Hajfa

[niecodziennik]

[Darek Foks, „Półsen w Trójmieście”, za: Magazyn „Cegła”, nr 12.]

Podczas mojego ostatniego pobytu w Gdańsku mieszkałem w hotelu „Wolne Miasto” na ulicy Św. Ducha. Przyjechałem na otwarcie wystawy „Opowiedziane inaczej…”, która mówiła o opowiadaniu inaczej. Przyjąłem zaproszenie, ponieważ od czasu do czasu dorabiam jako opowiadający inaczej. Po udanym wernisażu i kolacji udałem się do hotelu. Okna mojego pokoju wychodziły na ulicę. Było gorąco. Klimatyzacji nie było. Chciałem zasnąć, więc nie zamknąłem okna, bo zasypiam tylko przy otwartym. Jednak nie dało się spać. Z baru wietnamskiego naprzeciwko co jakiś czas dobiegało tajemnicze „Niechpan sypkoje!”, po czym następował rechot nieustępliwych klientów, którym nie chciało się spać. Zebrałem się w sobie, ubrałem i wyszedłem na ulicę. Podszedłem do Wietnamczyka, ścisnąłem mocno jego ramiona i bardzo wolno wysyczałem: „Niech pan szybko je”. Przestraszył się. Powiedziałem łagodnie: „Powtórz”. Skupił się i powiedział: „Niech pan szybko je”. Uśmiechnąłem się szczerze, puściłem go i wróciłem do łóżka. Wietnamczyk przemówił poprawnie, klienci zjedli, zapłacili i poszli sobie. Bar został zamknięty. Rano wyruszyłem na dworzec. Pod „Wolnym Miastem” stał Wietnamczyk, który szeroko uśmiechnął się do mnie na pożegnanie i krzyknął: „Niech pan szybko jedzie!”. Pomachałem mu i odkrzyknąłem: „Trzymaj się, Niechpan!”.

7 czerwca 2008, {cytat za: http://www.magazyn-cegla.net}


Filed under: Sennisko , , , , , ,

Promocja „Cegły”

tak przy okazji, jakiej znowu okazji? są jeszcze jakieś okazje? bywają? miewasz? dobrze, dajmy na to, że przy okazji dzisiejszej niedzieli, niedzieli w Poznaniu, gdy za oknem świeci słońce, gdy za oknem wieje wiatr i podobno jest dość chłodno, nie wiem, nie byłem na polu, choć wypada wyjść, ale to potem, teraz okazja: przy tej niedzielnej sposobności subtelnie donoszę o mojej wizycie we Wrocławiu, prawie dwa tygodnie temu, za dwa dni we wtorek będzie równo dwa tygodnie, razem z Adamem Kaczanowskim pojechaliśmy na spotkanie Szerokość Poetycka Zero, promujące 15 numer Magazynu Materiałów Literackich „Cegła – Spisek”, promowaliśmy m.in. siebie i magazyn, obok nas byli też inni promujący: Darek Foks, Kamil Zając, Konrad Góra; ja promowałem po Kamilu, a po mnie promował Adam, promowałem dwa opowiadania, które zostały wydrukowane w bieżącym numerze „Cegły”: „Przedsionek” oraz „Zanikanie”, proponuję poczytać.


Filed under: Opowiadania, Się, Wycieczki , , , , , , ,

[165. 09] Pierre Péju, „Siostrzyczka Ewa od kartuzów”, przeł. Magdalena Pluta, Wydawnictwo Sic! s.c., Warszawa 2005.

Jakiś czas temu przeczytałem „Puste spojrzenie”, a zaraz potem „Dziedzictwo Estery”. Po tych książkach byłem przygnębiony i trochę zmęczony „wielką prozą”, „wielkimi tematami”. Zmęczony ciężarem, znaczeniem tych książek. Językiem i treścią. Chciałem trochę odetchnąć, odpocząć przed kolejną ciężką książką, którą zaplanowałem przeczytać. Pomyślałem, że właśnie przed „Mężem i żoną” dobrze będzie przeczytać jakieś czytadło, lekką, niezobowiązującą powieść. Wybór padł na „Siostrzyczkę Ewę od kartuzów”. Nie wiem dlaczego, akurat na tę książkę się zdecydowałem. To nie ma już teraz znaczenia. W trakcie czytania, napisałem maila do Michała, w którym trochę ją streściłem. „Dość prosta książka, napisana językiem bez fikołków. Akcję można przedstawić w kilku zdaniach. Nic wielkiego. I na dokładkę szybko się czyta. Jednakże duży, ogromny plus dla autora, że powieść nie kończy się dobrze, że smutek pozostaje smutkiem, że nie ma prostego pocieszenia…” I tak jest w rzeczywistości. Tak można o tej książce napisać. Ponieważ czytanie, to nie kładzenie ciepłego plastra miodu na obolałe serce. Czytanie, samo w sobie, nie przynosi pocieszenia, samo także nie jest pocieszeniem. W słowach zawartych w powieściach (również w wierszach) nie ma pocieszenia, radości i pomocy. Nikt ani autor, ani bohater, ani postać nie wyciąga pomocnej dłoni. Czasem może, zza liter, widać przecinający powietrze nieśmiały uśmiech, ale nie jest to uśmiech, który może podnieść na duch. Czyli czytanie jest odkrywaniem i poznawaniem ran. Ran raz zadanych, które goić się nie chcą, które goić się nie powinny. I jeszcze cytat z „Siostrzyczki…”: „Spoza zdań, nawet tych najpiękniejszych i najzręczniej ułożonych, zawsze słychać wołanie.” Czyje? Jeśli miałbym na to pytanie sam sobie odpowiedzieć, to powiedziałbym: czytającego!

{Dlaczego teraz? Dlaczego dziś przypomniało mi się o tej książce? Czy tylko dlatego, że nie wywiązałem się z obietnicy, danej Michałowi? Prosił w mailu, bym mu coś więcej, o tej książce napisał. Być może. Myślę jednak, że to „Miasto ślepców”, które właśnie czytam, w jakiś pokrętny sposób przypomniało mi o „Siostrzyczce Ewie od kartuzów”.}

Filed under: Lekturki , , , , , ,

Para czy trójkąt?

Zawsze uważałem, że w miłości nie ma par ani trójkątów miłosnych, tylko szereg ludzi stojących gęsiego i każdy kocha tego, który stoi przed nim, a ten z kolei kocha następnego i tak bez końca, i ten, kto stoi za mną, kocha mnie, a jego kocha ten za nim i tak dalej, ale zawsze kochamy kogoś, kto stoi do nas plecami. A ostatniego w szeregu nie kocha nikt.”

[Jorge Franco, „Rosario Tijeras”, przeł. Tomasz Pindel, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2005, str. 104-105.]

Filed under: Wyjątki , , , , , ,

[#17 by K. Dz., zaczerpnięto ze strony: http://greatstaystill.blogspot.com.]

„A dziś śniło mi się, że spotkałem Krzysztofa Kieślowskiego. Okazało się, że nie umarł z powodu problemu z sercem, ale w wypadku. Wypadku w którym jego twarz uległa zniekształceniu. Miał ogromne blizny przecinające wargi. Zaczęliśmy rozmawiać i nawet nie wiem kiedy zacząłem robić mu zdjęcia. Jego twarz na tle pól i drzew ułożonych w geometryczny sposób. Gdy wyszło słońce żałowałem, że mam w mojej Smenie czarno-biały film, ale pomyślałem że tak trzeba, że to Kieślowski. Miałem problemy z ustawieniami czasu i przysłony, bo to przecież Smena i nigdy nic nie wiadomo. Przestraszyłem się, że może lepiej było użyć Zenitha, wiedziałem że mam bardzo mało czasu, chciałem zrobić jak najwięcej zdjęć. Czasu było naprawdę bardzo mało, bo przecież on nie żył. W pewnym momencie spytał: -A jeśli te zdjęcia będą naprawdę dobre? mimo swojego wrodzonego ironicznego tonu głosu dał mi do zrozumienia, że we mnie wierzy. -Wtedy je opublikuję. odpowiedziałem. Krzysztof zaśmiał się bardzo głośno z papierosem w ustach, patrzył mi prosto w oczy, a ja pomyślałem, że to się już nigdy nie powtórzy.”

Filed under: Sennisko , , , , ,

Pocztówki z Londynu

druga

Stałem na chodniku, opierając się plecami o czarną barierkę, która oddzielała mnie od ruchliwej New Cross Rd. Czekałem na Uszy, który załatwiał jakieś bankowe sprawy Wełny w budynku Barclayc’a. Chodnikiem wędrowały tłumy ludzi, stałem z boku, by nie tarasować drogi i by móc się swobodnie przyglądać przechodzącym. Wybrałem strategiczne miejsce, obok przejścia dla pieszych prowadzącego z Pepys Rd, zresztą blisko także skrzyżowania z Queen’s Rd. Miałem dużo czasu, gdyż Uszy sprawę załatwić musiał, a ogonek kolejki w której stał, był długi. Moją uwagę przykuł biały mężczyzna w żółtej ostrzegawczej, odblaskowej kamizelce nałożonej na szary sweterek. Zastanowiło mnie, dlaczego ma ją na sobie? Dlaczego jej nie zdjął? Czy wychodząc z pracy zapomniał, że ma ją na sobie? A może w tym kraju jest jakiś odgórny nakaz, chodzenia w czymś takim? Szedł od strony przejścia dla pieszych, dlatego gdy przechodził obok, przyjrzałem mu się. Był mojego wzrostu, na czubku głowy miał jasno ryże włosy oraz duże zakola. Mój ojciec też miał takie zakola, zawsze mówił, że to do kasku, który musiał nosić codziennie w robocie. Mężczyzna wyglądał na bardzo zmęczonego. Idąc cały czas patrzył pod nogi, więc nie miałem możliwości, by spojrzeć mu w oczy. W prawej ręce niósł dużą teczkę, która w pierwszej chwili skojarzyła mi się z wyposażeniem biznesmena. Jednak było to błędne rozpoznanie, mężczyzna z całą pewnością nie należał do tej grupy, oj nie. Pewnie miał w niej kanapki, które rano przed wyjściem do pracy, sam sobie przygotował. Teczka wyglądała na wypchaną, więc zapomniał ich zjeść, pewnie zje je, jak wróci do domu. Zje kanapki z rana zamiast kolacji, czy też zje je na kolację. Odprowadziłem go wzrokiem do przystanku autobusowego. Po chwili o nim zapomniałem, bo z Barclayc’a wyszedł Uszy i poszliśmy dalej do budynku Post Office załatwiać kolejne sprawy i sprawunki. Tam poszło już sprawnie i szybko, kolejka topniała w oczach. Wyszliśmy na New Cross Rd i wmieszaliśmy się w tłum. Przechodząc obok czerwonej budki przystanku, zauważyłem tego samego mężczyznę, siedzącego na murku. Wydało mi się to dość dziwne, z pewnością jechały już ze dwa, trzy autobusy, do których mógł wsiąść. A on wciąż siedział i czekał, nie, nie czekał, nie sprawiał wrażenia, że czeka, po prostu siedział. Teczka stała na ziemi między nogami. Łokcie miał wbite w kolana, białymi dłońmi zakrywał całą twarz. Głowa pochylona w dół. Zrobiło mi się jakoś tak smutno. Chciałem do niego podejść. Już wyobrażałem sobie, że staję prosto przed nim, że w milczeniu kładę mu dłoń na prawym ramieniu, on wtedy odrywa swoje od twarzy i na mnie spogląda i smutno się uśmiecha. Niemniej jednak żadna z tych rzeczy się nie wydarzyła, wszystkie zostały w mojej głowie, chociaż nadałem mu imię Richard. Teraz, gdy o nim piszę, wiem, nie był wcale zmęczony całym dniem w pracy, był przygnębiony, przybity, a może i nawet załamany. Dlaczego?

Filed under: Wycieczki , , , , , ,

Po prawdzie

„W końcu my, ludzie, którzy jeszcze czytają książki, powinniśmy ze sobą rozmawiać...” [Andrzej Franaszek, „Tylko nie (...)”, TP 24 (3127) 2009.]

Księga Wyjścia

Wejdź i wyjdź.

PodStrony

Obowiązki Domokrążcy

„(…) nie mam się (…) za głos zbiorowego sumienia, lecz tylko za jednego z jej szeregowych pracowników, domokrążcę, co uważa, że popularyzacja czytania i literatury jest psim obowiązkiem każdego, kto ma ku temu okazję (…).” [Piotr Śliwiński, „Świat na brudno”, str. 349-350.]

Słowo na niedzielę

Bądź wierny. Idź! Idź spać!