wyd. II, Spółdzielnia Wydawnicza ‘Czytelnik’, Warszawa 2005, str. 204-205.]

Filed under: Wyjątki , , , , , ,

Zapisanie? Zaczytanie?

(…) niemal najlepsze dzieło Stendhala; jest tam jakaś bezpośredniość doznań, jakaś wyraźna szczerość, jakieś podziwu godne usiłowanie zdzierania kolejnych warstw, aby dotrzeć do dna. A jaka przejrzystość stylu!(…) Chciałbym zrobić t samo, przynajmniej będę się starał. Wydaje mi się to nawet obowiązkiem. Kiedy się jest u schyłku życia, winno się kategorycznie dołożyć wszelkich starań, aby jak najwięcej pozbierać wrażeń, które przechodziły przez nasz organizm. Nielicznym uda się w ten sposób stworzyć arcydzieło (Rousseau, Stendhal, Proust), ale wszystkim dana jest możliwość ocalenia tą drogą czegoś, co bez tego drobnego wysiłku zostałoby stracone na zawsze. Prowadzenie dziennika lub spisywanie w pewnym wieku własnych wspomnień winno być obowiązkiem nałożonym przez państwo(…).”

[Giuseppe Tomasi Di Lampedusa, „Miejsca mojego dzieciństwa”, {w:} „Opowiadania”, przeł. Jadwiga Bristiger, przedmowa Giorgio Bassani, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1964, str. 92-93.]

* * *

* * *

Przy okazji odpowiadam na trzy pytania, które dotyczą moich czytelniczych zachowań. Pytania zadała mi pani Nowalijka, być może jest zainteresowana odpowiedziami. Łańcuszka nie rozsyłam dalej, ale jeśli ktoś ma ochotę się udzielić w n/w temacie, to zapraszam, można w komentarzu się uzewnętrznić.

1. Czy są takie książki, do których przeczytania przyznajecie się niechętnie, chyłkiem, co najwyżej półgębkiem, bacznie patrząc i pilnując, czy w okolicy nie znajduje się nikt, kto mógłby te wstydliwe Wasze zwierzenia wykorzystać? Słowem – czy macie w swoim czytelniczym życiorysie namiętny romans z tanimi powieściami dla kucharek, kryminałami w tandetnych okładkach, masowo wydawanymi początkiem lat 90., z czwartorzędną fantastyką nieudolnie spolszczoną przez kogoś, który nie znał ani języka, z którego przekłada, ani języka, na który tłumaczy? I czy budzi to w Was jakieś emocje?

- Nie, nie ma takich książek. Czytam różne książki, które mi często przypadkowo w ręce wpadają, to nie wstydzę się potem do tego przyznać. Książki ktoś pisze i z szacunku dla tego, w końcu napisał, się natrudził, nie wypada, abym się do nich nie przyznawał. Dlatego przyznaję się, czytałem książki: G. Mastertona, Ch. Bukowskiego, G.N. Smitha, N. Gaimana, J. Austen, P. Coelho, kilka Harlequinów…

2. Zapożyczając się u Lodge’a. chciałabym zapytać o klasyczne-pozycje-które-to-niby-wszyscy-już-przeczytali, a po które nadal się nie zabraliście, a może nawet nie macie zamiaru. Co by to było?

- Jest wiele „klasycznych pozycji”, których nie przeczytałem, czasem specjalnie, czasem zupełnie przypadkowo. W większości wypadków pewnie nie przeczytam już książek: J. Conrada, F. Dostojewskiego, L. Tołstoja, B. Schulza, F. Kafki, R. Kapuścińskiego, M. Dąbrowskiej, A. Dumasa, J. Hellera, W. Hugo, J. Clavella, A. MacLeana, M. Bułhakowa, M. Puzo, E. Zoli, A. Camusa, S. Mrożka, G. Zapolskiej, Z. Nałkowskiej, H. Balzaka, J. Dehnela, R. Ludluma, nie przeczytałem żadnej książki z cyklu „Pan Samochodzik”.

3. Co naprawdę ważnego ostatnio – w ciągu roku powiedzmy – przeczytaliście? Coś takiego, co przede wszystkim zostanie z Wami, ale czym chciałoby się również podzielić z innymi.

- Wybrałem 10 z książek przeczytanych w ostatnim roku, czyli od lipca 2008 do lipca 2009: #1 José Saramago, „Kamienna tratwa”, przeł. Wojciech Charchalis, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2003; #2 Damon Runyon, „15 opowiadań nowojorskich”, przeł. Waldemar Brzeziński, Wydawnictwo URAEUS, Gdynia 2002; #3 Yukio Mishima, „Zimny płomień i inne opowiadania”, przeł. Henryk Lipszyc, posłowie Beata Kubiak Ho-Chi, Świat Książki, Bertelsmann Media sp. z o.o., Warszawa 2008; #4 Sándor Márai, „Magia”, przeł. Irena Makarewicz, Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 2008; #5 Edwidge Danticat, „Oddech, oczy, pamięć”, przeł. Maria Olejniczak-Skarsgård, Wydawnictwo G+J Gruner+Jahr Polska, Warszawa 2007; #6 Tahar Ben Jelloun, „To oślepiające, nieobecne światło”, przeł. Małgorzata Szczurek, Wydawnictwo KARAKTER, Kraków 2008; #7 Zeruya Shalev, „Mąż i żona”, przeł. Agnieszka Jawor-Polak, wyd. I, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2004; #8 Ariel Dorfman, „Niania i góra lodowa”, przeł. z angielskiego Bohdan Maliborski, seria: „Lemur”, Świat Ksiązki, Bertelsmann Media sp. z o.o., Warszawa 2007; #9 Pascal Mercier, „Nocny pociąg do Lizbony”, przeł. Magdalena Jatowska, Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o., Warszawa 2008; #10 José Saramago, „Miasto ślepców”, przeł. Zofia Stanisławska, wyd. III poprawione, Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o., Poznań 2009. (Kolejność nie jest przypadkowa.)

Filed under: Czcze mądrości, Lekturki, Wyjątki , , , , , , ,

Ciało

Młodość była jednak piękniejsza niż wspomnienie po niej.
(…)
Człowiek jest w dziwny sposób spóźniony wobec własnego ciała. Ciągle musi je dźwigać, ma z nim mnóstwo kłopotów i trudności, a jednocześnie nie potrafi sobie siebie bez niego wyobrazić. Myślę teraz nie o tamtym świecie, którego nie znam, a więc nie obchodzi mnie, lecz o tym świecie, który znam i w którego wymiarach muszę się ciągle troszczyć o tę kapryśną, łatwo psującą się materię, o ciało. I wiem jednocześnie, że to wszystko jest może po prostu tylko złym przyzwyczajeniem, tępym i przestarzałym, upartą tradycją. Mam niezachwiane poczucie, że jestem już o wiele dalej niż moje ciało, a jeszcze ciągle muszę mieć wzgląd na tego niewdzięcznego i wymagającego towarzysza podróży, nie mogę się odeń uwolnić, muszę go karmić i pielęgnować, choć w końcu zwróci się przeciw mnie, zniszczy mnie, moją osobowość, niewdzięcznie i brutalnie. Najwyższy czas, by ktoś energiczny wysłał go na emeryturę, zwiesił gdzieś w rekwizytorni pomiędzy inne, odwiedzane już tylko przez mole formy bytu.”

[Sándor Márai, „Dziennik (fragmenty)”, przeł., oprac., przyp. i posłowie Teresa Worowska, wyd. IV, Spółdzielnia Wydawnicza CZYTELNIK, Warszawa 2008, str. 86-87.]

Filed under: Wyjątki , , , , , ,

Paradoks

Nie sądzę, żeby aż tak ważne było to, jak wygląda proces uwidaczniania się talentów. Kikyo zachęca uczennice, by się rozwijały i szły do przodu, lecz czyż nie jest to, paradoksalnie, przynaglaniem śmierci poprzez jej ignorowanie?”

[Yoko Tawada, „Fruwająca dusza”, przeł. Barbara Słomka, Wydawnictwo KARAKTER, Kraków 2009, str. 44.]

Filed under: Wyjątki , , , , , ,

Para czy trójkąt?

Zawsze uważałem, że w miłości nie ma par ani trójkątów miłosnych, tylko szereg ludzi stojących gęsiego i każdy kocha tego, który stoi przed nim, a ten z kolei kocha następnego i tak bez końca, i ten, kto stoi za mną, kocha mnie, a jego kocha ten za nim i tak dalej, ale zawsze kochamy kogoś, kto stoi do nas plecami. A ostatniego w szeregu nie kocha nikt.”

[Jorge Franco, „Rosario Tijeras”, przeł. Tomasz Pindel, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2005, str. 104-105.]

Filed under: Wyjątki , , , , , ,

…bo jestem ja.

Powiedziała właścicielowi kamienicy, że wszystko skończone, a to go bardzo rozgniewało i zagroził eksmisją. Rodzice Marii zalegają z czynszem za kilka miesięcy. Maria napluła mu pod nogi i sobie poszła. Jest bardzo odważna, ma ostry charakterek i poznała już obrzydliwe rzeczy. Komedia skończona, mówi, może ją sobie nazywać swoją księżniczką, ubierać w rzeczy zmarłej żony i obwieszać różnymi wisiorkami, klejnotami, żeby potem jej dotykać i kazać dotykać siebie, to i tak na nic, teraz ona już nie chce, bo jestem ja. Jestem ja – nagle staję się ważny. Do tej pory to, czy byłem, czy mnie nie było, niczego nie zmieniało. Maria mówi, że jestem, no i proszę, od razu sam zauważam, że jestem. Zastanawiam się: Czy nie mogłem sam z siebie zauważyć, że jestem? Chyba nie. Chyba potrzeba drugiej osoby, żeby zauważyć takie rzeczy.”

[Erri De Luca, „Montedidio”, przeł. Marcin Wyrembelski, wyd. I, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009, str. 42-43.]

Filed under: Wyjątki , , , , , ,

Po prawdzie

„W końcu my, ludzie, którzy jeszcze czytają książki, powinniśmy ze sobą rozmawiać...” [Andrzej Franaszek, „Tylko nie (...)”, TP 24 (3127) 2009.]

Księga Wyjścia

Wejdź i wyjdź.

PodStrony

Obowiązki Domokrążcy

„(…) nie mam się (…) za głos zbiorowego sumienia, lecz tylko za jednego z jej szeregowych pracowników, domokrążcę, co uważa, że popularyzacja czytania i literatury jest psim obowiązkiem każdego, kto ma ku temu okazję (…).” [Piotr Śliwiński, „Świat na brudno”, str. 349-350.]

 

grudzień 2009
P W Ś C P S N
« lis    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Słowo na niedzielę

Bądź wierny. Idź! Idź spać!