Hajfa

[niecodziennik]

Już jest: całe ‘Moje życie…”

Łukasz Turek, mój wydawca (pozdrowienia dla niego!), informował mnie w piątek (20 stycznia 2012 r.), że właśnie odebrał z drukarni zestaw pięknie oprawionych moich książek.
Dla mnie premiera Mojego życie z Dżejmsem miała miejsce dziś, gdy kurier wczesnym porankiem przyniósł mi do biura ciężką paczkę, w której znajdował się Dżejms. Na szczęście nie taki prawdziwy, nie taki żywy, a drukowany, zadrukowany. Trochę trwała produkcja tej książki. Miała być już w ubiegłym roku. Nie udało się, jest w tym. Najważniejsze, że jest.
Nie wiem, czy książkę będzie można kupić w jakiejś księgarni. Aktualnie można ją zamówić przez internet. Na stronie Wydawnictwa Ważka wciąż trwa przedsprzedaż – cena książki 22 zło (kwota podana z ceną za przesyłkę, sic!).
Jeśli ktoś nadal nie jest pewien, czy kupić Dżejmsa, to polecam przeczytać kilka przykładowych opowiadań na stronie Fundacji-Karpowicz, klikając :tu:

Kilka słów z Posłowia:
Większość sytuacji opisanych w książce, zdarzyła się naprawdę. Żadna z osób, występujących w książce nie została przeze mnie wymyślona.
Książka ukazała się dzięki pomocy i wsparciu kilku osób. Chciałbym w tym miejscu bardzo serdecznie podziękować tym osobom. Wszystkim razem i każdemu z osobna. Magdzie za współudział. Kirze oraz Maciejowi za ilustracje. Natalii oraz Dorocie za cierpliwość i zaangażowanie. Piotrowi za okładkę. Marcinowi za iskrę. Łukaszowi za wiarę. Marcie, Edwardowi, Jackowi, Krzysztofowi oraz Tomaszowi za premierowe teksty.

Filed under: Moje życie z Dżejmsem, Się , , , , , , ,

się: Książka ‘Moje życie z Dżejmsem’

- – - – -

Wydawnictwo Ważka zapowiada, że zbiór moich opowiadań, noszących tytuł Moje życie z Dżejmsem, ukaże się drukiem jeszcze w styczniu.

Dokładnie 20 stycznia książka ma mieć swoją premierę. Donosi o tym portal Gildia Literatury. A w sklepie Gildii już można zamówić całe Moje życie z Dżejmsem za 22,50 zło.
To jest bardzo miła, dla mnie, wiadomość. To bardzo ładnie się składa, bo początek roku i od razu książka.
Kilka dodatkowych informacji o książce (plus: okładka, dwie ilustracje Kiry, dwie Macieja) zamieszczonych zostało na Alei Komiksu.


- – - – -

Pani Kocikowa


Nagle okazuje się, że mam uczulenie na kocią sierść.
Słyszałem o tym, że można mieć uczulenie na sierść kotów kastratów. Nawet spotkałem taką dziewczynę, która nie mogła spać z Dżejmsem w jednym pokoju, dlatego spała w pokoju Greckiego.
Wychodzi na to, że mam uczulenie na sierść wysterylizowanych kotek. Wiem, że z uczuleniami można walczyć, Heniu, który miał uczulenie na Dżejmsa, nauczył mnie. Dlatego kupiłem w aptece na 27 grudnia wapno o smaku czarnej porzeczki – jest obrzydliwe. Podjadam tabletki Allertec. Non stop wietrzę mieszkanie, jedynie jak wychodzę z domu, to zamykam okno.
A teraz słyszę, że ktoś stoi pod oknem i gada z Dżejmsem. Kobiecy głos mówi: „Lepiej nie wyskakuj tędy, bo tu są same niebezpieczne samochody”. On jej coś odpowiada głębokim miauknięciem. „Nie masz racji” – twardo odpowiada kobieta. Wstaję od biurka i podchodzę do okna, by sprawdzić z kim gada Dżejms. Kiedyś sam – przez domofon – rozmawiałem z tym głosem. Pod oknem stoi pani Kocikowa (tak nazywają tę starą, lekko zdziwaczałą kobietę, chłopcy z placu Katedralnego, ale tego dowiedziałem się kilka dni później), trzyma dłonie w kieszeniach ortalionowego płaszcza, choć jest ciepło i świeci słońce. Na głowie ma burzę siwych włosów. Jest drobna, zasuszona. Wciąż przegaduje się z Dżejmsem, a do mnie się uśmiecha. „Ostatecznie, to twoja decyzja” – mówi do niego na odchodnym.

rys. Maciej Czapiewski

Filed under: Moje życie z Dżejmsem, Się , , , , , , , , , , ,

Powtóra przeżycia

„Zresztą od kilku dni wszystko wokół mnie powtarza się z uderzającą intensywnością. (…), i kiedy znów zdecydowałem się działać, nie przychodzi mi do głowy nic mądrzejszego nad powtórkę dawnego przeżycia. (Piszę »przeżycia«, ponieważ nie znajduję lepszego określenia; w ogóle ze zdziwieniem obserwuję, jak trudno jest coś opisać. O wiele trudniej, niż opowiedzieć. Piszę powoli, z trudem, jakbym się jąkał, minuty mijają, nim sformułuje jedno zdanie. Śmiechu warta jest pewność siebie i łatwość, z jaką przed dwudziestu ośmiu laty karbowałem w tym zeszycie swoje myśli; szybko, bez skrupułów, jak ktoś, kto żyje z pisania)”.

[Sándor Márai, „Pierwsza miłość”, przeł. Feliks Netz, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, wyd. I, Warszawa 2007, str. 7.]

Filed under: Lekturki, Wyjątki , , , , , , ,

Promocja ‘Fanky Kovala’

ABi była w kuchni, prasowała moje koszule do pracy. Cały zestaw, chyba z 10 sztuk. Leżałem w pokoju na łóżku i czytałem książkę, opasłą powieść Grzegorza Janusza, wielopokoleniową sagę rodzinną.
Ona woła, bym przyszedł na chwile do kuchni, bo musi mi coś pokazać. Wstaję i idę. Zastaję ją stojącą nad deską do prasowania, ma zmienioną fryzurę, włosy zgolone á la Sinéad O’Connor, ubrana jest w za duży dla niej biały t-shirt, który na piersiach ma logo Fanky Kovala i dużą cyfrę 4. „Widzisz, jaka jestem fajna? Promuję twój komiks” – mówi do mnie. „Nie mój, ja mam tylko o nim napisać” – odpowiadam.

Filed under: Sennisko , , , , , ,

Krążyłem nad miastem…

Tak. Lubię jeździć pociągiem i lubię patrzeć przez okno. Od tych widoków jest mi tak błogo, że zwykle usypiam. Gdy jechałem do Pragi miałem sen.
Widziałem orła na budynku Dworca Głównego, widziałem jak budzą się jego oczy i wysuwają pazury… i jak trzyma to nasze kolejarskie koło, a ja czułem, że w szponach trzyma cały mój świat. Widziałem, jak wzlatuje i wznosi się wysoko w niebo. A potem widziałem jego oczami, wiedziałem, że to ja jestem orłem. Myślę, że najpiękniejsze sny, to te o lataniu. Krążyłem nad miastem, widziałem płynącą zakolami rzekę, zamek, most, chmury, słyszałem ptaki i auta – i nagle w dole dostrzegłem dworzec. Ten nasz najpiękniejszy dworzec, który podziwiali Dvořák i Masaryk, dworzec, co z góry wygląda jak pęknięte serce, z którego uciekają żyły. I lekko mi serce ścisnęło. Widziałem, jak na stację wjeżdża pociąg. Zniżyłem się nad nim i dostrzegłem sam siebie, jak śpię w przedziale, w niebieskiej marynarce z plamą na łokciu.
Nagle obudziłem się i zobaczyłem, że ktoś mi ukradł torbę. Zajezdnia.

[cytat za: Jaroslav Rudiš (scenariusz), Jaromír 99 {pseud.} (rysunki), „Alois Nebel #2: Dworzec główny”, przeł. Michał Słomka, Zin Zin Press, Poznań 2007, str. 24-34.]

Filed under: Sennisko , , , , , , , ,

Brak słów

„wiesz. zawsze mi sie wydawalo ze jestem wolnym czlowiekiem. zawsze uwazalem to za swoj atrybut i bylem z tego bardzo dumny. obnosilem sie z tym jak moglem. ale teraz sie okazuje ze jednak nie. bo nie moge sie z toba spotkac kiedy mam ochote. albo jeszcze gorzej: kiedy tego najbardziej na swiecie potrzebuje”.

- – -

{cytat z listu}

Filed under: Porażki , , , ,

Sir Punishment

„(…)czy na moich oczach przybierze postać Sir Death, czyli Kawalera Śmierci, czy może poprzestanie na byciu Sir Blow, Kawalerem Ciosem, a może Sir Wound, Kawalerem Raną, albo Sir Thrashing – tak czy owak był już na pewno Sir Punishment, Kawalerem Karą – żadne z tych wcieleń bliskiej nam osoby nie byłoby przyjemnym odkryciem, tym bardziej nie było przyjemne oglądanie takich jej wyczynów; jednakże oglądanie od dawna przemocy na ekranach i to, że każdemu ciosowi pięścią i każdemu kopniakowi towarzyszy wtedy dźwięk jak grzmot bez błyskawicy albo jak wybuch dynamitu, albo jak huk walącego się budynku, kazało nam uwierzyć, że przemoc jest czymś nieistotnym, gdy tymczasem natura przemocy nigdy nie jest nieistotna i asystowanie przemocy na żywo, postrzeganie z bliska jej przejawów, dostrzeganie jej fizycznie, z drżeniem serca, wyczuwanie pojawiającej się woni potu tego, kto wpada w furię i robi użytek z mięśni, i tego, kto się kuli i boi, słuchanie trzasku wyskakującej ze stawu kości i chrzęstu łamanej kości policzkowej, i rozrywanego ciała, patrzenie na bryzgającą krew, wszystko to nie tyle wzbudza przerażenie, ile sprawia, że każdy normalny człowiek czuje się chory, z wyjątkiem sadystów i ludzi do tego nawykłych, którzy żyją z tym na co dzień bądź mają z tym do czynienia w krótkich odstępstwach czasu, i rzecz jasna tych, którzy zajmują się tym zawodowo”.

[Javier Marías, „Twoja twarz jutro: Taniec i sen”, przeł. Ewa Zaleska, Wydawnictwo Sonia Draga Sp. z o.o., wyd. I, Katowice 2011, str. 283.]

Filed under: Lekturki, Wyjątki , , , , , , ,

Nowa powieść Umberto Eco

Przedmieścia Lublina. Na pustym polu stoi wielka hala z blachy falistej, w której mieści dyskont samoobsługowy kolektywu wydawniczego Gniew Centrali. Można w nim kupić książki na wagę. Dziś jest dzień promocji i wyprzedaży: książki wydane w bieżącym roku są w cenie 9 zł brutto za 1 kg, a wszystkie inne po 2 zł za 1 kg. Podjeżdżam pod wejście bezpłatnym autobusem, który przywiózł mnie z Poznania. Aby wejść, muszę najpierw wystać swoje w długiej kolejce, wijącej się po parkingu.
Po dwóch godzinach w końcu jestem w środku. Wewnątrz jest zimno. Książek jest cała masa! Leżą poukładane w stertach na paletach euro. Miła pani prosi, aby zapłacił jej 10 zł za wózek, do którego będę mógł sobie wkładać książki.
Tłumy ludzi, którzy dziś szturmują dyskont, gromadzą się z lewej strony hali. Zaciekawiony tym, idę zobaczyć dlaczego. Kolejna miła pani z obsługi, odpowiada na moje pytanie, że dziś jest pierwszy dzień sprzedaży nowej powieści Umberto Eco, która nosi tytuł Eko-terroryzm. Pani przybliża mi szczegóły fabuły: Boliwia, grupa wegan, agresywnie nastawionych do Indian, jakiś generał z dzieckiem, cmentarz i zapiski polskiego podróżnika z XIX wieku. Całość liczy ponad 700 stron.
Kupuję 5 egzemplarzy. Zbliżają się święta, będę miał na prezenty.

Filed under: Sennisko , , , , , , , ,

Posiadanie iPoda polepsza świat

„Uzyskałem możliwość uczestniczenia w głównym nurcie muzyki pop i produkowania gumy Chiclets, a także pomagania w przekonywaniu czternastolatków, że wygląd i charakter produktów Apple Computers jest oznaką zaangażowania Apple Computers w polepszenie świata. Bo polepszanie świata jest fajne, nie? A Apple Computers z pewnością jest dużo bardziej zaangażowany w polepszanie świata, bo iPody wyglądają dużo fajniej niż inne odtwarzacze MP3 i dlatego też są dużo droższe i niekompatybilne z oprogramowaniem innych firm, bo… cóż, prawdę mówiąc, to w zasadzie nie jest do końca jasne, dlaczego w tym lepszym świecie najfajniejsze produkty muszą przynosić najbardziej nieprzyzwoite dochody garstce mieszkańców najlepszego świata. Może w tym miejscu należy popatrzeć na to z szerszej perspektywy i zobaczyć, że już sama możliwość posiadania własnego iPoda polepsza świat. (…) Oni pozostawiają jednostce prawo decydowania, jak ma wyglądać lepszy świat. (…) Moim zdaniem iPod to prawdziwa twarz polityki republikańskiej i jestem za tym, żeby przemysł muzyczny naprawę zrobił krok do przodu i stał się bardziej aktywy politycznie, z dumą mówiąc głośno: w naszej branży produkcji gumy Chiclets nie chodzi o sprawiedliwość społeczną, nie chodzi nam o dokładne czy obiektywnie wiarygodne informacje (…). Chodzi nam o przekonanie dziesięciolatków, żeby wydawali dwadzieścia pięć dolarów na fajne silikonowe futeraliki na iPody, których wyprodukowanie kosztuje koncesjonowaną filię Apple Computers trzydzieści dziewięć centów”.

[Jonathan Franzen, „Wolność”, przeł. Witold Kurylak, Wydawnictwo Sonia Draga, wyd. I, Katowice 2011, str. 222-223.]

Filed under: Lekturki, Wyjątki , , , , , , , , ,

Jesteśmy przyzwoitymi ludźmi

„Na lewo od fotela, obok lampy, znajduje się mały stolik zawalony czasopismami – zwyczajnymi czasopismami, jakie czytają przyzwoici ludzie. Jesteśmy przecież przyzwoitymi ludźmi, w mniejszym lub większym stopniu. Wyobrażam sobie, że właśnie w tej chwili Amanda przerzuca strony czasopisma, od czasu do czasu zatrzymując wzrok na jakimś zdjęciu albo rysunku.
Dwa dni wcześniej, po południu, Amanda powiedziała do mnie:
– Nie mogę już czytać książek. Kto w ogóle ma na to czas? – Nazajutrz po wyjeździe Olivera siedzieliśmy w kafejce w przemysłowej części miasta. – Kto jeszcze czyta? Ty czytasz? – Pokręciłem przecząco głową. – Ktoś musi przecież czytać. Popatrz na te wszystkie książki na wystawach księgarń. No i są jeszcze te kluby. Widocznie ktoś czyta – powiedziała. – Tylko kto? Nie znam nikogo, kto by czytał”.


[Raymond Carver, „Menudo”, {w:} „Słoń”, przeł. Hanna Pustuła-Lewicka, Czuły Barbarzyńca Press, Warszawa 2011, s. 57-58.]

Filed under: Wyjątki , , , , , ,

się: Wydawnictwo Ważka zapowiada

Wydawnictwo Ważka zapowiada publikację książki pt.: „Moje życie z Dżejmsem”. Na stronie wydawnictwa można przeczytać:
»Jeśli wierzyć Ryszardowi Krynickiemu, to Wisława Szymborska mawia czasem: „Koty udały się Panu Bogu”. Ale czy rzeczywiście? Maciej Gierszewski w swoim debiucie prozatorskim daje odpowiedź na to pytanie.
„Moje życie z Dżejmsem” to zbiór prawie stu krótki i bardzo krótkich opowiadań, w których autor opisuje codzienne i niecodzienne przygody, na jakie jest narażony każdy właściciel miauczącego pupila. Książka udowadnia poślednią rolę, jaką pełni człowiek w życiu kota.
Dopełnieniem tekstu są ilustracje narysowane przez Kirę Pietrek (do „żeńskich” opowiadań) oraz Macieja Czapiewskiego (do „męskich” opowiadań).
Dodatkowym smaczkiem książki są premierowe wiersze Marty Podgórnik, Krzysztofa Gryki oraz Tomasza Majerana«.

=====================

Groźba

Stoję w kuchni przy otwartej lodówce. Szukam czegoś do zjedzenia. Jednak jakoś tak pustawo. Ostatecznie decyduję się na jogurt. Dżejms stoi obok i miauczy. Wydziera się, jak opętany. Pewnie również jest głodny, od wczoraj nie jadł mokrego, a sucha karma mu się już znudziła. On miauczy, ja krzyczę, aby się zamknął.
Z pokoju odzywa się Wiewióra: „Giera, przestań, kurwa, krzyczeć na tego kota, bo jak nie, to wystawię na Allegro połowę twoich komiksów i to za złotówkę. On nie jest niczemu winien, tylko miauczy. To ty znów zapomniałeś mu kupić żarcie”.
Groźba poskutkowała. Przestaję krzyczeć. Biorę Kotulka na ręce, mocno przytulam, czule do niego przemawiam: „Słodki Kotek, słodki”. I tylko trochę go podduszam, miażdżąc struny głosowe. Gdy go puszczam, ucieka do garderoby. Już nie miauczy, tylko charczy.


{opowiadanie zamieszczone powyżej nie znajdzie się książce, gdyż jest nowe; dokładna data publikacji nie jest znana, ale ma być to jeszcze w tym roku, gdy już zostanie określona, to podzielę się tą informacją}

Filed under: Moje życie z Dżejmsem, Się , , , , , , , , , , , , , ,

Trup na Czarnym Wzgórzu

Nad ranem śniło mi się alternatywne zakończenie książki „Na Czarnym Wzgórzu” Bruce’a Chatwina –
Bliźniacy Lewis i Benjamin Jones leżą w małżeńskim łożu swoich rodziców. Zbliża się pora wstawania, Lewis się już obudził. Czeka aż brat, leżący obok, poruszy się i głośno powie: „Dzień dobry” – co będzie znakiem, że najwyższy czas już wstać, iść do obory, nakarmić zwierzęta, a potem wrócić do domu i zjeść śniadanie. Ale Benjamin nadal śpi, nie rusza się. Lewis łapie brata za rękę, która jest lodowata i sztywna, skóra na dłoni jest śliska. Potrząsa ramieniem brata. Nic, żadnej reakcji. Lewis uświadamia sobie, że Benjamin nigdy więcej się nie obudzi, dlatego zostawia go w łóżku, a sam wstaje, ubiera się, idzie nakarmić zwierzęta. Potem wraca do pokoju i z komody wyciąga drewnianą szkatułkę z pieniędzmi. Dzieli je na dwie równe połowy, swoją wkłada do kieszeni, a brata z powrotem do skrzyneczki.
„Śpi, w końcu się wyśpij” – mówi półgłosem. „A ja pojadę do miasta, się zabawić. Całe życie mi tego broniłeś, ale teraz już nie możesz. Prześpię się z kobietą i to nie jedną, zobaczysz” – powiedział w kierunku nieruchomego truchła. I faktycznie, zamiast zadzwonić do księdza, grabarza, czy koronera. Zamiast obmyć brata, przebrać go w odświętny garnitur, zostawia go sztywnego w łóżku rodziców. Sam ubiera się w swoje najlepsze rzeczy i wychodzi z domu, wcześniej zamykając szczelnie wszystkie okna. Trzy razy wraca na podwórko, by sprawdzić, czy drzwi zamknął na klucz.
Pieszo poszedł do najbliższego miasteczka. Tam wszedł do baru, najadł się do syta, wypił butelkę whiskey i dowiedział się, gdzie jest najdroższy burdel w okolicy.
Na miejscu wynajął pokój oraz dwie kobiety i baraszkował z nimi tak długo, aż nie skończyły mu się pieniądze. Dopiero wówczas wrócił na farmę „Widzenie”, aby pogrzebać brata. Pochował go w sadzie jabłoni. Nie zawiadomił nikogo, że Benjamin umarł.

Filed under: Sennisko , , , , , , , ,

Półka na komiksy

Przez wiele miesięcy Wiewióra próbowała mnie przekonać do tego, że koniecznie musimy kupić naszym kochanym pupilom piętrową leżankę-drapak. Nie chciałem kolejnych, zbędnych sprzętów w domu, dlatego odmawiałem. Kolejne sprzęty to jedynie siedlisko kurzu i roztoczy, których Dżejms nie jada. Na dokładkę anektują wolną przestrzeń, którą mógłbym zapełnić książkami. Wiewióra nie dawała za wygraną. Regularnie, co dwa, trzy tygodnie powracała do tematu. Używała różnorakich, absurdalnych argumentów.
Pamiętam taką rozmowę: „Zobaczysz, jak kupimy kotom drapak, to przestaną spać w łóżku. Już nie będziesz się budził z ustami pełnymi sierści”. „Taa, jasne – odpowiedziałem. – I co jeszcze? Dżejms zacznie śpiewać w chórze, a Kikę zatrudnią w Straży Miejskiej?” Nie wiem dlaczego, ale Wiewióra po mojej odpowiedzi wyszła z domu, trzaskając drzwiami i przez dwa miesiące mieszkała u rodziców.
W końcu, dla świętego spokoju, poddałem się. Zamówiliśmy drapak na Allegro.
Jest, stoi w dużym pokoju. Nawet ładny. Budki i tarasy na trzech poziomach, obite miłym w dotyku brązowym pluszem.
Na szczęście udało nam się znaleźć dla niego praktyczne zastosowanie. Służy jako dizajnerska półka na komiksy.

Filed under: Moje życie z Dżejmsem , , , , , , , , ,

W sobotę o…

Widać gołym okiem, że zaniedbuję tego bloga. Nie piszę notek, nie przepisuję ciekawych cytatów, nie zapisuję snów, nie relacjonuję „mego życia z Dżejmsem”, nie czytam wierszy, nie dzielę się nimi. Wygląda to tak, jakbym całkowicie olał działanie ze słowem i w słowie. Po prawdzie, to tak właśnie jest. Przestawiłem się. Wciągnęły mnie „kolorowe zeszyty”, całkowicie utonąłem w komiksach. Staram się swoje czytelnicze oraz wzrokowe przygody regularnie relacjonować. Jednakże nie w tym miejscu. W inny. Jeśli ktoś jest zainteresowany, to polecam podglądać mój drugi profil, czyli bloga o nazwie „Kopiec Kreta” {wystarczy zrobić klik! klik! i można się na niego przenieść}.

Przy okazji, gdy już jestem przy słowie, polecam sen Adama Wiedemanna oraz jego recenzencką impresję z „Luźnych związków”. Tekst ukazał się tydzień temu w ramach 13 numeru „Wakatu on-line”, oto fragment artykułu „Poryć sobie w wierszach (mini-przegląd nowych tomików Cioka, Gierszewskiego i Niewiadomskiego)”

Wszystko co białe, jest ładne
Do miasteczka ma przyjechać Prezydent, z powodu jakiejś uroczystości. Jesteśmy w barze, wszyscy o tym dyskutują, po czym wychodzą, żeby się temu przyjrzeć, tylko barman (podobny trochę do Johna Lurie) stwierdza, że niestety, ale musi pozostać na swoim posterunku. Kiedy w lokalu nikogo już nie ma, wyciąga spod kontuaru rewolwer o długiej lufie, po czym oddala się tylnym wyjściem. Miasteczko jest całkowicie opustoszałe, tylko gdzieniegdzie stoi kilka półciężarówek, zaczynam śledzić ogromnego jaszczura, który kręci się wśród skał, w ręku mam kamień na wypadek, gdyby mnie zaatakował. Gad wpełza do niewielkiej groty i siedzi tam, zaczajony albo też spłoszony, bo z lasu wyszły dwa lamparty i węszą tam w pobliżu. Obserwuję tę scenę z ukrycia i wydaje mi się, że to świetna okazja, aby zabić jaszczura, rzucam w niego kamieniem, nie trafiam, kamień toczy się stromą ścieżką, znika mi z oczu, ale wciąż słyszę jego cichnący stukot. Schodzę do tunelu metra, kupuję w fast foodzie coś do jedzenia na wynos, wsiadam do kolejki, jem, w ostatniej chwili przed odjazdem dosiada się elegancki, łysy staruszek w typie „dziewiętnastowiecznego naukowca” i opowiada, że właśnie był świadkiem, jak kamień trafił „połoza”. Ma zwierzę w reklamówce, nie jest to żaden połoz, tylko raczej agama, nieduża i bardzo kolczasta. Uczony wysiada, zostawiając zdobycz na siedzeniu, zastanawiam się, czy mogę sobie ją zabrać.

Po drugim przeczytaniu drugiej książki Gierszewskiego zmorzył mnie sen i to mi się właśnie przyśniło. Połoz odsyła oczywiście do Micińskiego, który być może dostarczyłby mi jakichś wskazówek, gdybym go miał pod ręką, ale siedzę teraz w Krakowie, w „Willi Awangarda”, i obserwuję przez okno burego kocura, łażącego po dachu garażu albo szopy. Jest bardzo podobny do kota, którego Sergiusz dostał parę dni temu od Teresy Boguckiej, aż miałbym ochotę zawołać go po imieniu, ale tamten kot nie został jeszcze nazwany. Jest też biały pies, ten chodzi po balkonie sąsiadki, udając, że jest zajęty swoimi sprawami, choć gołym okiem widać, że nie ma żadnych spraw, które by go zajmowały. Jest to wyjątkowo ładny pies, czysto ozdobny. Pierwszą książkę Gierszewskiego trochę zbagatelizowałem, a to z powodu dwóch wierszy humorystycznych, które tak bardzo zwracały na siebie uwagę, że subtelne procedury rządzące pozostałymi utworami jeszcze się bardziej wysubtelniały, osiągając w subiektywnym odbiorze stadium funkcjonalnej niewidzialności. W ogóle do książek Gierszewskiego lepiej jest wracać niż patrzeć na nie gołym okiem – nie ma w nich czego poznawać, ale jest co roz-poznawać: w nieomal każdym jego poszczególnym wierszu rozpoznaje się ten właśnie wiersz, tak jak w sonecie rozpoznaje się sonet. Gierszewski ustanawia wciąż jakby od nowa reguły poetyckości, robi to drobiazgowo i z pomocą drobiazgów, czym trochę przypomina – proszę wybaczyć – Mallarmégo z jego aboli bibelot, ale tylko trochę, bo zasadniczo nie ufa niczemu, co zastane, stara się zawsze dojść aż do granicy, za którą będzie już tylko pustka i banał, i na niej właśnie się zatrzymać, odcinając sobie możliwość jakiejkolwiek kontynuacji. Albo inaczej: ponawiana sytuacja próby staje się tu stylistyczną dominantą i znakiem rozpoznawczym.
Aczkolwiek druga książka zaczyna się w sposób dość konsternujący, jak gdyby cała miała być kontynuacją wiersza Oplot z pierwszej, tak zdawałoby się twardo zamkniętego w sobie. Tych ponawianych oplotów jest aż pięć, po czym się to urywa i już nie powraca, od tej pory każdy tekst będzie się starał być wierszem w całkiem inny sposób, jedynie fraza Kocham was obu powróci parę stron dalej, już jako element prywatnej mitologii, podobnie jak powróci mitologiczna postać Marty Podgórnik na znak „luźnego związku” czy to z poprzednią książką, czy to z twórczością Adama Kaczanowskiego. Rozmaity bywa tu poziom sukcesu, czasami poprzeczka ustawiana jest tak nisko, by niemal udaremnić skok, kiedy indziej zaś przeskakuje się pod nią, ale za to z najzupełniej satysfakcjonującym piruetem. Jedynie wiersz końcowy zdaje mi się trochę za bardzo pustym popisem wirtuozerii – jest to celowo niewyrazisty poemat, na którym uwieszone obszerne przypisy nie tyle dodają mu charakteru, co raczej odsysają go, podobnie jak nawiązania do Nabokova i do Wirpszy, zbyt oczywiste jak na tego akurat autora. Jest to, owszem, ciekawe, wykwintne, ale niestety daremnie domaga się czytelniczych wysiłków; w ten sposób mój wzrok wędruje znów za okno, gdzie dwaj panowie usiłują ściąć drzewo, młodszy wali siekierą, a starszy ciągnie za sznur w swoją stronę, wygląda to tak, jakby wykonywali tę czynność pierwszy raz w dziejach ludzkości, stoję w oknie i niecierpliwie czekam, co się stanie.

Filed under: Czcze mądrości, Sennisko, Się , , , , , , , , ,

Włodarski & Gierszewski: wywiad

Wczoraj Marcin Włodarski opublikował na swoim blogu wywiad, który korespondencyjnie ze mną przeprowadził. Wywiad nosi tytuł: „O poezji raczej z musu”. Polecam (się) przeczytać. Przy okazji polecam, również przeczytać recenzję Marcina z „Luźnych związków” – :tu: kliknąć trzeba.


Od lat spisujesz sny. Dlaczego?
Pierwsze moje próby literackie polegały, właśnie na spisywaniu snów. Było to bardzo dawno temu, nie wiem dlaczego zacząłem je zapisywać, nie pamiętam. Pewne jest, że nadal to robię, spisuję swoje własne sny, zapisuję sny, które mi zostały opowiedziane, przepisuję sny z książek, gazet, blogów… Dlaczego? Niektórzy zbierają znaczki, inni monety, jeszcze inni kartki pocztowe, a ja zbieram sny. Taki kompleks kolekcjonera, jak się już raz zaczęło, to ciężko przestać, ciężko skończyć.
Czy sny bywają inspirujące? Zapładniają Twoja poezję?
Sny bywają inspirujące, w końcu to odrębna rzeczywistość, w której wszystko jest możliwe, w której wszystko może istnieć razem i od razu. Staram się nie przelewać onirycznych opowieści do swoich wierszy, czyli – odpowiadając wprost na Twoje pytanie – nie zapładniają one mojej poezji, nie pozwalam im na to. Gdy siedzę nad białą kartką, na której za chwilę zacznę stawiać słowa, to widzę rój onirycznych plemników, zdążających do niepokalanego jaja kartki. W takich wypadkach biorę gazetę, zwijam ją w rulon i zaczynam je regularnie tłuc. A tak bardziej poważnie, to pamiętam jeden wers, który mi się przyśnił i który wplotłem dosłownie do jakiegoś wiersza: łapy łabędzi w lodzie ogryzione przez psy. A w „Profilach” jest wiersz „7 snów z nazwiskami”, ale jest to tekst zbudowany z całych snów, kiedyś spisanych, które tylko połączyłem w wiersz.
Jeśli już mam się do czegoś przyznać, to sny zapładniają moją prozę. Większość opowiadań przeze mnie napisanych, jest zbudowana z wyśnionych motywów. W „Luźnych związkach” jest opowiadanie „Wycieczka do Hajfy”, które zostało napisane na podstawie onirycznego objawienia.
„Luźne związki” to dla mnie zalecenie, by nie angażować się zbytnio z rzeczywistość, otoczenie. Mam racje? Jeśli tak to dlaczego?
Marcin, jestem, jako autor i jako człowiek, daleki od tego, aby komukolwiek cokolwiek zalecać. Mogę mówić jedynie o sobie i do siebie. Może faktycznie, zalecam sobie, aby nie mieć za głębokich relacji z rzeczywistością. Tak jest lżej. Tak jest łatwiej. Przecież życie samo w sobie i tak boli, więc po jaką cholerę wbijać sobie dodatkowe szpilki pod paznokcie? Wystarczy monotonia codzienności, już samo to może człowieka zabić, a jeśli nie zabić, to chociaż przyprawić o jakąś ciężką chorobę, którą leczą w pokojach bez klamek.
Ja wychowałem się w małym mieście, miałem szczęście wzrastać wśród ludzi, znajomych, kolegów, dla których miarą każdego kroku jest zaangażowanie. Znam ludzi, którzy dla muzyki, dla swoich artystycznych działań rezygnowali ze sławy, bo uważali, że ona zniszczy ich sztukę. Teraz nie mają ani sławy, ani sztuki, ale gdyby się urodzili ponownie, nie zmieniliby ani trochę swoich decyzji. To brzmi jak wyidealizowany świat. Co ty na to?
Jestem święcie przekonany o tym, że w życiu należy robić tylko te rzeczy, które sprawiają nam niekłamaną przyjemność i radość. Czy należy się sprzedawać? Mam wrażenie, że właśnie o to pytasz. Myślę, że to zależy tylko od psychicznych predyspozycji. Niektórzy muszą stać, aby czuć się szczęśliwymi, wysoko na świeczniku i zrobią wszystko, aby się tam znaleźć, bo dopiero wtedy czują, że żyją. A inni wolą, gdy świecznik przechodzi do nich, gdy prosi, błaga, kusi, łudzi i wtedy mogą lekko się nagiąć, siebie oszukać, bo to niby nie oni zabiegali, a o nich zabiegano. A jeszcze inni, grupa twoich znajomych, woli odmówić i nie wstępować na świecznik. Odmowa jest pozorna. W każdym razie strategii jest wiele, są różne, która jest dobra, słuszna, właściwa? Nie wiem. Ja staram się robić swoje, lubię właśnie tak. Niezależnie od tego, czy wstępuję, czy mnie się wypycha.
W wierszach z tomu „Luźne związki” zarejestrowałeś wiele szczegółów dnia codziennego. Nie ukrywam, że lubię takie kadry zarejestrowane na papierze, które uciekłyby bezpowrotnie, gdyby nie oko i pióro autora. Co powiesz jednak na tematy, he, na nowy wiek? Czy jest jakiś temat, który warto podjąć w drugiej dekadzie XXI wieku?
A czym wg Ciebie powinny/mogą się różnić tematy podejmowane przez poetów w XXI, od tych podejmowanych w wieku XX? Na czym ma polegać jakościowa różnica? Czy może być jakościowa różnica? Czy powinna być jakaś różnica? Moim zdaniem: Nie! Broń Cię Panie Boże. Warto podejmować te same tematy, jakie warto było podejmować w ubiegłym wieku. Warto podejmować tematy, które są żywe. Pewnie od razu będziesz pytał: Co to są żywe tematy?. Otóż wg mnie to tematy, które dotykają. Nie pozostawiają czytelnika biernym, letnim (aby użyć słów znanych już od tysiącleci: „A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich” (Ap. 3:16). Dla mnie zasada jest dość prosta: pisać powinno się o tym, co dotyczy i dotyka osobę stojącą/siedzącą obok poety.
Oczywiście, że data nie może przerwać pewnej ciągłości. Oczywiście, są tematy uniwersalne, do których ludzie powracają, bo taka jest wręcz ich biologia, hehe. To oczywiste, że dla człowiek mówi o tym, o czym chce i jak chce bez względu na wszystko. Pytałem o to, czy dziś wyłania się coś nowego na horyzoncie. Świat zmienia się do tego stopnia, że pojawiają się nowe tematy? Czy raczej poezja idzie w kierunku eksperymentów językowych na płaszczyźnie leksykalnej, składniowej?
Myślę, że świat nie zmienia się wcale aż tak bardzo, jak nam się to czasem, na pierwszy rzut oka wydaje. Pojawiają się nowe media, szybki i megaszybki przepływ informacji, inna (uproszczona) jakość i forma komunikatu. Jednak to nie są zmiany, które powodują nagły wybuch nowych tematów poetyckich. Nadal jednym z głównych tematów poetyckich pozostaje: ja/my w świecie, ja/my wobec świata i odwrotnie naciski i oddziaływanie typu świat na mnie. Nie uważam, żeby tematy zaangażowane (z grupy życie w/z korporacją, konsumpcjonizm, polityczność), były tematami nowymi. Nie są to tematy nagle odkryte, nowe, oświecone.
Czy zamieszczanie w wierszach symboli i rekwizytów kultury popularnej oraz informacji telewizyjnych o działaniach wojennych w Egipcie, Libii czy Tunezji, to coś nowego dla poezji? Nie. Poezja nigdzie nie idzie, jest. A mówi się do czytelnika w taki sposób, za pomocą m.in. eksperymentów językowych, bo to jest dla czytelnika atrakcyjne, rozpoznawalne i zrozumiałe. Ale czy to jest postęp samej poezji? Nie sądzę.
Pozwolisz, że na tym skończę ten wywiad o poezji?
Pozwolę. O poezji ciężko mi się rozmawia. Może łatwiej rozmawiało by mi się o komiksie. Jestem fanem komiksu, a poezji niekoniecznie. Myślę o poezji raczej z musu.
Chciałbyś kogoś pozdrowić?
Tak, przede wszystkim mego kota, Dżejmsa.

Filed under: Się , , , , , , , , , , ,

Po prawdzie

„W końcu my, ludzie, którzy jeszcze czytają książki, powinniśmy ze sobą rozmawiać...” [Andrzej Franaszek, „Tylko nie (...)”, TP 24 (3127) 2009.]

Księga Wyjścia

Wejdź i wyjdź.

PodStrony

Obowiązki Domokrążcy

„(…) nie mam się (…) za głos zbiorowego sumienia, lecz tylko za jednego z jej szeregowych pracowników, domokrążcę, co uważa, że popularyzacja czytania i literatury jest psim obowiązkiem każdego, kto ma ku temu okazję (…).” [Piotr Śliwiński, „Świat na brudno”, str. 349-350.]

 

Styczeń 2012
P W Ś C P S N
« gru    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Słowo na niedzielę

Bądź wierny. Idź! Idź spać!
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.