Dawniej lubiłem pogrzeby. Dawniej, czyli kiedyś. Teraz mniej chętnie chodzę. Wsiadam na rower i jadę – do i z – pracy. Dwa dni temu, wracając, wjechałem w barierkę. Odbiłem się. Rozbiłem tylnią lampę i połamałem błotnik. Tej nocy śniło mi się, że złamałem kierownicę. Podobno są już „Fałszywe zaproszenia” Marcina Cz. Jeszcze nie mam, jeszcze nie kupiłem. Pod oknem się biją, podjeżdża policja w sile: trzy samochody. Zgarniają wszystkich do suk i z piskiem opon odjeżdżają. A jeśli byli to fałszywi policjanci? No, tak, nie, raczej nie, ale jeśli byli fałszywi, to co teraz się dzieje z tymi zaaresztowanymi? Nie obchodzi mnie to, tylko tak się „sztucznie” zastanawiam. Może wywieźli ich na wycieczkę za miasto?
23 czerwiec 2008, poniedziałek • 23:52 1
W słuchawkach
W słuchawkach Hespèrion XX pod dyrekcją Jordi Savalla gra apothéose’y François Couperin (Gdybym tak jeszcze potrafił poprawnie odmieniać i wymawiać wszystkie te francuskie nazwy, nazwiska i tytuły, to było by świetnie!). Dlaczego akurat teraz powróciłem do słuchania muzyki dawnej i barkowej? Sam siebie pytam, a sam sobie odpowiedzieć nie potrafię. Pewnie chodzi o harmonię, ale czy o coś jeszcze?
18 czerwiec 2008, środa • 20:13 1
Z okna
Spawy (jakie sprawy?) niewiele ruszyły się do przodu. Na szczęście nie cofnęły się. Wracanie do punktu wyjścia mnie nie interesuje. Niech się w końcu wszystko ruszy, niech opadnie, bądź wzejdzie. Takie czekanie na trzęsienie ziemi, jest wyczerpujące. Chwilę stałem w oknie, upocony, bo wciąż przed kąpielą, przyglądałem się jak zapada zmierzch. [Kalekie jest to zdanie, ale nie stać mnie na lepsze, trafniejsze.] Znów zacząłem słuchać Montserrat Figueras i Sainte Colombe’a. Niczego dobrego nie wróży, powrót do starych przyzwyczajeń. Marrgo proponuje bym w końcu się wysilił i odezwał się „naprawdę”. Pewnie mógłbym, to nawet nie jest sprawa chcenia, raczej próby. Pewnie dużo by należało opowiedzieć/napisać. Czy warto? Nie odsłaniać się, nie odsłaniać! Chodzi po głowie. Można się domyślać snajperów ukrytych na dachach, ale ryzyko wypada ponieść. „Wypada” z racji dawnego zaangażowania. Należy tylko uważać by samemu się z okna nie wypadło.
17 czerwiec 2008, wtorek • 20:29 0
After The Rain
Jest jakaś książka do doczytania. Nawet kilka. Jeden szwedzki kryminał. Jeden zbiór opowiadań noblistki. Jedna powieść. I jedna chińska książka podróżnicza. Za żadną nie chce mi się zabierać. Żadnej nie chce mi się otwierać. Doczytywać. Otwieram nowe strony www, ale nie czytając zamykam, wybieram inne, choć na nich też nic nie czytam. To takie wycieczki. Płynnie przechodzę na kolejne podstrony. Boli mnie głowa od wpatrywania się w monitor. Czuję się zużyty, ale kto mnie zużył? Sam się zużyłem? Czy też ktoś mnie używał? To wszystko nie jest prawdą. Sam jestem sobie winien, że teraz bolą mnie stopy, mam obtartą szyję od sztywnego kołnierzyka koszuli. A co na to Aniołek1414? Nic! Nie chce ulecieć w niebo, ani pod niebo. Ścieżki sieci się plączą. Zaplatają, ale nie ze sobą, nie ze mną, pozostaję na uboczu. Nie lubię jak mnie ten pan, o farbowanych blond włosach, przyjacielsko dotyka. Nie jesteśmy przyjaciółmi i nie będziemy, wolałbym tego nie komentować. Nie wypada komentować samego siebie. A może się mylę? Od kawy robi mi się niedobrze. Zapijam jej smak truskawkową wodą. Z kranu kapią krople, nie umiem wybrać odpowiedniego słowa, bo kapią i kapią. Na zewnątrz nie padało, nawet nie zanosiło i nie zanosi się na deszcz, ale jaskółki śmigają nisko – tak widzę przez okno. Gdy podchodzę sprawdzić, okazuje się, że to nietoperze. Jakże się myliłem!
Filed under: Porażki , deszcz, nietoperze, słowa



Najnowsze komentarze