Hajfa

[niecodziennik]

[Herta Müller, „Dziś wolałabym siebie nie spotkać”, przeł. Katarzyna Leszczyńska, Wydawnictwo Czarne, wyd. I, Wołowiec 2004, str. 158-159.]

„(…)Na stole stała czerwona emaliowana puszka, otworzyłam ją, powąchałam zmieloną kawę, zamknęłam wieczko, odstawiłam ją i zobaczyłam tłuste odciski moich palców i to, co przyśniło mi się w nocy:

Tata leży w białej niedzielnej koszuli na podwórzu przed domem, na drewnianym stole, a obok jego lewego ucha brzoskwinia z jednego z drzew, które sam przed laty posadził. Mężczyzna z wypukłą klatką piersiową i ptasią twarzą, który we śnie nie jest jednak moim gospodarzem, wycina tacie przez koszulę czworokąt między czubkiem kołnierzyka a żołądkiem, od trzeciego do piątego guzika, pedantycznie jak przy linijce. Wyjmuje swojego rodzaju drzwiczki z ciała.

Ja mówię:

- Leci krew.

Mężczyzna mówi:

- To z arbuza jego żony. Widzisz, jest zniekształcony, nie rośnie i nie jest większy niż jajko Wyjmiemy go i włożymy brzoskwinię. Wyciąga arbuza z piersi i wkłada na jego miejsce brzoskwinię. Brzoskwinia jest dojrzała, z czerwonymi policzkami, ale nieumyta, widać to po włoskach.

- To jest brzoskwinia warkoczastej – mówię – ona przecież nigdy nie urośnie; warkoczasta nie potrafi o nią zadbać.

- Jedno musisz jej przyznać, na warzywach się zna.

- Ale to jest owoc – mówię.

- Zobaczymy – mówi on.

Mężczyzna wkłada drzwiczki z powrotem do piersi, pasują jak ulał. Podchodzi do ściany domu i myje sobie pod szlauchem ręce.

- Czy drzwiczek nie trzeba przyszyć – pytam.

- Nie – mówi on.

- A jeżeli wypadną.

- Są hermetyczne, zarosną, robię to nie po raz pierwszy – mówi – w końcu jestem z zawodu stolarzem.”

.

- – -

{sen przesłała: Joanna J., dziękuję}

Filed under: Sennisko , , , , , ,

Interes w Azji

Jadę starą furgonetką. Paka to drewniana kratownica przykryta pozszywanymi ze sobą wypłowiałymi szmatami. Siedzę w szoferce, strasznie trzęsie. Wyglądam przez okno, jadę przez góry, samochód podskakuje na dziurach i wybojach. Muszę zwolnić. Zresztą siedzący obok młody chłopak, ubrany równie nędznie jak ja, mówi: „Uważaj na ładunek”. Wtedy przypomina mi się, że przemycam/szmugluję przez granicę między Malezją a Pakistanem pluszowe misie, które zostały wyprodukowane na Tajwanie przez małe-chińskie-rączki. Pluszowe misie są w Pakistanie zakazane z powodów religijnych. A skoro są zakazane, to jest to najbardziej chodliwy towar. Mój towarzysz – młodszy ode mnie o jakieś 20 lat – namówił mnie na ten interes. Misie są ukryte w drewnianych skrzynkach po brazylijskich pomarańczach. [cięcie] Na prosektoryjnym stole w kostnicy leży nagi mężczyzna, na stole obok następny. Cała kostnica wypełniona jest stołami, na których leżą nadzy mężczyźni. Wszyscy mają zakrwawione stopy, jakby starte stopy, jakby gołymi stopami aż do zdarcia szorowali po asfalcie.

.

- – -

[tak przy okazji donoszę, że można mnie jutro, wespół ze Szymonem Kantorskim i Szczepanem Kopytem, spotkać i posłuchać w ramach imprezy „Poza Zasadą Lansu” w CSW Zamek Ujazdowski; po szczegóły trzeba kliknąć…]

Filed under: Sennisko, Się , , , , , ,

[Jerzy Franczak, „Nieludzka komedia”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009, str. 52-53 oraz 157.]

#1 „Jemu śni się, że się budzi, boli go palec, więc wstaje i idzie po omacku do łazienki. Ból staje się nie do zniesienia, więc zaciska zęby i pochyla głowę, wtedy spostrzega plamy krwi na linoleum. Z bijącym sercem dociera do łazienkowych drzwi, zapala światło i podchodzi do umywalki. Jego wskazujący palec tkwi w kubeczku razem ze szczoteczkami do zębów. W tym samym czasie jej śni się powódź, istny potop, woda wlewa się oknami i drzwiami, tryska ze szpar w podłodze, cieknie po ścianach. Alicja pędzi po Basię, porywa ją i biegnie do drzwi, po drodze zauważa, że jej córeczka zmieniła się w radio, a woda bezustannie przybiera, sięga już ust. Wypadają na klatkę schodową, Basia cała mokra, ma wilgotne pokrętła, po głośniczkach spływają bezgłośnie malutkie kropelki. Alicja kręci gałką w lewo, w prawo – nic… Rozpacz ściska jej gardło, ale uporczywie szuka jakiegoś sygnału życia w martwym szumie eteru… I nagle słyszy donośne ueeeeee!, przebijające się spośród pomruków i trzasków! Fala szczęścia zalewa jej piersi! Całuje Basię po przyciskach i pokrętłach, głaszcze ją po kabelkach i tuli do łona.”

#2 „Miałam sen o Tobie, ale bardzo przykry. Śniło mi się, że rozstaliśmy się, bo miałeś dziecko z inną kobietą (niewysoka, śliczna brunetka, bardzo delikatna, słodka i uległa, zupełnie moje przeciwieństwo). Przyszłam was odwiedzić, na drzwiach wizytówka A. E. Królowie i dwa plakaty reklamujące sporty wodne – dziwne, nie? wchodzę do tego mieszkania – Ty otworzyłeś, ona gdzieś w głębi z dwójką dzieci na dywanie. Zmiana – nagle znajdujemy się nad jakimś jeziorkiem, opalamy się, mówisz: zostańmy przyjaciółmi. To koniec. Ale we śnie myślałam, że chyba umrę.”

Filed under: Sennisko , , , , , ,

Nocna rozmowa

Przez całą noc gadałem przez telefon z Foką. Z jakiegoś ważnego powodu ani on, ani ja nie mogliśmy sobie pozwolić na zaśnięcie. Nie pamiętam, który z nas zadzwonił, czy on do mnie, czy ja do niego. Nie pamiętam także dlaczego on nie mógł zasnąć, ani dlaczego ja także nie mogłem. Ktoś nam zabronił? My zabroniliśmy sobie? Czytałem mu nowe opowiadanie o dziewczynce imieniem Amber, którą matka utopiła w przybrzeżnych wodach wyspy Santosa, aby uwolnić się od swego otyłego męża o twarzy nastolatka. Opowiadanie nie było długie, miało trochę ponad stronę. Czytałem wolno, jakbym mu je dyktował, a Foka w tym czasie spisywał. Potem on je na głos redagował i poprawione wolno dla mnie czytał, abym mógł je sobie zapisać. Następnie wstał, zostawił telefon na biurku i wziął z półki zeszyt. Zaczął szybko go kartkować. Szelest kartek słyszałem przez słuchawkę. „Przeczytam ci co ciekawsze dialogi z pracy”, powiedział po chwili do słuchawki. Głośno się śmiałem, słuchając tych firmowych historyjek. Nagle ABi się obudziła i powiedziała: „Przestań już dusić Ruperta, on i tak nie żyje”. Zrobiło mi się smutno. Nic jej nie odpowiedziałem, ale do Foki szepnąłem, żebyśmy zdzwonili się w nocy, bo pewnie i on, i ja, i tak  nie będziemy spać.

- – -

[Na stronie http://niedoczytania.pl wespół z Joanną Herman prowadzę otwarty projekt o nazwie Sny Z Nazwiskami. Projekt jest otwarty tzn., że można do Joanny lub do mnie wysyłać sny, które później będą prezentowane na stronie.

W tym tygodniu zapraszam do czytania zestawu: Sny (prawie) bez nazwisk - odcinek 6 - koncertowe.]

Filed under: Sennisko , , , , , ,

[Anna Wieser, „CV”, {w:} „Delta”, WBPiCAK, Poznań 2009, str. 33.]

CV

W tym śnie prowadzą mnie do hotelu

To tylko jedna doba z kimś kogo znałam

plus quiz czterech prób w których okaże się

Co jest?

Siedzimy na swoich łóżkach

nie wyjmując niczego z walizek

Jesteśmy nieufni i czujni

Zamykamy drzwi zasłaniamy okna

Na balkonie stoi

Czarna gruba skórzana Oprah w kiecce z kryształkami

Oprah zarzuca nogi na stół

wyjmuje gumę z ust i zakleja

dziurę w mojej głowie

otwiera puderniczkę sypie do kawy

proszki na wychodzenie z domu

Przy stole na krzesłach

żółte samoprzylepne karteczki

Sprawy dzielone na pół

zeskanowane dziwki szklanki

upiorni cyrkowcy pożeracze chińskich kul

co jakiś czas robią meksykańską falę

śpiewając Oh, what the night

W zlewie niedzielne obiady spięte jak dzienniki

Dowody na to że jedliśmy i obracaliśmy w głowach

jak kołki zapytania cholerny quiz czterech prób

Czarna gruba skórzana o nic nie pyta

wlewa w nas zęby jak paraliż

Zasypiamy żegnając się mechanicznie

nad ranem schodzimy w dół

pijąc krystaliczny jogurt Doktora Ernsta


- – -

[Anna Wieser, jedna z „Solistek, której debiutancka książka pt.: „Delta” ukazała się tydzień temu w Poznaniu nakładem WBPiCAK.]

Filed under: Sennisko , , , , , , ,

W namiocie na wyspie

Śpię w małym namiocie. Ledwo się w nim mieszczę. Muszę podkurczać nogi. Słyszę jak pada deszcz, krople uderzają na tropik. Wewnątrz namiotu jest jezioro. Mój granatowy materac unosi się na wodzie, która wlewa się od spodu, jakby pod namiotem biło źródełko. Do prawej dłoni mam przyklejoną swoją Nokię. Co chwilę muszę na nią zaglądać, bo wibruje. Najpierw dzwoni Ołówek. Raz, drugi i trzeci. Nie odbieram. Przecież Ołówek śpi, więc nie może dzwonić, tak sobie myślę. Potem dostaję sms do Karoliny, która pisze, że ma brudne paznokcie, bo wszędzie piasek. „Wyglądam jak córka grabarza”, kończy. Następnie słyszę Jurka Owsiaka, który woła: „UPSYYY WSTAWAĆ! UPSYYY WSTAWAĆ! UPSYYY NA SCENĘ!!!”. Nie widzę go, ale słowa słyszę wyraźnie, tylko ich nie rozumiem. Podjeżdżam wzrokiem, niczym kamerą na wysięgniku, przede mną stoi Jurek Owsiak, ale w ciele siedmio, bądź ośmioletni chłopca. Bez koszulki. Na szyi ma wisiorek z bursztynu w kształcie gołębia. Rzemyk, na którym wisi, jest bardzo długi, gołąbek sięga mu pępka. Chłopak ma gołe stopy. Stoi na kamienistej wyspie. To Korsyka.

Filed under: Sennisko , , , , , ,

[José Saramago, „Miasto ślepców”, przeł. Zofia Stanisławska, wyd. III poprawione, Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o., Poznań 2009, str. 15-16.]

„Zaczął śnić, że bawi się w dziecięcą grę, gdybym był ślepy, że zamyka i otwiera oczy, za każdym razem czując się tak, jakby wracał z długiej podróży witany przez konkretne, wyraźne i niezmienione przedmioty, przez znany, oswojony świat. Jednak tę spokojną pewność zakłócała niejasna obawa, podejrzenie, że to zwodniczy sen, z którym prędzej czy później musi się rozstać i zaakceptować zupełnie mu nieznaną rzeczywistość. Po chwili, jeśli to właściwe słowo, by opisać słabość trwającą tyle co mgnienie oka, będąc już w stanie połowicznego przebudzenia z zwiastującego powrót do rzeczywistości, zrozumiał, że zamiast bić się z myślami, obudzić się czy nie obudzić, obudzić się czy nie, musi po prostu stawić jej czoło.”


- – -

{przy okazji donoszę, że na stronie PKPzin zamieszczono następujące moje wiersze: „Z nad morza przywieźliśmy”, „Inne łuski”, „Parking, poligon”, „Piesku”, „Dom”; się polecam}

Filed under: Sennisko, Się , , , , , ,

Pusty pociąg

Pociąg pędzi pustym polem. Jestem wewnątrz. Jadę, choć nie wiem dokąd. Siedzę na drewnianej ławce. Jest mi niewygodnie, rozglądam się za czymś miękkim. W koszyku/nosidełku mam jedynie czarnego kota, pewnie Dżejmsa, który nie nadaje się na poduszkę. Nie ma innych podróżnych, bym mógł kogoś poprosić o koc. Jestem sam i teraz mi to przeszkadza. Nie wiem, gdzie jadę, ale mam wrażenie, że jadę przez Azję, daleką rosyjską Azję, coś w rodzaju stepu mknie za oknem. Nie widzę wyraźnie, ponieważ okno jest brudne, czy też zaklejone gazetami, okładkami „Bluszcza”. Skład ciągnie lokomotywa na węgiel. Pociąg przewozi perfumy, pełne skrzynki. Mocno, intensywnie, nieprzyjemnie pachnie we wszystkich przedziałach. Chodzę po całym pociągu, by sprawdzić, czy czasem gdzieś nie pachnie lepiej, mniej uciążliwie. Nie. Wszędzie tak samo cuchnie. To już piąty dzień podróży.

Filed under: Moje życie z Dżejmsem, Sennisko , , , , , ,

Salon EMPiK, ul. Franciszka Ratajczaka 44, Poznań, dwa tyg. temu

Nie jestem wielkim znawcą twórczości Stanisława Lema. Nie jestem małym znawcą twórczości Stanisława Lema. Wstyd się przyznać, ale poza książkami typu „lektura szkolna” nigdy nie przeczytałem nic innego tego śp. Autora. Jednakże mimo tego mam wrażenie, że ktoś układając książki dobitnie pomylił regały.

Lem w EMPiK

[Stanisław Lem, „Studium wojskowe dla felczerów prowadzić]

Miałem ostatnio taki sen. Śniłem, że jestem w wojsku. Byłem przekonany, że jestem w wojsku. Byłem młody i byłem w wojsku. Właśnie kończył mi się turnus i miałem wyjść do domu. A tu nagle mi mówią, że ponieważ skończyłem medycynę, to mam zostać jeszcze sześć tygodni, żeby szkolić jakichś felczerów. Tak się tym okropnie zmartwiłem i zirytowałem, że się obudziłem.

{notował Bogdan Zalewski, w: „Studium” nr 4(24) 2000, str. 146.}

Filed under: Lekturki, Porażki, Sennisko , , , , , ,

[Joanna Herman, „Sen z Sosnami”, by @, przesłano dnia: 18 czerwca 2009 20:57.]

„Śniło mi się, że Andrzej Sosnowski kłócił się z Darkiem Sośnickim o to, który z nich ma większe prawo do noszenia przydomku Sosna.”

Filed under: Sennisko, Się , , , , ,

[Tomasz Szewczyk, „020507, Menażeria Disneya”, przesłano by @]

„Dochodzimy do uzdrowiska na przełęczy. Dwa budynki za czerwoną siatką. W dole widać pętlę tramwajową, komin, kawałek miasta, wszystko pięknie zachmurzone. Z prawej, parę kilometrów dalej, nagi, kamienny nawis nad drugim szlakiem. No to możemy sobie chwalić, mówi ktoś, wybraliśmy lepszy, więcej stąd widać. Przechodzimy przez opustoszały plac, budynki są szare, monolityczne. Wychodzimy z tyłu na małe jezioro, otoczone przez skały. Ktoś obok sprzedaje z niego wodę: drewniany kramik, butle szklane, plastikowe, szeroki asortyment. Można wziąć też prysznic w kabinie między skałami; facet skacze, mizdrzy się, zachęca. Próbujemy po kolei. Woda jest chłodna i szklista. Zaraz po tym staję na kamieniu, tak, żeby wszyscy widzieli. Zdejmuję ubranie i daję dyla do jeziorka. Woda w nim jest jednak dużo bardziej zimna, gęsta, całkiem zielona. Zapadam się. W płucach dziwna miękkość. Chciałem powiedzieć wszystkim, że zrobiłem to z miłości, ale nie było już jak.

Z jeziora, widzianego w pięknej, szerokiej panoramie, wynurza się łuskowaty potwór i zaczyna terroryzować pacjentów uzdrowiska. Grupka przypadkowych turystów stawia mu dzielnie opór, chowa się po pokojach, jeździ windami, używa siekier i gaśnic. Wcześniej czytałem bardzo entuzjastyczne recenzje, rzeczywiście, pierwsza połowa filmu jest absolutnie nudna. Ziewamy, czekamy. Wokół ludzie z popcornem, film zdaje się ich bawić, straszyć, wszystko jak należy. W końcu potwór daje nura w jeziorko, turyści są horrendalnie zmęczeni, wymieniają numery, adresy z pacjentami, wracają do miasta. Dwójka z nich idzie do kina. Siadają w trzecim rzędzie, chłopak i dziewczyna, oglądają film o potworze z jeziorka i dzielnych turystach. Od tego momentu kadr jest statyczny; widzimy parę od przodu, wokół ciemność, fotele, pojedynczy widzowie, widzimy światło ekranu, odbijające się blado w ich twarzach. Nic się nie dzieje. Mijają minuty. Ktoś z naszej widowni zaczyna gwizdać. Byłem na to przygotowany, czytałem w końcu te recenzje, pisano o tym; gdyby pierwsza połowa filmu była ciut lepsza, pewnie bardziej by mi się podobała druga, recenzenci jak zwykle przesadzili. Ktoś wstaje, trzaska oparcie w fotelu, wstają następni, gwizdy, pokrzykiwania, ludzie wychodzą. Obsłudze kina też to wszystko nie w smak, słychać głosy w kabinie projekcyjnej, zapalają się światła. Siedzimy. Film leci dalej. Gośka chce już iść, przytrzymuję ją, w końcu zapłaciliśmy, no i na sam koniec ma być ponoć coś ciekawego. Wychodzą ostatni widzowie. Zostajemy zupełnie sami. Wszechobecne światło mierzi, zaczynamy się krępować. Na ekranie dalej to samo. No dobra, mówię. Zbieramy się. Gośka ciągnie mnie za rękaw do wyjścia, ja się ociągam, przystaję, patrzę w ekran, sekundkę, mówię. Para w kinowych fotelach znika, zmiana tła, wielkie, wystawne sale, kandelabry, marmurowe schody, kamera rusza w tył, przed kamerą kroczy najlepszy rysownik Walta Disneya, starszy, siwy pan w jasnym garniturze. Opowiada coś, strzela różdżką w lewo, prawo, gwiazdki, wyczarowuje jelonka Bambi, siedmiu krasnoludków, Alladyna, kaczora Donalda. Cała menażeria bryka po tapetach, wbiega przed rysownika, podkłada mu nogi czy co tam ma, wskakuje na ramiona, zasłania oczy. Rysownik się otrząsa, otrzepuje z nich raz po raz, kontynuuje wędrówkę, kontynuuje opowieść, uśmiechając się bez przerwy i wywijając różdżką. Kiedy nieopatrznie wyczarowuje Bugsa i Duffy’ego, ci odchodzą od całej menażerii i szepcą do siebie na stronie. Po krótkiej naradzie odwracają się do rysownika. Naśladując żołnierski krok, stają przed nim z grobowymi minami. Rysownik nie traci rezonu i wali w nich parasolem. Z rozpłaszczonego na ścianie Bugsa cieknie jucha.”


{i przy okazji informuję, że na niedoczytania.pl pojawił się oniryczny zestaw z Julią Hartwig}

Filed under: Sennisko, Się , , , , , ,

Delfin

Gosia idzie przodem, my za nią, prowadzi nas na jacht. Z pomostu, który stoi na betonowych słupach, więc jest stały, przeskakujemy na chyboczącą się łódkę. Czuję się niepewnie, boję się, że wpadnę do wody. Patrzę w dół, chyba nie jest głęboko, gdyż widzę dno, Widzę dno, mówię. Na co Gosia odpowiada, To złudne, woda jest tu pierwszej klasy czystości. Ania łapie mnie pod ramię, abym nie upadł. Gosia wydaje komendy jak prawdziwy kapitan statku. Niewiele rozumiem, gdyż używa takich słów jak „fok”, „sterburta”, „grot”, „pawęż”, „bulaj”, „lewy hals”, „prawy hals”, „kokpit”. Ech, tak mało człowiek słów zna. Staram się wykonywać, to co nakazuje, ale raczej na podstawie gestykulacji, wiem co robić. Później: Leże w płytkiej kałuży nad brzegiem oceanu. Słyszę szum fal, jest banalnie miło. Piasek jest żółty jak złoto. Woda w kałuży jest bardzo ciepła, wręcz gorąca. Całe ciało mam w niej zanurzone, ponad lustro wystaje mi tyle część twarzy. Słońce świeci mocno, mam zamknięte oczy. Tak trwa to jakiś czas, gdy otwieram oczy, widzę stojącego nade mną delfina. Stoi na tylniej płetwie, jakby stał na nogach. Płetwami grzbietowymi podpiera się pod boki á la krakowiaczek-ci-ja. Wygląda zabawnie i dobrodusznie, więc się do niego uśmiecham, Mogę ci jakoś pomóc, pytam.

Filed under: Sennisko , , , , , ,

[Dave McKean, „Decydujący sen”, {w:} Neil Gaiman & Dave McKean, „Sygnał do szumu”, tłum. Michał Cetnarowski, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2009, str. 13.]

„(…) Byłem w Londynie i postanowiłem wpaść do wydawcy, oficyny Victor Gollancz, zobaczyć, czy egzemplarze sygnalne ksiązki nie przyszły z drukarni. Widząc mnie, wszyscy byli zaskoczeni, chociaż Neil już tam był. Spytałem, czy mogę zobaczyć album. Był dużo większy, niż się spodziewałem; wydawał się bardziej grubym, cięższym tomiszczem, przynajmniej 500-stronnicowym. Zacząłem go przeglądać. Najpierw nie mogłem odnaleźć Sygnału. Były tam na początku jakieś inne historie, które okazały się komiksami o starym superbohaterze z DC Comics, Flashu. Zapytałem Neila, co to jest, a on powiedział mi, że napisał je, zanim się spotkaliśmy i pomyślał, że moglibyśmy je włączyć do ksiązki, żeby była trochę atrakcyjniejsza. Szukałem dalej historii, którą zilustrowałem, ale zamiast niej znajdowałem tam dużo innych materiałów z archiwum Neila. Szkice, notatki, po prostu rzeczy, które znalazł w swoim gabinecie i zamieścił w albumie. Wreszcie znalazłem Sygnał, dokładnie na końcu tomu. Zajmował tylko kilka stron. Byłem pewny, że historia była dłuższa, ale może coś źle zapamiętałem. Wtedy zamknąłem książkę i spojrzałem na okładkę. Myślałem, że to ja ją zrobiłem, ale w rzeczywistości była to twarz narysowana czerwoną kredką świecową na brązowej tekturze. Neil powiedział, że namalował ją jego mały syn, Mike.”

Filed under: Sennisko , , , , , ,

[Darek Foks, „Półsen w Trójmieście”, za: Magazyn „Cegła”, nr 12.]

Podczas mojego ostatniego pobytu w Gdańsku mieszkałem w hotelu „Wolne Miasto” na ulicy Św. Ducha. Przyjechałem na otwarcie wystawy „Opowiedziane inaczej…”, która mówiła o opowiadaniu inaczej. Przyjąłem zaproszenie, ponieważ od czasu do czasu dorabiam jako opowiadający inaczej. Po udanym wernisażu i kolacji udałem się do hotelu. Okna mojego pokoju wychodziły na ulicę. Było gorąco. Klimatyzacji nie było. Chciałem zasnąć, więc nie zamknąłem okna, bo zasypiam tylko przy otwartym. Jednak nie dało się spać. Z baru wietnamskiego naprzeciwko co jakiś czas dobiegało tajemnicze „Niechpan sypkoje!”, po czym następował rechot nieustępliwych klientów, którym nie chciało się spać. Zebrałem się w sobie, ubrałem i wyszedłem na ulicę. Podszedłem do Wietnamczyka, ścisnąłem mocno jego ramiona i bardzo wolno wysyczałem: „Niech pan szybko je”. Przestraszył się. Powiedziałem łagodnie: „Powtórz”. Skupił się i powiedział: „Niech pan szybko je”. Uśmiechnąłem się szczerze, puściłem go i wróciłem do łóżka. Wietnamczyk przemówił poprawnie, klienci zjedli, zapłacili i poszli sobie. Bar został zamknięty. Rano wyruszyłem na dworzec. Pod „Wolnym Miastem” stał Wietnamczyk, który szeroko uśmiechnął się do mnie na pożegnanie i krzyknął: „Niech pan szybko jedzie!”. Pomachałem mu i odkrzyknąłem: „Trzymaj się, Niechpan!”.

7 czerwca 2008, {cytat za: http://www.magazyn-cegla.net}


Filed under: Sennisko , , , , , ,

[#17 by K. Dz., zaczerpnięto ze strony: http://greatstaystill.blogspot.com.]

„A dziś śniło mi się, że spotkałem Krzysztofa Kieślowskiego. Okazało się, że nie umarł z powodu problemu z sercem, ale w wypadku. Wypadku w którym jego twarz uległa zniekształceniu. Miał ogromne blizny przecinające wargi. Zaczęliśmy rozmawiać i nawet nie wiem kiedy zacząłem robić mu zdjęcia. Jego twarz na tle pól i drzew ułożonych w geometryczny sposób. Gdy wyszło słońce żałowałem, że mam w mojej Smenie czarno-biały film, ale pomyślałem że tak trzeba, że to Kieślowski. Miałem problemy z ustawieniami czasu i przysłony, bo to przecież Smena i nigdy nic nie wiadomo. Przestraszyłem się, że może lepiej było użyć Zenitha, wiedziałem że mam bardzo mało czasu, chciałem zrobić jak najwięcej zdjęć. Czasu było naprawdę bardzo mało, bo przecież on nie żył. W pewnym momencie spytał: -A jeśli te zdjęcia będą naprawdę dobre? mimo swojego wrodzonego ironicznego tonu głosu dał mi do zrozumienia, że we mnie wierzy. -Wtedy je opublikuję. odpowiedziałem. Krzysztof zaśmiał się bardzo głośno z papierosem w ustach, patrzył mi prosto w oczy, a ja pomyślałem, że to się już nigdy nie powtórzy.”

Filed under: Sennisko , , , , ,

Po prawdzie

„W końcu my, ludzie, którzy jeszcze czytają książki, powinniśmy ze sobą rozmawiać...” [Andrzej Franaszek, „Tylko nie (...)”, TP 24 (3127) 2009.]

Księga Wyjścia

Wejdź i wyjdź.

PodStrony

Obowiązki Domokrążcy

„(…) nie mam się (…) za głos zbiorowego sumienia, lecz tylko za jednego z jej szeregowych pracowników, domokrążcę, co uważa, że popularyzacja czytania i literatury jest psim obowiązkiem każdego, kto ma ku temu okazję (…).” [Piotr Śliwiński, „Świat na brudno”, str. 349-350.]

 

grudzień 2009
P W Ś C P S N
« lis    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Słowo na niedzielę

Bądź wierny. Idź! Idź spać!