Hajfa

[niecodziennik]

O przeziębieniu

Przeziębienie to nie choroba. Na przeziębienie się nie umiera. Może i się cierpi, ale się nie umiera, a skoro się nie umiera, to podobno nie warto się nim zbytnio przejmować. Samo przeziębienie i jego wszelkie objawy są dla przeziębionego bardzo nieprzyjemne i upierdliwe. Odbierają mu radość codziennego funkcjonowania, zaburzają zwykłą chęć działania. Chociaż z drugiej strony, nawet przeziębienie należy traktować poważnie. Należy przyjmować je z pokorą. Świadomie. Na nic zdają się lekarstwa. Na nic zdaje się tupanie trupimi nóżkami wokół łóżeczka boleści. Od sześciu dni cierpię, ale żyję. Biorę lekarstwa, oczywiście nie pomagają na dłużej, działają jedynie chwilę – godzinę lub dwie – blokują źródło flegmy tryskającej z obu dziurek nosa, mogę wtedy swobodnie oddychać, ale po tym czasie: a!psik, kich i prych. Chciałbym, aby się już skończyło. Przeziębienie to nie choroba, jednakże ukazuje ograniczenia mojego ciała, o którym nie myślę, gdy wszystko działa dobrze, gdy wszystko gra jak należy. Wystarczy taka mała wyrwa jak przeziębienie, aby poczuć się śmiertelnym.

Filed under: Czcze mądrości , , ,

O przyjaźni (z dedykacją)

A ona pyta: „Czy straciłeś kiedyś przyjaciela?”. Odpowiedź jakiej jej udzielam brzmi: „Tak. Dwóch”. Aż dwóch, obu na własną prośbę i życzenie. Obu przez własną głupotę, przez własne durne zachowanie, przez własną chłopięcą słabość. Jeden wstał i odszedł, zniknął po fakcie, rozpłynął się po tym jak się dowiedział, nie robił mi nawet żadnych wyrzutów, po prostu wstał i wyszedł, nigdy go więcej nie widziałem. Od drugiego ja odszedłem, bo nie miałem sił patrzeć mu w twarz. Najsmutniejsze jest, że wiedziałem jak to się skończy. Wiedziałem, że po fakcie nie będzie innego rozwiązania, innego sposobu, jak tylko koniec, koniec przyjaźni. Było to dawno temu, wiele lat temu, ale dyskomfort odczuwam do dziś, do teraz. Wtedy nie, wtedy było mi obojętne, wtedy miałem zlew na to, wtedy liczyła się jedynie chwilowa przyjemność. Dziś już tak nie myślę, dziś chciałbym cofnąć czas i zrobić coś innego, zrobić dobrze, być dobrym przyjacielem, czyli nie zszczrobić tego, co wtedy zrobiłem, zaniechać, zatrzymać się pół kroku, zatrzymać się w półobrocie. Zamknąć drzwi przed nosem, odprawić, odesłać. Jednakże czasu cofnąć się nie da. Pozostaje mi żyć z tą świadomością, z poczuciem straty, z świadomością porażki. Wyrzuty sumienia odczuwane poniewczasie, co to da? Nic. Boli. Nadal boli. Pozostaje mi obiecywanie sobie, że nigdy więcej już tak nie postąpię, że na błędach się nauczyłem. Nauczyłem przyjaźni. Czym, więc jest przyjaźń? Nie jestem do końca pewien. Mam kilka intuicji, kilka przeczuć. Przyjaźń, to nie miłość, nawet platoniczna (zakładając oczywiście, że takowa istnieje). Ten, który jest przyjacielem, nie jest egoistą. Niczego się nie domaga, niczego nie żąda, niczego nie pragnie od drugiego. Nie pragnie drugiego tylko dla siebie, nie pożąda go na własność i dlatego popęd seksualny nie idzie w parze z przyjaźnią. Nie stara się zdominować przyjaciela. Nie stawia żadnych warunków, gdyż nie oczekuje nic dla siebie, jest ukierunkowany na drugiego. Jeśli myśli inaczej, to jest samolubny. Jego niegodziwość przejawia się pragnieniu dobra własnego, bo sam chce tylko brać, otrzymywać, dostawać. Przyjaciel się nie wywyższa, nie uważa za mądrzejszego, ma pomagać, a nie szkodzić. Ma oddawać samego siebie, oddawać wszystko z siebie, bez liczenia na korzyści w zamian, bez nadziei na rekompensatę. Przyjaźń nie obarcza odpowiedzialnością za własną głupotę. Przyjaźń to służba, to służenie drugiemu z zachowaniem i poszanowaniem pełnej świadomość odrębności współprzyjaciela. W przyjaźni trzeba być uważnym. Nie liczą się w niej słowa i zapewnienia, a gest oddania, gest zawierzenia, gest bezgranicznej ufności. Czy ten, który wymaga i stawia warunki, jest godzien przyjaźni? Nie. Myślę, że nie, jestem pewien, że nie, gdyż przyjaźń jest uczuciem obustronnym. Obie strony muszą mieć taki sam ogląd sytuacji, ponieważ przyjaźń jest mieczem obosiecznym, jest dla dwojga. Nie ma przyjaźni tam, gdzie któraś ze stron szuka dobra własnego. Zresztą zakładanie istnienia dwu różnych stron unieważnia przyjaźń. W przyjaźni jest tylko jedna strona: szczęście drugiego.

Filed under: Czcze mądrości , , , , ,

Panie, Panie

Panie, gdzie jest mój dom? Nie żebym szukał po świecie, tak tylko pytam. Chciałbym wiedzieć, bo wypada. Latka lecą. Z roku na rok więcej i więcej zmarszczek na twarzy. Nie poznałbym siebie na starym identyfikatorze, dobrze, że mają ważność tylko dwa lata. Boli, boli tak samo i się nie oswoi. Jakbym wdychał na raz za dużo powietrza, jakby moje płuca się z nim nie wyrabiały. Przechodzę od scenki do scenki, żwawo, jako żywo nie jestem w stanie w to uwierzyć, że dziecięce obrazy odpłynęły, teraz wiązanie krawata codziennie rano przed lustrem, gładko wygolone policzki, wiara w korporacyjne instrukcje i procedury (kto to czyta?)(no dobra, ktoś i może czyta, bo musiał napisać, ale ktoś to w życie wprowadza? czy ktoś tym żyje?) Żyję od piątku do piątku, raczej: nie żyję między poniedziałkiem a piątkiem, jestem w te dni kukłą. Kłaniam się, odpowiadam, podejmuję decyzję, naciskam, strofuję, wymagam, ale to nie ja, to tylko powłoka: buty wypastowane, skarpetki pod kolor, spodnie na kant, koszula czysta (dwa razy sprawdzić), dobrze zawiązać krawat, czasem marynarka, czasem piękny sweterek. Panie!

Filed under: Porażki ,

Kanapka energetyczna

oto energia: zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz poruszzzzzz zz z zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz

zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz

zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz

zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzz zzzzz zzzz zzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz  zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zz zzzz zzzzzz zzzzzzzzz zzzzzzzzz zzzzzzzzzzz  zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz

zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz

zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz i już zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz z z z zzzzzzzzzzzzzzzzzzzz z z z z z z  zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzzzzzz zzzzzzzzzzzz z z zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz

zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz z zzzzzzz zzzzz zzzz zzz zz z z z z z z  co ruszzzzzz

Filed under: Porażki ,

Po prawdzie

„W końcu my, ludzie, którzy jeszcze czytają książki, powinniśmy ze sobą rozmawiać...” [Andrzej Franaszek, „Tylko nie (...)”, TP 24 (3127) 2009.]

Księga Wyjścia

Wejdź i wyjdź.

PodStrony

Obowiązki Domokrążcy

„(…) nie mam się (…) za głos zbiorowego sumienia, lecz tylko za jednego z jej szeregowych pracowników, domokrążcę, co uważa, że popularyzacja czytania i literatury jest psim obowiązkiem każdego, kto ma ku temu okazję (…).” [Piotr Śliwiński, „Świat na brudno”, str. 349-350.]

Słowo na niedzielę

Bądź wierny. Idź! Idź spać!