(…) Wielokrotnie zadawałem sobie pytania: Po co czytam? Dlaczego czytam? Na czym polega dziś sens czytania? Czy czasem czytanie nie jest ucieczką od świata? Może czytam tylko dlatego, żeby zapomnieć o prozie życia? Dlaczego mówię „proza życia”, przywołując i powołując się na czytelnicze słownictwo? Ponieważ czytanie, samo w sobie, nie przynosi pocieszenia, samo także nie jest pocieszeniem. W słowach zawartych w powieściach (dotyczy to również wierszy) nie ma pocieszenia, radości i pomocy. Nikt – ani autor, ani bohater, ani postać nie wyciąga pomocnej dłoni, by podtrzymać ciało lub ducha. Może czasem, zza liter, widać przecinający powietrze nieśmiały uśmiech, ale nie jest to uśmiech, który może znacząco podnieść na duchu. W skrócie można powiedzieć: czytanie jest odkrywaniem i poznawaniem ran. Ran raz zadanych, które goić się nie chcą, które goić się nie powinny. Przypomina mi się fragment z książki „Siostrzyczka Ewa od kartuzów” Pierre’a Péju: (…) nigdy nie szukał w literaturze ukojenia ani w lekturze – pocieszenia. Wręcz przeciwnie. Żarliwe czytanie, a tak czytał zawsze, polegało raczej na odkrywaniu ran u innych ludzi: urazów samotnego mężczyzny, niepokoju samotnej kobiety. Istotą czytania było zagłębianie się w tę ranę, sondowanie jej. Spoza zdań, nawet tych najpiękniejszych i najzręczniej ułożonych, zawsze słychać wołanie. Czyje? Jeśli miałbym na to pytanie sam sobie odpowiedzieć, to powiedziałbym: czytającego. Oczywiście, czytanie się nie opłaca, nie mam tu na myśli jedynie korporacyjno-szczurzej wymiany czasu na pieniądze, ale także „marnowanie” czasu, który można wykorzystać na 1001 innych sposobów. Przyznając się w towarzystwie do tego, że nie mam telewizora, ale za to czytam książki, dużo książek, że czytam powieści, wiersze i komiksy, narażam się na śmieszność i szydercze komentarze w stylu: „Musisz się po pracy śmiertelnie nudzić?”, „Nie wiesz, co z czasem zrobić?”, „Nie bądź żałosny”. Czytanie jest występkiem przeciw współczesnemu społeczeństwu, ponieważ jest aktem odwagi (wiem, bardzo upraszczam). Tadeusz Sławek w rozmowie z Jarosławem Makowskim opublikowanej na łamach „Tygodnika” w numerze 12 z 2003 r. dowodził, że czytanie bywa okrutne, ponieważ usuwa „ja” na dalszy plan, skrywa je za dekoracjami rzeczywistości: Może dlatego człowiek dzisiaj nie czyta: chce być wyjątkowy i w centrum napięcia, a lektura uczy go pokory. W innym miejscu zaś: Czytasz nie po to, by więcej wiedzieć, ale by twój ogląd świata nabrał szerszej perspektywy, by wyobraźnia oparła się erozji, abyś się przekonał, że wiesz mniej, ale że ten brak, ta luka jest właśnie miejscem dla wyobraźni.
- – -
[cały tekst, ale pod innym tytułem – „Mecenas lektury” – znajduje się w pierwszym numerze „Tygodnika Poznańskiego” na stronie 11, który ukazał się z okazji wizyty x. Adama Bonieckiego w Poznaniu]
Filed under: Czcze mądrości, Się , adam boniecki, czytanie, odwaga, pocieszenie, sens, tygodnik poznański



jest w tym jakiś smutek. i sporo prawdy. przyznawanie się do czytania to jedno, powoływanie się powiedzmy w rozmowie na jakiś fragment, albo jakieś nieznane oglądającym “taniec z gwiazdami” nazwisko to drugie zło.
a spróbujcie na imprezie, albo w klubie powiedzieć “piszę wiersze”, a w głowach rozmówców stanie fraza na kształt “różanych ogrodów rozkoszy” :)
Bo kto to widział popisywac sie w towarzystwie czytaniem. Mozna pochwalic sie nowa torebka, wintadzowa kiecka, bryka i nawet telewizorem jak odpowiedni. Ale przepraszam bardzo, tym ze sie nie ma nic innego do roboty niz trzymanie w rekach przez klika godzin pliku kartek? jeszcze zeby za to placili. Ale jak siedzisz w domu z ksiazka to znaczy że nikt Cie nie chce w tym czasie zatrudnic ani zabawic. Misery my friend, to juz nawet nie imie dla takiego, to sposób na zycie.
zgoda, ale mimo wszystko pocieszająca jest świadomość, że w jednym ze światów (co z tego, że tylko istniejącym w umyśle) żyje postać, która przeżywa te same / podobne emocje, co czytelnik. Pocieszająca, bo mogę zobaczyć, jak bardzo jesteśmy (lub nie) podobni, jakie namiętności nami targają, jakie wybory stają przed nami. To tak trochę, jak odkrywanie prawdy o sobie i innych ludziach. Myślę, że właśnie przez czytanie książek potrafię na tyle przewidzieć zachowanie ludzi, że wiem kiedy i w jakim towarzystwie mogę rzucić takim czy innym fragmentem prozy/wiersza. [Bardzo pomocna jest przy tym "Erystyka" Schopenhauera ;-)]
“W skrócie można powiedzieć: czytanie jest odkrywaniem i poznawaniem ran. Ran raz zadanych, które goić się nie chcą, które goić się nie powinny.”
Maciej, bardzo Ci za ten artykuł dziękuję.
(chciałam dotrzeć na spotkanie z ks. Bonieckim, ale niestety nie udało mi się.
i jeszcze jedno. pierwszy raz “Tygodnik Powszechny” kupiłam dzięki Tobie)
Słowa T. Sławka brzmią dla mnie przekonująco.
PieS. Twoje emaile mam, leżą, leżakują, ale słowa pouciekały mi z palców, więc na razie cisza, wybacz.
Zawrzało we mnie na to: “Czytasz po pracy? Musisz się okropnie nudzić”.
Co robią ludzie, którzy nie czytają, żeby się nie nudzić? Wszystkie, no dobrze, większość proponowanych mi pozaksiążkowych rozrywek wydaje mi się, patrząc z tej perspektywy, śmiertelnie męcząca i niewarta świeczki; tym, co np. chodzą na wódkę zimą – tym to dopiero musi się silnie nudzić!
I dlaczego czytam? Sobie zadaję to pytanie niemal przy każdej nowo zaczynanej książce. Bo chcę. Bo nie chcę myśleć o codziennych problemach. Bo w ogóle na moment chcę przestać szarpać się z własnymi myślami i spojrzeć na cudze. Bo książki to większy element mojego większego sensu. I choć wiem, że czytam, żeby się usprawiedliwić przed czymś ważniejszym, czyli przed swoim pisaniem, a raczej konsekwentnym niepisaniem mimo chęci, to i tak biorę się do czytania.
“jest w tym jakiś smutek. i sporo prawdy,”
Dżizas.
Giera, uciekaj z Poznania. Poznań niedobry dla poetów. Późną jesienią niedobry.
Faktycznie, zwykle odwoływaniu się do książek w rozmowie ze znajomymi (co jest dla mnie naturalne, taki domowy zwyczaj) towarzyszy mi lekkie poczucie winy, jakbym miała za chwilę przeprosić, że się przechwalam czy jakoś tak. Nie dalej jak wczoraj wyszło w rozmowie na to, że przeczytałam jakąś poważną książkę w bardzo młodym wieku, co wywołało zdziwienie reszty zgromadzenia, na co dodałam usprawiedliwiająco, że czytanie było w tamtych latach moją używką. Paranoja. Moja. :)
Tekst bardzo ciekawy.
ps. Kiedyś bardzo długo rozmyślałam, co bym prędzej poddała: książki czy muzykę. I książki wygrały o włos.