Hajfa

[niecodziennik]

Inny świat

[pomyślałem, że wyrzucę na łóżko, a potem zrobię spis najciekawszych komiksów, jakie czytałem w ostatnim roku, od sierpnia ’08 do sierpnie ’09; kolejność i ilość jest jak najbardziej przypadkowa:]

#1 Ivan Brun (scen. & rys.), „Bez komentarza”, Kultura Gniewu, Warszawa 2009; #2 Garth Ennis (scen.), Steve Dillon (rys.), „John Constantine, Hellblazer: Chora miłość”, tom 3, przeł. Paulina Braiter, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2009; #3 Jean David Morvan (scen.), Philippe Buchet (rys.), „Armada: Odzyskane wspomnienia”, tom 10, przeł. Maria Mosiewicz, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2008; #4 Brian Azzarello (scen.), Eduardo Risso (rys.), „100 naboi: Pierwszy strzał, ostatnie ostrzeżenie”, tom 1, przeł. Adam Biały, Wydawnictwo Mandragora, Wrocław 2002; #5 Brian K. Vaughan (scen.), Pia Guerra (rys.), Paul Chadwick (rys.), „Y: ostatni z mężczyzn – Jeden mały krok”, tom 3, tłum. Krzysztof Uliszewski, Wydawnictwo Manzoku, Wrocław 2009; #6 Brian K. Vaughan (scen.), Pia Guerra (rys.), „Y: ostatni z mężczyzn – Cykle”, tom 2, tłum. Krzysztof Uliszewski, Wydawnictwo Manzoku, Wrocław 2009; #7 Grant Morrison (scen.), Frank Quitely (rys.), „WE3”, tłum. Maciej Drewnowski, Wydawnictwo Taurus Media, Piaseczno 2006; #8 Greg Rucka (scen.), Steve Lieber (rys.), „Whiteout: Zamieć”, tom 1, tłum. Jacek Drewnowski, Wydawnictwo Taurus Media, Piaseczno 2006; #9 Greg Rucka (scen.), Steve Lieber (rys.), „Whiteout: Odwilż”, tom 2, tłum. Jacek Drewnowski, Wydawnictwo Taurus Media, Piaseczno 2006; #10 Brian Azzarello (scen.), Marcelo Frusin (rys.), Danijel Zezelj (rys.), Werther Dell’edera (rys.), „Loveless: Burza nad Blackwater”, tłum. Robert Lipski, Wydawnictwo Mucha Comics, Warszawa 2008; #11 Bill Willingham, Mark Buckingham, Craig Hamilton, Steve Leialoha, P. Craig Russell, „Baśnie: Marsz drewnianych żołnierzyków”, tom 4, tłum. Maja Kostecka, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2009; #12 Mike Carey & Peter Gross & Ryan Kelly & Dean Ormston, „Lucyfer: Potępieńcze związki”, tom 3, tłum. Paulina Braiter, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2009; #13 Brian Wood & Riccardo Burchielli, „DMZ: W strefie”, tom 1, przeł. Krzysztof Uliszewski, Wydawnictwo Manzaku, Wrocław 2008; #14 Brian Azzarello (scen.), Marcelo Frusin (rys.), „Loveless: Huczny powrót do domu”, tłum. Robert Lipski, Wydawnictwo Mucha Comics, Warszawa 2008; #15 Brian K. Vaughan (scen.), Niko Henrichon (rys.), „Lwy z Bagdadu”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Wydawnictwo Mucha Comics, Warszawa 2008; #16 Neil Gaiman (scen.), Dave McKean (rys.), „Sygnał do szumu”, tłum. Michał Cetnarowski, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2009; #17 Tony Sandoval (scen. & rys.), „Trup i sofa”, tłum. Magdalena Kurzyna, Wydawnictwo Taurus Media, Piaseczno 2009; #18 José Carlos Fernandes (scen. & rys.), „Najgorsza kapela świata. Występ pierwszy i drugi”, tłum. zbiorowe, Wydawnictwo Taurus Media, Piaseczno 2008.

świat komiksów

świat komiksów

Filed under: Lekturki , , , , , , ,

Trzy dni temu

To było w piątek. Wybiła godzina i koniec. Koniec pracy. Koniec pracowniczego tygodnia, czas odpocząć. W końcu można nastawić autoodpowiedź w Outlooku, wyłączyć komputer, zamknąć biuro, zejść na parking. Jacek już czeka przy swoim Citroënie (nie znam się na samochodach, ale ten znaczek to nawet ja rozpoznaję). Kończy palić, strzela niedopałkiem w stronę drzew, wsiadamy. Jacek przekręca kluczyk w stacyjce, odzywa się radio TOK FM, pani miłym głosem/miła pani/ mówi: „Teraz możemy spokojnie porozmawiać”. To prawda. Jacek włącza klimatyzację, radio na chwilę milknie, ale odzywa się ponowie, tym samym miłym głosem: „Tak na poważnie”. Obaj nagle zamarliśmy. Spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy nerwowym śmiechem, bo cóż innego mielibyśmy zrobić?

Filed under: Porażki , , , , , ,

W jaki sposób…?

W jaki sposób człowiek staje się pisarzem? Nie wiem. Nie pamiętam żadnego szczególnego, wiążącego się z konkretnym wydarzeniem przeżycia, które mogło się stać decydujące, które ukształtowałoby moją pisarską optykę, jakąś szczególną zdolność widzenia i słyszenia, i wyzwoliłoby we mnie umiejętność wyrazu. Chciałem być pisarzem, odkąd pamiętam. Nigdy nie myślałem, że istnieją przecież także inne środki wyrazu niż tylko zapisana za pomocą liter myśl. (…)chcę powiedzieć, że (…)życie traktowałem jako tworzywo pisarskiej ekspresji i dość dobrze wyczuwałem instrumentację literatury; (…)często się mylę, a w pracy towarzyszy mi codziennie ciężar odpowiedzialności za zadanie, niepewność i męczące niezadowolenie z siebie, podsycane jeszcze przez znajomość granic mych umiejętności. (…)literatura to nie tylko zbiór arcydzieł.”

[Sándor Márai, „Wyznania patrycjusza”, przekł. i posłowie Teresa Worowska, wyd. II, Spółdzielnia Wydawnicza ‘Czytelnik’, Warszawa 2005, str. 204-205.]

Filed under: Wyjątki , , , , , ,

Przy tablicy

Wywołany do tablicy przez p. Arachneę przy kolejnym łańcuszku, odpowiadam:

1. Którego z bohaterów literackich zaprosiłbyś do swojej rodziny lub kręgu przyjaciół?

- Prawdę mówiąc krąg moich przyjaciół (w „realu”) jest niewielki i akurat taki jaki być powinien. Dlatego nie widzę potrzeby zapraszania do niego nowych przyjaciół. Osobista otwartość nigdy nie była moją najmocniejszą stroną, stąd pewnie ograniczona liczba osób, które są „blisko”. Dodatkowo nie lubię się rozpraszać, dzielić, rozdzielać, ale piszę zasadniczo nie na temat, piszę gdzieś obok zadanego tematu. Przepraszam. Wracając do pytania, to chciałbym, aby moim wujkiem był Nicolas Bouvier. Wujkiem, dokładnie bratankiem mojej matki, który wysyłałby do matki długie listy z podróży, który raz w roku przyjeżdżałby do nas na święta i przy stole opowiadałby swoje ostatnie przygody.

2. Jeśli miałbyś taką możliwość, którego z nieżyjących pisarzy lub poetów obdarzyłbyś drugim życiem, by umożliwić mu/jej napisanie jeszcze kilku książek lub wierszy?

- [Będę oszczędny:] Przede wszystkim Joanna Pollakówna oraz Zbigniew Herbert, aby mogli napisać jeszcze kilka książek o obrazach. Następnie chciałbym, aby z martwych wstali: Josif Brodski, Józef Czapski, Konstanty A. Jeleński, Jerzy Turowicz. Na zakończenie tego koncertu: Lawrence Durrell, Kornel Filipowicz, Jarosław Iwaszkiewicz, Zygmunt Haupt, Andrzej Bobkowski.

3. Jak wyglądałaby Twoja wymarzona, idealna biblioteczka (chodzi zarówno o dobór książek jak i pomieszczenie)?

- W moim domu książki podpierają wszystkie cztery ściany dużego pokoju, pewnie stoją tak dlatego, aby się ściany nie zwaliły do środka. Takie ustawienie książek bardzo mi odpowiada. Chociaż, oczywiście!, wolałbym mieć regały, ustawione w długim, wąskim korytarzu, oświetlone małymi lampkami, usadowionymi w podłodze. Na regałach najlepiej jeśli stałoby 10 tyś książek, ustawionych autorami w porządku alfabetycznym.

Filed under: Czcze mądrości, Lekturki , , , , , ,

Zapisanie? Zaczytanie?

(…) niemal najlepsze dzieło Stendhala; jest tam jakaś bezpośredniość doznań, jakaś wyraźna szczerość, jakieś podziwu godne usiłowanie zdzierania kolejnych warstw, aby dotrzeć do dna. A jaka przejrzystość stylu!(…) Chciałbym zrobić t samo, przynajmniej będę się starał. Wydaje mi się to nawet obowiązkiem. Kiedy się jest u schyłku życia, winno się kategorycznie dołożyć wszelkich starań, aby jak najwięcej pozbierać wrażeń, które przechodziły przez nasz organizm. Nielicznym uda się w ten sposób stworzyć arcydzieło (Rousseau, Stendhal, Proust), ale wszystkim dana jest możliwość ocalenia tą drogą czegoś, co bez tego drobnego wysiłku zostałoby stracone na zawsze. Prowadzenie dziennika lub spisywanie w pewnym wieku własnych wspomnień winno być obowiązkiem nałożonym przez państwo(…).”

[Giuseppe Tomasi Di Lampedusa, „Miejsca mojego dzieciństwa”, {w:} „Opowiadania”, przeł. Jadwiga Bristiger, przedmowa Giorgio Bassani, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1964, str. 92-93.]

* * *

* * *

Przy okazji odpowiadam na trzy pytania, które dotyczą moich czytelniczych zachowań. Pytania zadała mi pani Nowalijka, być może jest zainteresowana odpowiedziami. Łańcuszka nie rozsyłam dalej, ale jeśli ktoś ma ochotę się udzielić w n/w temacie, to zapraszam, można w komentarzu się uzewnętrznić.

1. Czy są takie książki, do których przeczytania przyznajecie się niechętnie, chyłkiem, co najwyżej półgębkiem, bacznie patrząc i pilnując, czy w okolicy nie znajduje się nikt, kto mógłby te wstydliwe Wasze zwierzenia wykorzystać? Słowem – czy macie w swoim czytelniczym życiorysie namiętny romans z tanimi powieściami dla kucharek, kryminałami w tandetnych okładkach, masowo wydawanymi początkiem lat 90., z czwartorzędną fantastyką nieudolnie spolszczoną przez kogoś, który nie znał ani języka, z którego przekłada, ani języka, na który tłumaczy? I czy budzi to w Was jakieś emocje?

- Nie, nie ma takich książek. Czytam różne książki, które mi często przypadkowo w ręce wpadają, to nie wstydzę się potem do tego przyznać. Książki ktoś pisze i z szacunku dla tego, w końcu napisał, się natrudził, nie wypada, abym się do nich nie przyznawał. Dlatego przyznaję się, czytałem książki: G. Mastertona, Ch. Bukowskiego, G.N. Smitha, N. Gaimana, J. Austen, P. Coelho, kilka Harlequinów…

2. Zapożyczając się u Lodge’a. chciałabym zapytać o klasyczne-pozycje-które-to-niby-wszyscy-już-przeczytali, a po które nadal się nie zabraliście, a może nawet nie macie zamiaru. Co by to było?

- Jest wiele „klasycznych pozycji”, których nie przeczytałem, czasem specjalnie, czasem zupełnie przypadkowo. W większości wypadków pewnie nie przeczytam już książek: J. Conrada, F. Dostojewskiego, L. Tołstoja, B. Schulza, F. Kafki, R. Kapuścińskiego, M. Dąbrowskiej, A. Dumasa, J. Hellera, W. Hugo, J. Clavella, A. MacLeana, M. Bułhakowa, M. Puzo, E. Zoli, A. Camusa, S. Mrożka, G. Zapolskiej, Z. Nałkowskiej, H. Balzaka, J. Dehnela, R. Ludluma, nie przeczytałem żadnej książki z cyklu „Pan Samochodzik”.

3. Co naprawdę ważnego ostatnio – w ciągu roku powiedzmy – przeczytaliście? Coś takiego, co przede wszystkim zostanie z Wami, ale czym chciałoby się również podzielić z innymi.

- Wybrałem 10 z książek przeczytanych w ostatnim roku, czyli od lipca 2008 do lipca 2009: #1 José Saramago, „Kamienna tratwa”, przeł. Wojciech Charchalis, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2003; #2 Damon Runyon, „15 opowiadań nowojorskich”, przeł. Waldemar Brzeziński, Wydawnictwo URAEUS, Gdynia 2002; #3 Yukio Mishima, „Zimny płomień i inne opowiadania”, przeł. Henryk Lipszyc, posłowie Beata Kubiak Ho-Chi, Świat Książki, Bertelsmann Media sp. z o.o., Warszawa 2008; #4 Sándor Márai, „Magia”, przeł. Irena Makarewicz, Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 2008; #5 Edwidge Danticat, „Oddech, oczy, pamięć”, przeł. Maria Olejniczak-Skarsgård, Wydawnictwo G+J Gruner+Jahr Polska, Warszawa 2007; #6 Tahar Ben Jelloun, „To oślepiające, nieobecne światło”, przeł. Małgorzata Szczurek, Wydawnictwo KARAKTER, Kraków 2008; #7 Zeruya Shalev, „Mąż i żona”, przeł. Agnieszka Jawor-Polak, wyd. I, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2004; #8 Ariel Dorfman, „Niania i góra lodowa”, przeł. z angielskiego Bohdan Maliborski, seria: „Lemur”, Świat Ksiązki, Bertelsmann Media sp. z o.o., Warszawa 2007; #9 Pascal Mercier, „Nocny pociąg do Lizbony”, przeł. Magdalena Jatowska, Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o., Warszawa 2008; #10 José Saramago, „Miasto ślepców”, przeł. Zofia Stanisławska, wyd. III poprawione, Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o., Poznań 2009. (Kolejność nie jest przypadkowa.)

Filed under: Czcze mądrości, Lekturki, Wyjątki , , , , , , ,

[José Saramago, „Miasto ślepców”, przeł. Zofia Stanisławska, wyd. III poprawione, Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o., Poznań 2009, str. 15-16.]

„Zaczął śnić, że bawi się w dziecięcą grę, gdybym był ślepy, że zamyka i otwiera oczy, za każdym razem czując się tak, jakby wracał z długiej podróży witany przez konkretne, wyraźne i niezmienione przedmioty, przez znany, oswojony świat. Jednak tę spokojną pewność zakłócała niejasna obawa, podejrzenie, że to zwodniczy sen, z którym prędzej czy później musi się rozstać i zaakceptować zupełnie mu nieznaną rzeczywistość. Po chwili, jeśli to właściwe słowo, by opisać słabość trwającą tyle co mgnienie oka, będąc już w stanie połowicznego przebudzenia z zwiastującego powrót do rzeczywistości, zrozumiał, że zamiast bić się z myślami, obudzić się czy nie obudzić, obudzić się czy nie, musi po prostu stawić jej czoło.”


- – -

{przy okazji donoszę, że na stronie PKPzin zamieszczono następujące moje wiersze: „Z nad morza przywieźliśmy”, „Inne łuski”, „Parking, poligon”, „Piesku”, „Dom”; się polecam}

Filed under: Sennisko, Się , , , , , ,

Zimorodek

Pierwszego dnia spływu kajakowego Brdą z Rytla do Woziwody potrafiłem się skupić na wszystkim innym, tylko nie na machaniu wiosłem. Tyle rzeczy mnie rozpraszało. Świat istnieje i rozprasza. Wierny jestem obserwacji, która przekłada się na banalny – chwilami – zachwyt, owe ochy i achy. Świat przyrody rozprasza tym bardziej, mnie z pewnością. [Tydzień po powrocie, kartkując „Nieobjętą Ziemię” Miłosza, szukając zupełnie innego fragmentu, przypadkiem natykam się na fragment: „Przyroda mnie szybko nudzi, a nuda i mdłości to prawie to samo. (…)Ależ przedmiotem mojej kontemplacji nie była przyroda”, a moim była i jest. Miłosz do obserwacji i rozpamiętywania przedkłada teatr przestrzeni społecznej nad teatr przyrody, ja nie widzę specjalnej różnicy.] W pewnej chwili, po prawej stronie, kątem oka, dostrzegam błękitny błysk, śmigającą błyskawicę, czyli pędzącego zimorodka. Z wrażenia moczę wiosło z tej strony, przestaję nim machać, kajak szybko skręca, grozi, że ustawi się w poprzek nurtu, a wtedy łatwo się wywrócić, zza pleców słyszę: „Koniecznie włącz w głowie guzik”. Wyciągam wiosło z wody, ale nie macham, śledzę wzrokiem ptaszka. Jest cały czas jakieś 15 metrów przed kajakiem. Gdy już wydaje się, że zobaczę go z bliska, on nagle podrywa się do lotu, leci kolejne 15 metrów do przodu i siada przy brzegu na wystającej z wody gałęzi. Taka zabawa w kotka i myszkę trwa jakiś czas, w końcu odlatuje tak daleko, że już go nie widzę, że już go nie mogę śledzić. Za to od tego nieoczekiwanego spotkania śledzę wzrokiem brzeg po prawej i po lewej, mając nadzieję, że pojawi się inny zimorodek. I faktycznie, jakieś 4-5 km dalej jest. Znów błękitny błysk śmigający tak szybko, że nie jestem w stanie mu się dokładnie przyjrzeć. Ponieważ zimorodek jest małym ptaszkiem wielkości wróbla, ale jeśli wróbel jest szarym kieliszkiem, to o zimorodku tego powiedzieć się nie da. Jest najbardziej kolorowym i pięknym polskim ptakiem. Jego skrzydła i główka są niebieskie, prawie błękitne, chwilami turkusowe, metalicznie opalizujące. Policzki i podgardle ma białe. Natomiast brzuch ma cynamonowy, czy też raczej rdzawoczerwony, niczym zachodzące słońce. Być może po to, aby małe rybki, które łowi, myślały, że to zachodzące słońce przelatuje nad rzeką, a nie myśliwy, który swoim prostym i mocnym dziobem za chwilę wyłuska je z wody. Obserwując tego drugiego zimorodka, znów się wyłączyłem. Znowu trzeba było przywrócić mnie rzeczywistości zdaniem: „Czas najwyższy byś się już włączył”. Już na brzegu. Stojąc z Darkiem na moście, rozmawiamy o zimorodku, o tym jaki to piękny ptak, o tym, że nazwa jest błędna, bo powinien nazywać się ziemiorodek, czy też ziemorodek, jako że jego nora-gniazdo, które zwykle wykopuje w skarpie nad rzeką, może mieć do metra głębokości, że okres lęgowy trwa od kwietnia do lipca, że poza tym okresem żyje samotnie, że nie odlatuje do ciepłych krajów, dlatego żyje nad rzekami o wartkim nurcie, które nie zamarzają zimą. To wszystko mówi Darek, ja opowiadam o „pochodzie ptaków” z obrazu „Ogród rozkoszy ziemskich” Hieronima Boscha, bo zimorodek jest w nim umieszczony na pierwszym planie ptasiej procesji, dumnie wyprostowany, za nim dudek, wilga, szczygieł i inne ptaki. Ze wszystkich staram się przypomnieć sobie chrześcijańską symbolikę tego ptaka. Nie udaje mi się, obiecuję, że sprawdzę po powrocie i napiszę mu w mailu. Następnego dnia wypływając z Woziwody, obmyśliłem sobie, że dziś cały dzień aż do Wymysłowa będę wypatrywał zimorodków. Pilnie obserwowałem brzegi. I udało się. Przyłapałem jednego na tym, gdy nurkował, niczym japoński pilot kamikadze, w rzece, a potem wyskoczył z niej, jak oparzony i usiadł na pniu. W dziobie miał dość dużą, w porównaniu z nim, rybkę, pewnie ciernika, który się szamotał i starał się wyrwać z silnego uścisku długiego dzioba. Pewnie dlatego, ów zimorodek jakby wypluwając rybkę z dzioba, szybkim gestem uderzył nią o pień. Usłyszałem, albo wydawało mi się, że usłyszałem, płaski dźwięk, potem rybka leżała już spokojnie (martwa? ogłuszona?), ptak sprawnie pochwycił ją w dziób i uleciał ponad skarpę, pewnie do gniazda. Następnego zimorodka przyuważyła A. Siedział na gałęzi, która wystawała nad rzekę. Oboje, jak na komendę, przestaliśmy wiosłować, poruszać się, oddychać. Pozwoliliśmy, aby nurt nas niósł. Udało nam się do niego zbliżyć na jakieś półtora metra. Z racji tego, że siedziałem z przodu, byłem bliżej. Ptak przez pewien czas przyglądał nam się lewym okiem, jakby się zastanawiając, czy jesteśmy dla niego zagrożeniem, czy też może jesteśmy granatowym pniem, który płynie z nurtem. Wybrał pierwsze rozpoznanie. I bardzo, bardzo szybko odleciał. Po tym odwróciłem się do A. i podniecony zacząłem opowiadać o tym jak wyglądał, jakby ona sama go nie widziała. „Może zacznij już w końcu pedałować swoim wiosłem”, usłyszałem, było to dla mnie przysłowiowe wiadro zimnej wody, ale rzeczywiście musiałem zacząć manewrować, bo nurt nas znosił w stronę prawego brzegu, gdzie już czekały jakieś kłody i pniaki, skore pomóc nam w wywrotce. [W tym miejscu mała dygresja dla Darka. Wiesz, gdy wróciłem do domu, to przez kilka dni nie dawało mi spokoju pytanie: Co w symbolice chrześcijańskiej znaczy zimorodek? Musiałem się dowiedzieć. I okazuje się, że jest wielkie pomieszanie z poplątaniem. Ojcowie Kościoła zaanektowali i przerobili na swoje potrzeby grecki mit dotyczący tego ptaka. W starożytnej Grecji wierzono, że księżniczka Alkione, jedna z Plejad i córka króla wiatrów Eola, została zmieniona w zimorodka, aby mogła szukać nad brzegami swego męża i kochanka. Dodatkowo w czasie zimy Morze Egejskie na 40 dni się uspokaja, podobno po to, by wylęg zimorodków mógł przebiegać niczym niezakłócony. I pewnie stąd interpretacja polegająca na tym, że jeśli Bóg opiekuje się małym ptaszkiem, to tym bardziej roztacza opiekę nad ludźmi, którzy znajdują się w niebezpieczeństwie, że nie zostawia ich samych sobie, ale ma na nich baczne oko, oko opatrzności – myślę, że to rozpoznanie nawiązuje do przypowieści opisanej w Ewangelii Matusza 6: 25-34. Czy o to chodziło Boschowi, gdy malował swojego dumnego zimorodka na obrazie „Ogród rozkoszy ziemskich”? Nie wiem. W tym miejscu chciałbym przypomnieć tobie wiersz Miłosz pod tym samym tytułem co obraz, pisze w nim: „Wierzchem na ptakach, czując pod udami miękkie pióra./Na szczygłach, wilgach, zimorodkach,/To znów przynaglając do biegu lwy, jednorożce, leopardy(…)/Okrążamy wszechobecne życiodajne wody(…)”.]

Filed under: Wycieczki , , , , , ,

Pusty pociąg

Pociąg pędzi pustym polem. Jestem wewnątrz. Jadę, choć nie wiem dokąd. Siedzę na drewnianej ławce. Jest mi niewygodnie, rozglądam się za czymś miękkim. W koszyku/nosidełku mam jedynie czarnego kota, pewnie Dżejmsa, który nie nadaje się na poduszkę. Nie ma innych podróżnych, bym mógł kogoś poprosić o koc. Jestem sam i teraz mi to przeszkadza. Nie wiem, gdzie jadę, ale mam wrażenie, że jadę przez Azję, daleką rosyjską Azję, coś w rodzaju stepu mknie za oknem. Nie widzę wyraźnie, ponieważ okno jest brudne, czy też zaklejone gazetami, okładkami „Bluszcza”. Skład ciągnie lokomotywa na węgiel. Pociąg przewozi perfumy, pełne skrzynki. Mocno, intensywnie, nieprzyjemnie pachnie we wszystkich przedziałach. Chodzę po całym pociągu, by sprawdzić, czy czasem gdzieś nie pachnie lepiej, mniej uciążliwie. Nie. Wszędzie tak samo cuchnie. To już piąty dzień podróży.

Filed under: Moje życie z Dżejmsem, Sennisko , , , , , ,

Anons

Uprzejmie donoszę, że w ramach akcji „Wiersz na nowy tydzień”, która od kilku tygodni realizowana jest przez regionalne, poznańskie wydanie „Gazety Wyborczej”, w dniu dzisiejszym na ostatniej, dwunastej stronie ukazał się mój wiersz „Zimne kłamstwa”. Jeśli komuś nie udało się mnie kupić, to nic nie stracił, ponieważ poniżej podaję go w poprawnym łamaniu, gdyż w druku, pewnie przez przypadek, ociupinę się ono rozjechało.

Zimne kłamstwa

Uwolniłem się od namacalnej, brudzącej kasy.

Nadal są ciśnienia, ale innego typu.

Dzień bez ciśnień to dzień stracony.

W domu jak w Rumunii,

dwa pokoje

dwie osoby po nocce.

Mówią, że popierają błędy.

W błędach jest o wiele więcej seksu

niż gdzie indziej.

Ciężko się z nimi zgodzić, dlatego

wychodzę. Dawniej lubiłem pogrzeby,

teraz mniej chętnie chodzę. Robię

inne rzeczy.

Myślę o tym, że przejścia nie ma,

wprawdzie jest pobocze i ścieżka rowerowa,

jednak przejścia nie ma.

Nie jestem pewien czego szukam.

Wylatuje ze mnie dym.

Dwaj panowie w krawatach,

przyjezdni z Warszawy,

to nie są moi ulubieńcy,

choć z nimi rozmawiam,

choć do nich się uśmiecham.

- – -

Dotychczas w akcji „Wiersz…” ukazały się teksty: Marty Grundwald, Joanny Roszak, Szczepana Kopyta, Adama Kaczanowskiego, ale to nie koniec, proponuję śledzić stronę www lub kupować co poniedziałek „Gazetę”.

Filed under: Się , , , , , ,

Salon EMPiK, ul. Franciszka Ratajczaka 44, Poznań, dwa tyg. temu

Nie jestem wielkim znawcą twórczości Stanisława Lema. Nie jestem małym znawcą twórczości Stanisława Lema. Wstyd się przyznać, ale poza książkami typu „lektura szkolna” nigdy nie przeczytałem nic innego tego śp. Autora. Jednakże mimo tego mam wrażenie, że ktoś układając książki dobitnie pomylił regały.

Lem w EMPiK

[Stanisław Lem, „Studium wojskowe dla felczerów prowadzić]

Miałem ostatnio taki sen. Śniłem, że jestem w wojsku. Byłem przekonany, że jestem w wojsku. Byłem młody i byłem w wojsku. Właśnie kończył mi się turnus i miałem wyjść do domu. A tu nagle mi mówią, że ponieważ skończyłem medycynę, to mam zostać jeszcze sześć tygodni, żeby szkolić jakichś felczerów. Tak się tym okropnie zmartwiłem i zirytowałem, że się obudziłem.

{notował Bogdan Zalewski, w: „Studium” nr 4(24) 2000, str. 146.}

Filed under: Lekturki, Porażki, Sennisko , , , , , ,

Po prawdzie

„W końcu my, ludzie, którzy jeszcze czytają książki, powinniśmy ze sobą rozmawiać...” [Andrzej Franaszek, „Tylko nie (...)”, TP 24 (3127) 2009.]

Księga Wyjścia

Wejdź i wyjdź.

PodStrony

Obowiązki Domokrążcy

„(…) nie mam się (…) za głos zbiorowego sumienia, lecz tylko za jednego z jej szeregowych pracowników, domokrążcę, co uważa, że popularyzacja czytania i literatury jest psim obowiązkiem każdego, kto ma ku temu okazję (…).” [Piotr Śliwiński, „Świat na brudno”, str. 349-350.]

 

lipiec 2009
P W Ś C P S N
« cze   sie »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Słowo na niedzielę

Bądź wierny. Idź! Idź spać!